Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie

26.01.2012
czwartek

Antioch I Megaloman

26 stycznia 2012, czwartek,

Gdyby Kim Dzong Un chciał kiedyś wydrukować sobie wizytówki, musiałby chyba zdecydować się na jakiś nietypowy format. Standardowy kartonik 90 x 50 mm nie mógłby pomieścić jego licznych tytułów: „Wspaniały Przywódca”, „Niezrównany Przywódca”, „Drogi Przywódca”, „Słońce XXI wieku”. Nadal wiele brakuje mu jednak do ojca, Kim Dzong Ila, do którego zwracano się per „Mądry Przywódca”, „Słońce Komunistycznej Przyszłości”, „Dowódca o Żelaznej Woli”, „Wielki Człowiek, Który Przybył z Niebios”, „Najwyższa Inkarnacja Braterskiej Miłości Rewolucyjnej” – i tak dalej. Kim Dzong Un jest jednak młody, można więc żywić nadzieję, że szybko poszerzy skromny na razie repertuar swych godności.

Te bałwochwalcze epitety stoją w przykrym kontraście z życiem poddanych rodziny Kimów. Jak donosi portal Daily NK, w Korei Północnej nawet kiszona kapusta jest niedostępnym frykasem, w obozach „reedeukacyjnych”, do których trafić można m.in. za niewystarczająco energicznie okazywany żal po śmierci poprzedniego Drogiego Przywódcy, żyje w koszmarnych warunkach blisko 200, 000 ludzi, a tortury są stałym elementem przesłuchań.

Czytając te okropieństwa zastanawiałem się, czy starożytne annały znają równie narcystycznych i obłąkanych władców, jak trzej Kimowie. Po dłuższej chwili zdecydowałem się przedstawić Czytelnikom Antiocha I, króla Kommageny. Rzeczony władca nie może co prawda konkurować z klanem Drogich Przywódców w zakresie prześladowań i zbrodni, ale przejawiał uderzająco podobną skłonność do karykaturalnego samouwielbienia.

Najpierw garść faktów. Kommagena to kraina, która leży w dzisiejszej północnej Syrii. Przez większość historii nie stanowiła ona odrębnego organizmu politycznego, lecz część wielkich imperiów. W VIII w.p.n.e. została wcielona do królestwa Asyrii, później znalazła się w granicach Persji, podbitej następnie przez Aleksandra Wielkiego, po śmierci którego władzę nad tymi ziemiami przejęła dynastia Seleukidów. Kiedy państwo tychże władców zaczęło się rozpadać, Kommagena wybiła się na niepodległość (163 p.n.e.), którą cieszyła się jednakże bardzo krótko – wkrótce wpadła w orbitę wpływów Rzymu, a w I w.n.e. stała się jego prowincją.

Nawet w krótkim okresie niepodległości Królestwie Kommageny daleko było do innych super-powers okresu hellenistycznego; była raczej zawodnikiem wagi koguciej. Najwyraźniej inaczej widział to najsłynniejszy władca tego państewka, Antioch I, znany pod skromnym przydomkiem Bóg Sprawiedliwy i Objawiony, Przyjaciel Rzymian i Greków (86-36 p.n.e.).

Starożytni pisarze mają o Antiochu niewiele do powiedzenia  (wspominają go głównie przy okazji rzymskiej ekspansji na Bliskim Wschodzie). Mimo to możemy spojrzeć na niego tak, jak chciał być widziany – dzięki kompleksowi rzeźb z góry Nemrut, części łańcucha Taurus (dzisiejsza południowo-wschodnia Turcja; ponad 2000 m wysokości).

Na szczycie góry Antioch zbudował trzy tarasy – północny, wschodni i zachodni. Już to było nie lada przedwsięwzięciem, wymagało bowiem skucia znacznej części wierzchołka Nemrutu. Pośrodku góry zbudowano z kamieni wielki kopiec, pod którym najpewniej znajduje się grób Antiocha, a być może i późniejszych królów Kommageny. Pomimo wielu prób, podejmowanych tak w starożytności, jak i dziś, nie udało się jeszcze odnaleźć komory grobowej, która, jak podaje znaleziona inskrypcja, strzeżona  ma być przez groźnego demona.

Wschodni taras zajmują monumentalne (8-10 m wysokości) rzeźby, przedstawiające zasiadające na tronach postaci. Dzięki zachowanym podpisom wiemy, że miały one wyobrażać, kolejno, samego króla Antiocha I, personifikację Kommageny, Zeusa-Oromasdesa (połączenie greckiego i wschodniego bóstwa), Apollona-Mitrę-Heliosa-Hermesa (to nie pomyłka, tak nazywa go inskrypcja) i Heraklesa-Artagnesa-Aresa. W zamierzchłych jeszcze czasach tym kolosom strącono głowy, które dziś leżą u ich stóp.

Źródło: Wikimedia; Fot. Onur Kotacas

Na przeciwko zasiadających na tronach bóstw – i Antiocha, rzecz jasna – stał ołtarz, a za nim platforma, na której ustawiono płaskorzeźby. Choć większość  z nich jest poważnie uszkodzona, można poza wszelką wątpliwość ustalić, że stele te przedstawiały przodków Antiocha I – z jednej strony gałąź perska (nasz król utrzymywał, że wywodzi się od Dariusza), a z drugiej – grecka (Antioch był też ponoć spokrewniony z Aleksandrem Wielkim).

Podobny zestaw rzeźb i reliefów znajduje się też na tarasie zachodnim – mamy tu więc znów zajmujące trony kolosy i licznych, sławetnych przodków Antiocha. Jak widać, król Kommageny chciał się upewnić, że wiadomość, którą chce przekazać – wywodzę się od największych władców, jakich zna historia, zasiadam na równi z bogami – zapamięta każdy. Ażeby dodatkowo podkreślić swój nad-ludzki status, Antioch umieścił na zachodnim tarasie kolejną serię płaskorzeźb, na których wita się z kolejnymi mieszkańcami Olimpu: Apollonem, Zeusem i Heraklesem.

Źródło: Wikimedia; Fot. Peter Klaus Simon

Mało tego, Antioch kazał na tylniej stronie zasiadających na tronach bóstw wyryć wyjątkowo długą inskrypcję (oczywiście w dwóch egzemplarzach, na wschodnim jak i na zachodnim tarasie), która łączy w sobie różnorakie fiozoficzne dywagacje, przywodzące na myśl dzieła kalibru Ruhnamy świętej pamięci Turkemnbaszy (np. „Zrozumiałem, że bycie szlachetnym jest nie tylko największą wartością, jaką pozyskać mogą ludzie, ale i największą radością. To przekonanie umożliwiło mi objęcie tronu i owocne rządy. Przez całe życie jawiłem się poddanym jako osoba mająca respekt dla bogów za największą broń… Dlatego udało mi się uniknąć, wbrew oczekiwaniom, największych niebezpieczeństw, okiełznałem nieprzewidywalne wydarzenia niepozostawiające nadziei, i spędziłem wieloletnie życie w szczęściu”), ze szczegółowym opisem religijnych fesitwali, które miały regularnie odbywać się na szczycie góry Nimrut nie tylko za jego czasów, ale i później, uczestniczyć miały w nich bowiem  „…wszystkie ludy i pokolenia, które kiedykolwiek będą władać tymi ziemiami”.

Jak widać, Antioch I, władca efemerycznego państewka, miał na własny temat bardzo wygórowane zdanie, widział w sobie nad-człowieka, filozofa, i wielkiego władcę. Niestety, archeolodzy nie potrafią odpowiedzieć na pytanie, co kommageńczycy myśleli o swym pysznym królu, ani jak długo organizowano przykazane święta ku jego czci…

J. Szamałek

PS. Zdjęcia, plany i rekonstrukcje sanktuarium-cmentarza z góry Nimrut można obejrzeć tu i tu.

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 48

Dodaj komentarz »
  1. dobry wpis, to „Bóg Sprawiedliwy i Objawiony, Przyjaciel Rzymian i Greków, Zeus-Oromasdes, Apollon-Mitra-Helios-Hermes, Herakles-Artagnes-Ares ” bardzo mi się podoba 🙂

  2. Bardzo zmyslne porownanie – dziekuje za ciekawy wpis!

  3. @ petroniusz: dziękuję! spodziewałem się, że skromność Antiocha może Państwa urzec…

    @ M.: bardzo mi miło:)

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Pociągnijmy przez chwilę wątek koreańskich Kimów. Czyż nie można odnieść wrażenia, że oto na naszych oczach rodzi się coś w rodzaju lokalnej religii, z nakazu miłościwie panującego Koreańczykom rodu lokalnych geniuszy i co najmniej półbogów? Mamy wszystkie atrybuty religijnego kultu, jakie znamy z innych religii, mamy też quasi-autentyczna wiarę (w pleno titulo WIELKIEGO PRZYWÓDCĘ itd.,itd) i rozpacz (autentyczną, kto zaś autentycznie nie rozpaczał ten się dziś tłumaczy przed policją) po jego odejściu (niewątpliwie do nieba, które zrodziło też jego ojca). No i ta gigantomania – pomniki Kimów równe antiochowym a i nasz pod Świdnicą może się równać im pod wieloma względami. Ta sama psychologia… Odnoszę jednak wrażenie, że po Antiochu (m.i BOGU SPRAWIEDLIWYM I OBJAWIONYM…sic!) zostało w kulturze coś więcej, niż tylko ogromne głowy stracone z pomników.

  6. Szanowny Autor zechce zauwazyc, ze choc mozna porownywac megalomanie polnocno koreanskich wladcow z Antiochem I, Bogiem Sprawiedliwym i Objawionym, to jednak jawia sie drastyczne roznice. W przeciwienstwie do polnocnokoreanskich wladcow, Antioch I byl raczej hojnym wladca, ustanowil bowiem dwa swieta kazdego miesiaca. Swieta mialy uczcic jego dzien urodzin oraz koronacji, w dniach 10-go i 16-go kazdego miesiaca. Wszyscy obywatele oraz zolnierze z pobliskiego garnizonu byli zaproszeni na wystawne bankiety odbywajace sie z okazji tych swiat, na czesc przodkow Antiocha I. Ustanowil na ten cel specjalny fundusz, pochodzacy z dochodow posiadlosci nalezacych do miejsca kultu.

    Niezaleznie od megalomanii, Antioch I byl dosc zrecznym wladca, sprzymierzajac sie z Pompejuszem, zdobywajac uznanie Senatu oraz otrzymujac plaszcz triumfalny, oraz ogloszony przez Rzymian „krolem, sprzymierzencem i przyjacielem”. Nawet w roku 38 p.n.e., juz po smierci Pompejusza, gdy triumwirowie Marek Antoniusz i Publiusz Wentydiusz Bass gotowali juz najazd na Kommagene, Antioch I wynegocjowal zawarcie z nimi pokoju. W rezultacie dopiero Tyberiusz polozyl kres niezaleznosci Kommageny, juz za rzadow Antiocha III, choc pozniej Kaligula przywrocil Kommagenie status krolestwa i wreszcie dopiero Wespazjan ostatecznie przylaczyl Kommagene do Syrii.

    Pozdrawiam.

  7. @ emes5756: najciekawsze jest właśnie to, że po Antiochu nie zostalo nic, był zupełnie zapomniany, dopóki w XIX w. nie odkryto jego sanktuarium na szczycie góry Nemrut, a i dziś mało kto go kojarzy. Kimowie, Turkemnbasza, Kaddafi i wszyscy ci inni zbrodniczy narcyzowie XX wieku dochodzili do tych samych metod adolacji niezależnie od niego i też chyba siebie.

    Kult Kimów jest już jak najbardziej religijny, ze świętymi ikonami i mitami o zstąpieniu z nieba włącznie. Po obejrzeniu materiałów z Korei po śmierci Kim Dzong Ila ciągle zastanawiam się nad tym, na ile ten szloch i histeria był szczery, a na ile motywowany strachem…

    @ Werbalista: zgadzam się z obydwoma punktami – mało tego, zgadzałem się z nimi nawet wtedy, jak już pisałem tekst:) Dlatego zaznaczyłem, że nie posądzam Antiocha o zbrodnie podobne do Kimowych, i nie oceniam go jako władcy (za mało o nim wiadomo).

    Swoją drogą, wedle tych kategorii Kimowie też są zręcznym iwładcami – trzymają świat i swoich poddanych w szachu 60-lat. I też organizują wiele świąt, marszów, itd., ale zgaduję, że przeciętny Koreńczyk wolałby mniej tych imprez, a więcej kimchi.

  8. Nie radzę przesadzać z tym podśmiewaniem. Inni byli nie gorsi tylko może się mniej zachowało.
    Ja natomiast od drugiej strony: Istnieją narody, którym trafia się zawsze ciemniejsza strona losu, na które wiecznie spadają niezasłużone, zawsze najgorsze, nieszczęścia i które ciągle poświęcają się dla świata i innych.
    Dlatego myślę o Teutonach (wredne plemię między Odrą i Łabą), którzy w w podobnym czasie (-120) opuścili kraj, gdzie nie chciało im się żywić korzonkami i plądrując i rabując wyruszyło na Wyspy Lepszej Europy. Około -105 tylko tylko cud ognisty uratował Rzym przed końcem, a plemię ruszyło oczyszczać resztę Europy z dobytku, aż po Hiszpanię. Parę lat później podzielili się i Rzymianie na 2 raty wprowadzili porządek. A ich kobiety i dzieci same się wymordowały dla osłody życia. Podobno z Teutonów byli nieźli gladiatorzy. Tyle zostało. Różni ich od Hiobów to, że nie mogą się nad sobą użalać z braku Teutonów.
    Ale może ktoś zna jeszcze ciekawsze przykłady?
    Pozdrawiam

  9. @P.Szamałek
    No właśnie. Miałem ochotę dodać na końcu jeszcze jedną uwagę: co zostanie po kimokracji Korei Płn. i co pańscy koledzy za powiedzmy 200 lat tam znajdą w prowadzonych wykopaliskach: resztki instalacji do produkcji broni atomowej, sprzętu do jej przenoszenia, obozów koncentracyjnych i wielkie posągi dynastii Kim (grubo upraszczam). Jakie z tego da się wyciągnąć wnioski, jeśli by nie było innych źródeł wiedzy o tym kraju i czasie? Dość smętne.
    Zaś jeżeli o autentyczność przeżyć i histerii Koreańczyków po śmierci Kima to dla mnie wstrząsającym było to, iż były one w dużej mierze szczere i że COŚ TAKIEGO jest jeszcze w XXI wieku możliwe. Ale, jeżeli przyłożyć do tego miarę RELIGIJNĄ, to zdumienie ździebko maleje, a analogii też daleko szukać nie trzeba. Tak toczy się światek, tyle że w Korei pod szczelnym kloszem i to dziwi (że możliwe) ale i tłumaczy (dlaczego możliwe).

  10. Jaki ciekawy wpis, jaka cywilizowana wymiana pogladow pod nim.
    Mnie sie podoba, ze Antioch chcial siebie samego widziec jako „przyjacela Grekow i Rzymian”.
    No, ale ja wiecznie mam przed oczyma Kaczynskiegoi, ktory chyba raczej by dal sobie reke odrabac, niz powiedziec o sobie, ze jest przyjacielem jakichs narodow innych niz wlasny i to niecaly, tylko prawdziwy.
    Saving Grace dla jego krolewskiej mosci Antiocha I.
    Pogrzeb Kim Ir Dzonga byl malutkim uchyleniem kurtyy i wejrzeniem w to co sie dzieje w tym kraju. Mam dosc lat na karku aby pamietac smierc Stalina, przeyzyta w wieku pieciu lat w malym gornizym miasteczku w Zaglebiu Donieckim na Ukrainie – w tym samym miasteczku, gdze swe niebywale rekordy osiagal legendarny Grigorij Stachanow. Pamietam z rozmow rodzicow i z przedszkola jaka byla presja okazywania „zaloby” i jak niebezpievznie bylo jej nie okazac w sposob nalezyty i przekonujacy. Bylam wyrzucana z pokoju ilekroc do rodzicow wpadali jacys znajomi i zaczynaly sie ukrywane przede mna rozmowy (abym sie gdzies nie wygadala). Pmietam ludzistojacych na rogu ulicy i glosno „okazujacych zalobe”, czarne opaski na ramionach, umajone kwiatam z bibulki portrety Wladcy, zalobne marsze i glos Lewitana w glosnikakxch. No, Lewitan przynajmniej nie plakal do mikrofonu, bless’im.

  11. @ Vera: albo Saksonowie, których, o ile dobrze pamiętam, Karol Wielki wybił do szczętu.

    @ emes5756: myślę, że archeolodzy przyszłości daliby sobie radę z rozszyfrowaniem charakteru reżimu Kimów. Dowodów w „ziemi” będzie aż nadto: bombastyczne rzeźby i inne przedstawienia rządzących, masowe groby i szkielety ze śladami niedożywienia, pozostałości po obozach pracy, ogólny niedostatek widoczny w domostwach, itd., itp.

    @ Helena:

    Cieszę się, że tak się Pani tu podoba, i dziękuję za podzielenie się wspomnieniami.

    z tego, co piszą autorzy starożytni, Antioch, choć zakochany w sobie, był sprawnym graczem politycznym, gotowym się układać i ustępować. W jego czasach było już jasne, że z Rzymem wygrać nie sposób, a ci, którzy próbują, kończą marnie. Jedynym sposobem na przetrwanie, choć, jak się okazało, krótkoterminowe, było zawarcie z nimi sojuszu – stąd „Przyjaciel Rzymian”. Polityk rodzaju Kaczyńskiego szybko by chyba zniknął w takich okolicznościach z kart historii; ci, którzy nie byli w stanie połknąć własnej godności i honoru, wracali do domu na tarczy.

    Jeśli dobrze pamiętam, to Sołżenicyn opisuje, jak trafiało się do łagrów za słowa dzieci -nie dziwię się więc Pani rodzicom. Przerażające musiały to być czasy.

    @ emes5756, Helena:

    Rzeczywiscie, zapewne część obywateli Korei Północnej, jak i wcześniej ZSRR, szczerze płakało po swych Drogich Przywodcach. I to jest chyba najsmutniejsze, to największy bodaj stan upodlenia – opłakiwać swojego oprawcę.

    Znajomy moich rodziców opowiadał mi taką oto historię (nie gwarantuję, że jest prawdziwa, ale bardzo bym chciał, aby tak było). Dzień po śmierci Stalina w jego szkole miały odbyć się uroczystości żałobne, wizytę miał złożyć jakiś ważny partyjny dostojnik. Na sali gimnastycznej postawiono cokół – a na nim wielką, gipsową głowę Stalina. Kiedy było już „za 5 dwunasta”, do podobizny Wielkiego Językoznawcy podeszła polonistka, znana z bardzo czerwonych poglądów, i jęła rzewnie płakać i ją obejmować. Jak się okazało, cokół był nierówny, przechylił się, głowa się stoczyła – i roztrzaskała na kawałki, łamiąc też nogę rzeczonej nauczycielce. Na gwałt zaczęto szukać innej podobizny Stalina, żeby nie wypaść źle w oczach wizytatora; niestety, znalazło się tylko 3-centymetrowe popiersiątko z brązu, które, postawione na wielkim cokole, wyglądało to ponoć dość absurdalnie…

  12. @Vera
    Pani chce nas najwyraźniej sprowokować, stwierdzając:
    „Istnieją narody, którym trafia się zawsze ciemniejsza strona losu, na które wiecznie spadają niezasłużone, zawsze najgorsze, nieszczęścia i które ciągle poświęcają się dla świata i innych.”
    Pani Vero, przecież żyje Pani pośród takiego narodu, wiecznego męczennika, przedmurza no i mesjasza…
    @P.Szamałek, p.Helena
    I ja pamiętam ten czas żałoby postalinowskiej, i te popiersia przewiązane kirem i pamiętam też, że kolegów naszych trzech, na których doniesiono, że w czasie libacji (imieninowej, to były okolice Józefa)) stwierdzili „że Stalin był gorszy od Hitlera” (oni już wtedy wiedzieli to, co oficjalnie uznano dopiero wiele lat później!) usiłowano na masówce całego rocznika (Politechniki Gdańskiej) wyrzucić z uczelni. I to się w głosowaniu tajnym NIE UDAŁO! Wnioski? Gdyby to był sąd skorupkowy, pewnie by ich relegowano. Czyli jest postęp od czasów starożytnych. Gdy jednak czytam (wciąż jeszcze „Odyseja”) jak Grecy przyjmowali obcych (najpierw łaźnia, potem nakarmienie a potem dopiero pytanie kto zacz!) to stwierdzam regres. Ale czy można we wszystkim wierzyć Homerowi?

  13. @emes5756
    Dobrze Pan to ujął, ale w tym wypadku są też i inni.
    @Pan Szamałek
    Z tymi Saxonami to sprawa była jeszcze ciekawsza, o czym pewnie na Wyspach wiadomo: Brytowie żyli w spokoju i bez wojen dzięki Rzymianom przez paręset lat. Kiedy Rzymianie odeszli, nie chciało im się albo nie umieli walczyć (przestroga) i poprosili znanych z mordobjiności Saxonów o pomoc przeciw Wikingom. Ci przyszli i obronili, ale za nimi ich kobiety i dzieci (Karol W). Dlaczego więc mieliby wracać. I tak Brytowie znaleźli się nagle jako niewolnicy. Najciekawsze było to, że kobiety Brytów były do użytku tylko dla Saxonów (dzieci) a mężczyźni mieli zakaz (robole). Niezłe. Brytowie, którzy uciekli, zamieszkali w Normandii razem z Wikingami i jako Normanowie wrócili wyzwalać Brytanię. Za Wilhelma do Brytów należało jeszcze 2 małe królestwa w Kornwalii. Ciekawe, że ludność broniła biednych Saxonów przed dzikimi hordami Normanów. Pokazują to historie Wilhelma Tella czy Ivanhoe.

  14. Poniewaz dobrze pamietam lata piecdziesiate moglbym przytoczyc wiele dykteryjek na temat tamtych czasow, historii porachunkow osobistych rozegranych na bazie donosu o niedostatecznej rozpaczy po smierci wielkiego jezykoznawcy. Donosicielstwo plenilo sie wszedzie – w trzeciej klasie szkoly podstawowej tez!
    Przytocze tylko jedna: na powtorzeniu piatkowego koncertu w Filharmonii (5 III 1953 to byla sobota) Grzegorz Fitelberg poprosil sluchaczy o wstanie z miejsc i oznajmil: prosze panstwa zmarl wielki czlowiek radziecki – tu zawiesil glos – Sergiusz Prokofiew (ktory rzeczywiscie zmarl tego dnia). Po chwili ciszy dodal: zmarl tez Jozef Stalin. Podobno uszlo mu to na sucho. Sam Fitelberg przezyl ich zreszta tylko o trzy miesiace.

  15. PS A tak naprawde, czy jakis panegiryk przezyl probe czasu?
    Nie mowie o takich dzielach jak L’Apotheose du Lully czy Le tombeau de Couperin bo to akrat nie o tyranach. Czy panegiryk na czesc tyarna przezyl probe czasu? Rozne wiersze Broniewskiego, Galczynskiego i innych oczywiscie sa – i chyba nic wiecej. L. Infeld napisal cos, co jak pozniej pisal w swoich pamietnikach nie wiedzial czy ma sie tego wstydzic czy sie z tego smiac. W koronacji Napoleona David zrecznie sie wywinal malujac cesarza juz w koronie.

  16. @emes5756
    Po zastanowieniu, ale bez szukania w źródłach.
    Według mnie istnieją 2 typy megalomanii: narcystyczna i kompensacyjna.
    Narcystyczna interpretuje wszystko na swoją korzyść i nie widzi nigdy powodu do samokrytyki. Ta druga, o której ja piszę, jest równie wredna i objawia się w życiu codziennym tytułami: „zmiażdżyli przeciwnika”, „podbija świat”, „niezwykłe osiągnięcie”, „ogromny sukces”, „walczą o niego”, „największy na świecie”, itd itp… Świadczy ona o bardzo poważnym wątpieniu we własny obraz świata. Może świadomie, może nie…

    Choć może jest i trzeci rodzaj: Strukturalna bądź sytuacyjna. Ta ostatnia może być nawet wymuszana sytuacyjnie (moda, poddani). Nie zawsze jest zaburzeniem osobowości. Celują w niej Amerykanie, a przynosić może efekty według zasady „think positiv”.
    O której pisze Pan Szamałek?

    @magistervetus
    No cóż. Ja bym odróżniała talent od poglądów politycznych. Kiedy się zetrą, koniec jest jak u Majakowskiego. A co do Infelda, to ciągle pamiętam jego uwagę, że jeszcze nie udało się wyjaśnić w pełni stwierdzenia, że koń ciągnie wóz. Tak samo jest z polityką.

  17. antiochos komagenski rozwija tylko idee hierotezjonu, ktore powstaly w czasach aleksanda wielkiego;
    to okres niezwyklego eksperymentu jakim byl synkretyzm religijny imperium seulycydow;
    i chociaz fuzja zeusa z ormuzdem sie nie powiodla, to jednak przez ponad pol tysiaclecia jesli nie dominowala, to nadawala forme zyciu spolecznemu na obszarze miedzy indusem a morzem srodziemnym;
    do idei tych wracano(i wracac sie bedzie?) w historii ludzkosci wielokrotnie;
    wspomne tu tylko takie postacie jak julian apostata czy fryderyk nietzsche;
    interesujace jest spojrzenie z tej perspektywy na panstwa wspolczesne,
    takie jak indie, usa, czy unia europejska,
    ktorych podstawa jest szeroko pojeta tolerancja religijna.

  18. @Vera
    Ta o której ja myślę (i na ogół się zgadza) należy do gatunku kompensacyjnych – to mianowicie taka, która keczy własne kompleksy niższości. Począwszy od marnego wzrostu a na marnym charakterze skończywszy….

  19. error: leczy a nie keczy

  20. @emes5756
    Wydaje się natomiast, że Korea Północna jest przypadkiem megalomanii strukturalnej, podobnie jak USA. Łatwiej z tym żyć. Bo narcyzm dotyczy paru osób. Niestety, polska historia ostatnich 50 lat uniemożliwia robienie sobie żarcików z tych ludzi. Byłoby to zbyt wielkie chodzenie na łatwiznę. A jest mi ich po prostu żal.
    Pozdrawiam

  21. Na marginiesie tej ciekawej dyskusji parę uwag w kwestii Saxones, czyli, jak to się w Polsce zwykło mówić, Sasów.

    Karol Wielki owszem, dał im tęgiego łupnia, ale do wytępienia było jeszcze daleko – Sasi byli ludnym plemieniem, zostali podporządkowani państwu Franków, a z czasem weszli w skład tego, co dzisiaj znamy jako naród niemiecki. Można by dodać, że z Sasów właśnie wywodził się cesarz Otto, ten od Zjazdu Gnieźnieńskiego, czy wcześniej Hodo, którego Mieszko pobił pod Cedynią.

    Sasi w Brytanii to z kolei historia o kilkaset lat wcześniejsza od wojny z Karolem W – ich północny odłam do spółki z plemionami Anglów i Jutów skolonizował teren dzisiejszej Anglii, i faktycznie, według przekazów Brytowie sami ich zaprosili, do obrony przed Piktami z obecnej Szkocji (czasy wikingów dopiero miały nadejść). Jest tylko jeden szkopuł – to jest wersja historii przekazana przez zwycięzców, czyli Sasów właśnie. Pytanie, czy to rzekome zaproszenie to nie była tylko taka propaganda: „należy nam się ta ziema, bo nas tu zaprosili”.

    Co do tego, że Sasi mieli wyłączność na brytyjskie kobiety itd. – takie wnioski wysnuto z przeprowadzonych parę lat temu badań genetycznych. Sęk w tym, że prawie równocześnie inna ekipa genetyków przeprowadziła badania, z których wyszło, że nic z tych rzeczy – dzisiejsi Anglicy geny mają głównie po celtyckich Brytach, a Sasi narzucili im tylko swój język – i nazwę, jako ci, którzy zdobyli władzę. Nie wiem, którzy genetycy mają rację, ale wynika z tego raczej, że w takich sprawach jak ta, genetyka jeszcze nie daje miarodajnych rozstrzygnięć.

  22. No i znowu się spóźniłem, dopiero podładowałem neta.
    Niedożywienie w Korei? Chyba w telewizji, przypominam sobie jak za komuny telewizja donosiła o niedożywieniu w Europie Zachodniej.
    .
    Jestem minimalnie młodszy od Was i za wyjątkiem spraw ponadczasowych interesuje mnie teraźniejszość. Przynajmniej jedna z dużych wrocławskich firm budowlanych zatrudnia na masową skalę Koreańczyków Północnych. Kilka miesięcy temu trochę z nimi pracowałem, szeregowi zarabiają (z tego co wiem) ok. 5PLN na godzinę czyli z grubsza tyle co ja (tyle że są ubezpieczeni a ja na czarno). Najlepiej po polsku mówią słowa na k i ch oraz piwo i papierosy rzecz jasna. Nie przesadzajmy z tym kloszem.
    .
    A co do wspomnianego w artykule władcy to mamy ten luksus że chociaż niewiele o nim wiemy, to na szczęście informacje te mamy z wykopalisk czyli w miarę pewnego źródła, a nie z telewizji której wiarygodność (poza sportem oraz programem Kawa Czy Herbata) jest równa zero.

  23. @witek_w11
    Możemy się umówić, że w Korei (Płn. rzecz jasna) żyje się świetnie, świeci słonce wolności i że to wszystko wiemy od Koreańczyków, którzy znają 4 podstawowe polskie terminy. Mniej więcej to samo można się było dowiedzieć od moich rówieśników z Korei, którzy studiowali tu w latach 50-tych. Jest więc tak samo jak było, tylko jeszcze bardziej. Umówić bowiem się można na wszystko, ale z tego jeszcze nie wynika żadna prawda o Korei.

  24. Re witek i emes
    Przez trzy lata mieszkalem i pracowalem w Korei Poludniowej. Bylem na wycieczce w Korei Polnocnej, ktora aczkolwiek mocno kontrolowana, dala jakies pojecie o tamtejszym zyciu codziennym.
    Jednak prawdziwy wglad w zycie w Korei Polnocnej dala mi akcja charytatywna, prowadzona przez moja szkole. Chodzilo o utrzymanie osrodka do walki z gruzlica. Nie wiem, czy wpis p. witka ma byc ironiczny, czy na serio. Szkola, oprocz pieniedzy na lekarstwa, srodki szpitalne i klisze do aparatu rentgenowskiego wygladajacego jakby wyprodukowanego w koncu XIX w (OK wiem, ze to przed odkryciem promieni X), zbierala pizamy, kapcie dla chorych, mydlo, szczotki do zebow, puszki, nasiona do przyzakladowego ogrodka aby dozywiac chorych, bo najwiekszym problemem bylo wycienczenie organizmu z glodu i wtorna zapadalnosc na chorobe. Nauczyciele ktorzy pojechali odwiedzic ten osrodek wrocili ze wstrzasem psychicznym. Widzialem kilka zdjec – odmowilem ogladania reszty; jedyne co sie da do tego porownac to reportaz z sierocincow w Rumunii Ceausescu.

  25. A to apropos tematu glownego 🙂

    Jaki rozkaz przekazuje nam
    na sztandarach rewolucji profil czwarty?
    – Pod sztandarem rewolucji wzmacniać warty!
    Wzmocnić warty u wszystkich bram!

    Oto Partia – ludzkości wzrok.
    Oto Partia: siła ludów i sumienie.
    Nic nie pójdzie z jego życia w zapomnienie.
    Jego Partia rozgarnia mrok.

    Niewzruszony drukarski znak
    drżenia ręki mej piszącej nie przekaże,
    nie wykrzywi go ból, łza nie zmaze.
    A to słusznie. A to nawet lepiej tak.

    Na razie nie podaje – no, tu mala wskazowka – poetki.

  26. a propos pisowni – lewa reka nie nadaza za prawa 😉

  27. @magistervetus
    Choćbyśmy nie wiem jak wytykali poetce grzechy młodości, nie będzie przez to mniejsza…
    Dodam, trochę a propos, cytat z klasyka:
    „Mówimy Lenin, myślimy partia
    Mówimy partia, myślimy Lenin…”
    i do niego cytat z mojego ś.p.szefa (lata 70-te): I TAK CO INNEGO MÓWIMY A CO INNEGO MYŚLIMY.
    Pozdrowienia

  28. @ magistervetus, emes5756:

    Dziękuję za podzielenie się wspomnieniami z okresu PRLu. Ja tych czasów rzecz jasna nie pamiętam, z wielką ciekawością więc czytam Państwa komentarza.

    @ magistervetus:

    „Pisane” panegiryki rzeczywiscie szybko odchodza w niełaskę. dużo lepiej wypadają na tym tle różnorakie panegiryki w formie wizualnej (rzeźby, obrazy), chyba dlatego, że łatwiej zapomnieć, w jakim celu były stworzone.

    @ Hengist, brat Horsy:

    Witam serdecznie na blogu i dziękuję za bardzo wyczerpujący komentarz nt. Sasów!

    @ witek_w11:

    Ale o sytuacji w Korei trąbią nie tylko stacje telewizyjne, ale i wszelkiej maści gazety, NGOs, naukowcy, a także sami uciekinierzy z Korei. Ciężko zaprzeczyć zbrodniczej naturze reżimu Kimów, chyba, że przyjmiemy widzenie świata z rodu najdzikszych teorii spiskowych. Tak na marginesie – jak robotnicy, o których Pan mówi, mieli wypowiedzieć się na tematy polityczne, posiłkując się tak ubogim słownictwem? A sam fakt, że wyjeżdzają na budowę, niczego nie dowodzi. W tej kwestii w pełni zgadzam się z emes5756 i magistervetusa.

  29. @emes5756
    Nie proponowałem umawiać się że słońce świeci, proponowałem natomiast umówić się że wiarygodność telewizji jest równa zero.
    @ magistervetus
    Nie ironizowałem, niby w którym miejscu?
    @admin
    Nie próbowałem z budowlańcami rozmawiać na tematy polityczne ani dociekać PRAWDY O KOREI, nawet mi to do głowy nie przyszło. Zapewne Wy drenowalibyście temat tak długo aż uzyskalibyście odpowiedzi na frapujące Was pytania. Tym razem pozwoliłem sobie na ironię, bo dla mnie piwo to piwo a papierosy to papierosy. Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych ale gdyby tak było to „zaprzeczanie zbrodniczej naturze reżimu Kimów” do „najdzikszych teorii spiskowych” na pewno nie należy (sporo jej brakuje, póki co).
    .
    Po namyśle: to co dla Was jest prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, ja przyjąłem jako potencjalną (więc prawdopodobną ale nie pewną) ściemę. Ściemę spowodowaną nie żadną wzniosłą teorią spiskową tylko prozaicznym efektem kuli śnieżnej. Kwestia optyki.
    Kończę bo jestem offtopic. Pozdrawiam.

  30. @Hengist, brat Horsy
    Dzięki za uzupełnienie. Na własnym przykładzie wiem, że łatwiej poprawiać niż wymyślać. Zresztą chodzi o historię 600 lat. Miejsca dosyć także na Artura i jego rycerzy.
    Jeśli chodzi o Sasów to wolałabym nazwę zostawić dla tych od popuszczania pasa. Ani Niemcy ani potomkowie Brytów nazwy tej nie znają a dobrze jest trzymać się jednak wspólnej liny żeby nie wypaść ze szlaku.
    Zwracam uwagę, że mnie chodziło o coś zupełnie innego. O megalomanię wynikłą z rzekomego doświadczania przez historię. Chciałam po prostu pokazać, że innym powodziło się też nie lepiej a niektórym nawet znacznie gorzej. Ze swoją znajomością historii mógłby Pan coś dodać. Na mnie wrażenie robi historia Bułgarów. Może napiszę.
    Z Saxonami jest po prostu tak, że podejście Franków do nich wcale nie było inne niż do Wikingów Mieszka I, zaledwie 150 lat wcześniej. Nic w stosunku do 1200 lat historii (Piękny artykuł w Polityce). Po prostu nie było agresywnych Niemców i Piasta Kołodzieja.
    P.S. Bardzo piękny nick czyli ksywka. Osobisty, czy historyczny? Trzeba mieć do tego fantazję. Czy mogę wykorzystać ideę?

  31. Vera
    27 stycznia o godz. 19:02
    a o janosiku wszyscy zapomnieli…

  32. @byk
    Czy mogę poprosić o rozszerzenie. To jakoś przekroczyło mój poziom.
    Bo ja ciągle na etapie Rumcajsa. Taki sam bandzior jako wzorzec dla dzieci.

  33. W swietle ostatnich zdarzen pewnie wolalbym wycofac swoj wpis z 31 I. Rzecz w tym, ze jak wielokrotnie tu podkreslalem, ja nie mam intencji zeby cos komus wytykac „Choćbyśmy nie wiem jak wytykali poetce grzechy młodości, nie będzie przez to mniejsza…” ani umniejszac czyjes
    zaslugi. Po prostu interesuje mnie czy ktos popelnil panegiryk, ktory przede wszystkim literacko, a pozniej malarsko i muzycznie przetrwal probe czasu. Wszak utalentowanych panegirystow nie braklo.
    PS Jezeli PT Gospodarz uzna za stosowne aby wycofac moj wpis z 31 I nie podniose larum „gwaltu, wolnosc slowa oprymowana”

  34. @magistervetus
    Ja osobiście mam pretensję do pani Sz za jej przemówienie przy odbieraniu nagrody, kiedy to chciała walczyć poezją z kacykami w Afryce, a nie zabrała głosu w sprawie sumienia Europy.
    U mnie jest Pan rozgrzeszony, a o panegirykach na cześć można powiedzieć: Kto nie był w młodości komunistą, ten nie będzie na starość demokratą (bo brak mu wrażliwości społecznej). Najgorzej jest z tymi, którzy już w młodości są konserwatywni. Czarna ich przyszłość. A dalej można tylko powtarzać: Tolerancja, tolerancja, tolerancja…

  35. @magistervetus
    Pańska deklaracja o chęci wycofania wpisu (jestem przeciw!) ma większa wartość niż miałby ją sam fakt wycofania. Uważam po prostu (to a propos wpisu) że kto nie popełnił błędów kiedyś tam, temu do pełni wiele brakuje. Mówię tak „bom stary i sam pełen win”.

  36. Dzieki za poparcie i wyrozumienie. W tej chwili wylacznie chodzi mi o to, ze w moim przekonaniu moment dokonania wpisu jest niestosowny – mniej jego tresc. Do kwestii poruszonej przez Vere wroce za pare dni.

  37. woroszylski byl lepszy:
    „niech zyje nam towarzysz stalin,
    co usta slodsze ma od malin”
    niedawno jeden z postsowieckich poetow przeszedl na islam
    i dal sie przed kamera obrzezac;
    film mozna zobaczyc na you tube,he,he…
    kto wie jezeli rzeczywiscie wyladuja w tym roku kosmici,
    to kto wie czy nie zamienia nas w helotow,
    albo i jeszcze gorzej

  38. Woroszylski, Andrzejewski, Iwaszkiewicz, Miłosz (a nawet tak obecnie patriotyczny J.M.Rymkiewicz)… nazwiska (wielkie) można mnożyć prawie w nieskończoność. Kto żył w tych czasach osądza je jako świadek, kto miał szczęście późno się urodzić, bardziej w czerni i bieli. Sokrates też popełnił niejedno głupstwo (już nawet nie mówię o małżeństwie z Xantypą) ale historia plewy dawno odsiała a po tych co go skazali na śmierć ślad zaginął wszelki. No i chwała bogu…

  39. PS Nazwa strony nie pozostawia watpliwosci jaki jest jej cel 🙁

  40. Myślę, że Gospodarz winien nas przywołać trochę do porządku, bo zabrnęliśmy w całkowicie jałowe bezdroża. Chyba, że chcemy udowodnić, że na każdym panegiryku, obojętnie przez kogo i na czyją cześć popełnionym autor się prędzej czy później musi poślizgnąć. Udowodniliśmy, ale to i tak nie na temat…

  41. Jakub Szamałek 1 lutego o godz. 14:38
    *”Pisane” panegiryki rzeczywiscie szybko odchodza w niełaskę. dużo lepiej wypadają na tym tle różnorakie panegiryki w formie wizualnej (rzeźby, obrazy), chyba dlatego, że łatwiej zapomnieć, w jakim celu były stworzone.*

    Jahrhunderthalle -> Hala Ludowa -> Centennial Hall -> Hala Stulecia

    Propaganda „GW” i nawiedzonych jewropejskich unionistów ostatnio odniosła sukces i obrzydziła nam „ludowość” Hali. Paradoksalnie, zważywszy na swoje głęboko lewicowe a z pewnością populistyczne sympatie, składając ją na ołtarzu zezwolenia na dziobanie okruchów z Unijnego stołu.

    Z poczatku usiłowano po angielsku zdjąć te ludowe gumiaki i najpierw spróbowano nazwy „Centennial Hall”. Coby nie drażnić przytomnych ludzi gardłowymi głoskami Jahrhunderthalle. Niestety nie wypaliło. Ludziska zauważyli angielskie manewry i wyśmiali. Nu i trzeba było skoczyć na głęboką wodę. Zadecydować: oryginalna niemiecka nazwa czy jej wierne tłumaczenie na polski? Jak na razie, czli „pókico”, mamy polskie tłumaczenie.

    Czemu towarzyszy wdzięczne uściślenie powodów wybudowania gmaszyska. Według obowiązującej teraz wersji nie była nimi chęć uczczenia pokonania Napoleona w bitwie pod Lipskiem a tylko upamiętnienia manifestu Fryderyka Wilhelma III wzywającego do walki z brzydkim Francuzem. Mnie jeszcze uczono, że Niemiaszki ducha swego pokojowego hartowały wspominając samo zwycięstwo, ale jak widać kolejne to zafałszowanie historii w PRL-owskiej szkole. Mamy czcić tylko manifest jakiegoś w zasadzie fajnego jegomościa…cóż on nam zrobił? Że zniszczył polskie regalia przetapiając je na forsę? Łee tam, teraz wstydzić się trzeba zarówno polskości jak i monarchizmu. Oczywiście w Polsce, bo już „w Europie”, nawet tej unijnej, posiadanie królików jest jak najbardziej Gemütlichkeit. Ciekaw jestem ilu innym jewropejskim kraikom poprzetapiano wtedy insygnia koronacyjne…Może nie ma co płakać nad swoją wyjątkowością? Może GW ma rację?

    Już zupełnie nie pamięta wrocławskie (jeszcze wrocławskie) pacholę kto z kim i przeciwko komu bił się pod tym Lipskiem co to go ani-ani nie czcimy. Patrzy na fontannę przed Halą Stulecia i nawet nie wie, że celebruje ubicie iluśtam tysięcy (10?) polskiego wojska, iluśtam generałów no i marszałka Poniatowskiego.

    Pamięć przemówień Hitlera w Jahrhunderthalle po II wojnie skuto z jej murów razem z hitlerowskimi gapami a potem odbyto wielokrotne egzorcyzmy za pomocą czy to lewackiego Kongresu Intelektualistów czy to katolickich odwiedzin papieża JPII.
    Jahrhunderthalle może zatem stać się teraz Halą Stulecia. Jednoczymy się i Niemcy nie tylko są już całkiem nienazistowskie ale mogą i mają robić we wszystkich dziedzinach za wzór dla Polski. Uff, można odetchnąć pełną piersią.

    Byleby tylko nie jechać do Lipska. Nie zwiedzać tego monstrualnego ucieleśnienia germańskiego, mrocznego, ciężkiego, z piekła rodem ducha w postaci Völkerschlachtdenkmal. Najbardziej odrażający, najbardziej przygnębiający i wstrętny pomnik jaki kiedykolwiek zwiedzałem. Co za symbolika samego projektu, co za rzeźby.
    Chyba trudno znaleźć bardziej wyrazisty manifest germańskiego charakteru. Ale przecież i on ocalał po II wojnie! Cudownie, prawda? Oczywiście, znalazło się i dla niego odpowiednio pokrętne uzasadnienie jaki i dla współczesnych nazewniczych zawirowań wokół Jahrhunderthalle.
    W NRD-owie sprawnie posłużono się dialektyką i ogłoszono, oczywiście zgodnie z prawdą, iż Völkerschlachtdenkmal to nic innego jak tylko świadectwo „Deutsch-russische Waffenbrüderschaft”. No bo Niemcy ramię w ramię z Rosjanami pod Lipskiem złego Francuza bijali, czyż nie?
    A że wystarczy tam pojechać i przez sekundę na to coś popatrzeć aby krew w żyłach zauważalnie się oziębiła – to małe piwo.

    Kto by tam śmiał zauważać, że Völkerschlachtdenkmal to taka „czysta” a Jahrhunderthalle to taka uładzona i ucywilizowana forma tej samej myśli, tego samego ducha? Pamięci o tym samym i w tym samym celu?

    Psik, psik, fontanna przed Halą Stulecia. La, la, la muzyczka z głośniczków. Fiu; ba-bach, fiu; ba-bach, fajerwerki na niebie. Pstryk, pstryk, turyści i mieszkańcy (jeszcze) Wrocławia telefonami uwieczniają piękne obrazki.

    Zaprawdę dużo lepiej wypadają na tym tle różnorakie panegiryki w formie wizualnej (rzeźby, obrazy), chyba dlatego, że łatwiej zapomnieć, w jakim celu były stworzone.

  42. @ zza kałuży
    Odległość zmienia jednak widzenie. Teza (o wyższości panegiryku materialnego nad słownym) jako temat do dyskusji ciekawa, ideologia zaś, jaką do niej Pan dorobił, trudna do akceptowania („Lewacki” Kongres Intelektualistów? – trzeba rozróżnić czym był a co z niego zrobiono wtedy, gdy część zaprotestowała i wyjechała. Trzeba wiedzieć i ważyć oceny). Pobrzmiewa mi przy tym ton (odczucie subiektywne), jaki usłyszałem niedawno w sejmie od ministra spraw zagranicznych nieudolnie udającego Katona Starszego (co za tupet) na temat tego, co trzeba zburzyć. Katon przynajmniej coś zbudował i nie wzywał do burzenia Kapitolu.
    Pomnik bitwy narodów – brzydactwo, zgoda. Ale to co Pan w nim zobaczył, paradoksalnie trochę uzasadnia jego istnienie – jako memento, także dla Niemców. Z gigantycznymi pomnikami (zaczęliśmy tu od Antiocha) tak na ogół jest: czy to będzie Statua Wolności czy nasz świebodziński Chrystus: jak się już je postawiło to później nie bardzo wiadomo co z nimi począć, a wstyd przyznać, że wstyd…

  43. @emes5756

    Chciałbym zrozumieć Pana myśl. Czy chodzi Panu o to, że generalnie nie należy burzyć pomników-panegiryków (ten Pałac był na czyjąś cześć)? Czy według Pana nie powinno się też zmieniać nazw tych „dzieł” (tzw. Hala Stulecia, obecnie nie wiadomo stulecia czego)?

  44. @KP
    Tak, nie należy burzyć pomników, jeśli tak jak w przypadku PKiN spełniają one szereg pożytecznych funkcji. Czyje one kiedyś nosiły imię jest w tym wypadku zupełnie bez znaczenia. Nie jestem zelotą, który z powodu szyldu będzie niszczył budynek, który do tego szyldu jest przyczepiony. Albo…wyburzmy też MDM, Stare Miasto i 40% Warszawy – jak konsekwentnie to konsekwentnie – bo wybudowano je od nowa w czasach niesłusznych.
    Czy nie lepiej budować, niż burzyć? A poza tym, lepiej by było pomyśleć przed budową jakiegokolwiek pomnika, i lepiej zamiast pomniki mnożyć (nasza narodowa specjalność) budować żłobki, przedszkola, hospicja itp i przyczepiać do nich szyldy. Szyld się ewentualnie zdejmie, funkcja zostanie. No ale „my Polacy, my lubim pomniki” jak mówi poeta. A ja nie lubię, bo to „jest problem dziki” (ten sam poeta)

  45. emes5756 4 lutego o godz. 12:50
    „Teza (o wyższości panegiryku materialnego nad słownym) jako temat do dyskusji ciekawa”
    Komplementuje pan Gospodarza, nie mnie.

    „ideologia zaś, jaką do niej Pan dorobił, trudna do akceptowania („Lewacki” Kongres Intelektualistów? – trzeba rozróżnić czym był a co z niego zrobiono wtedy, gdy część zaprotestowała i wyjechała. Trzeba wiedzieć i ważyć oceny)”
    No to się wykalibrowaliśmy. Nie mam wielkich złudzeń co do przekonań osób, które najczęściej spotykam na blogach „Polityki”, w końcu dawni towarzysze partyjni gdzieś muszą chodzić i czas na emeryturze spędzać wolą wśród swoich.
    Co do gradacji przymiotników, czy raczej pozostając w bardzo binarnej logice Gospodarza tego blogu – epitetów, to ja sobie bardzo dobrze zdaję sprawę z faktu, że słowa jak i czyny znaczą zupełnie co innego w 2012 niż w roku 1948. Ja i tak bardzo „uśredniłem” moją ocenę. Gdybym miął się skupiać na analizowaniu motywów i życiorysów poszczególnych organizatorów i uczestników Kongresu, w tym towarzysza Goldberga Beniamina to by mi Gospodarz zaraz wpis wywalił. Cenzura ma się dobrze tylko na szczęście konsekwencje już nie te.

    „Pobrzmiewa mi przy tym ton (odczucie subiektywne), jaki usłyszałem niedawno w sejmie od ministra spraw zagranicznych nieudolnie udającego Katona Starszego (co za tupet) na temat tego, co trzeba zburzyć.”
    Ma pan słuch muzyczny. Rzeczywiście w pierwszym odruchu miałem zamiar napisać o Pałacu Kultury w Warszawie, ale się ugryzłem w język. Tak jak pan napisał 5 lutego o godz. 18:31, nie należy burzyć Pałacu, gdyż spełnia bardzo wiele bardzo pożytecznych funkcji. Ale to nie wyczerpuje mojego uzasadnienia. Nie należy go burzyć także dlatego, że Polska w moim pojęciu nie ma środków na wybudowanie nowego, ładniejszego, bardziej funkcjonalnego i „w ogóle lepszego” budynku, który mógłby przejąć dotychczasowe funkcje Pałacu Kultury. Tzn. ma, ale aktualni władcy z PO wolą marnotrawić te środki na durnowate Eura i stadiony. Ja miliardy złotych utopione w betonie przeznaczyłbym na opiekę zdrowotną i MASOWĄ kulturę fizyczną Polaków. Jeśli już coś betonować to dlaczego nie 100 krytych basenów? Albo z prawdziwego zdarzenia, bezkolizyjne z ruchem samochodowym ścieżki rowerowe?
    W sumie – PKiN jest mi solą w oku, bardzo chętnie bym go zburzył i zastąpił czymś innym aniżeli sowieckie naplucie w gębę bezczelnie upamietniające fakt i miejsce gwałtu na dziadkach – ale nie jestem nawiedzony, aby robić to wbrew rachunkowi ekonomicznemu.
    No i jak był pan to łaskaw zauważyć w przypadku Pomnika Bitwy Narodów w Lipsku – można się łudzić, iż samym swoim istnieniem będzie pełnił dla następnych pokoleń Polaków rolę przestrogi. Takie memento historyczne.

    Nie miałbym natomiast żadnych obiekcji przed całkowitym zburzeniem np. restaurowanego teraz Dworca Głównego we Wrocławiu. Uważam, że gdyby tam dalej mieszkali Niemcy, to właśnie to by zrobili. I postawili na miejscu tej neo-cośtam maszkary budowlę podobnie piekną i funkcjonalną jak super-nowoczesne dworce kolejowe, które wybudowali w ostatnich latach u siebie. A Polacy się grzebią w miazmatach jakichś peryferii historii architektury skutkiem czego będzie kolejne pół-rozwiązanie. Most Grunwaldzki (czy może już czas wracać do starej nazwy?) może sobie stać, ale powinien dostać po kilka dodatkowych pasów jezdni w postaci nowych, płaskich mostów po obu stronach. Z profilu nie zmienił by się za bardzo i tym sposobem miłośnicy zabytków byliby spacyfikowani.
    Zresztą kto kiedy w historii ludzkości dbał do tego stopnia o zabytkowe budowle co teraz? To jakaś choroba! Miasta są żywą tkanką i aktualni mieszkańcy nie mogą mieć zakładanych kagańców z powodów tego, co ktośtam uważał za dobre dla niego setki lat temu! Przecież oni wtedy nie budowali zabytków dla przyszłych pokoleń a tylko rozwiązywali w sposób będący jakimś tam kompromisem współczesnych sobie potrzeb i możliwości. Nam ma nie być wolno robić tego samego?

    „Pomnik bitwy narodów – brzydactwo, zgoda. Ale to co Pan w nim zobaczył, paradoksalnie trochę uzasadnia jego istnienie – jako memento, także dla Niemców.”
    Miło spotkać się z aż takim optymistą!

    „Z gigantycznymi pomnikami (zaczęliśmy tu od Antiocha) tak na ogół jest: czy to będzie Statua Wolności”
    Statua Wolności w zestawieniu propagandowych auto-panegirycznych pomników? Antioch, a także zapewne faraonowie egipscy, i wielu, wielu innych władców SAMI wznosili sławiące siebie budowle. I właśnie dlatego Gospodarz z niego sobie pokpiwa. O ile pamietam to Statua Wolności została sprezentowana Ameryce przez Francję a i samo „otrzymywanie prezentu” nie było wolne od potknięć związanych z trudnościami wybudowania pod nią cokołu. Czyli w Ameryce jakby nie za bardzo „palono się” do bycia obdarowanym. Zły to przykład.

    „czy nasz świebodziński Chrystus”
    Nie wiem, czy to jest najlepszy przykład. Jest to niewatpliwie zawłaszczanie przestrzeni publicznej i krzycząca demonstracja, ale megalomania miejscowego proboszcza nie znajduje tu ujścia w postawieniu pomnika swojej osobie. Zaspokaja on niewątpliwie „rydzykowe” ciągotki stawiając pomik Chrystusowi a więc nie sobie. Należy raczej podziwiać, podobnie jak w przypadku Rydzyka, zdolności biznesowe! Takich ludzi najbardziej brakuje w polskiej gospodarce!
    Z jakiegos powodu sfera świecka nie tak często ich generuje.

    „jak się już je postawiło to później nie bardzo wiadomo co z nimi począć, a wstyd przyznać, że wstyd…”
    Wcale nie jest mi wstyd krytykować pomnik w Świebodzinie. Według mnie to maszkara. Ale tak samo jak w przypadku PKiN – po co teraz, jak już stoi, to-to burzyć? Jeżeli miejscowy biznes odniesie jakieś korzyści? Turystyka dewocyjna? Czy ja wiem, przynajmniej „jeść nie woła” a być może ktoś na nim zarobi…no i ciężko jest mi sobie wyobrazić, iż komuś charakter zepsuje…ot, taki mamy katolicyzm w Polsce i buntowanie się należy zacząć od siebie, jak ktoś wierzący. A niewierzący będzie miał jeszcze jeden temat do żartów – znowu zysk.

    emes5756 5 lutego o godz. 18:31
    „Czyje one kiedyś nosiły imię jest w tym wypadku zupełnie bez znaczenia. Nie jestem zelotą, który z powodu szyldu będzie niszczył budynek, który do tego szyldu jest przyczepiony.”
    Oj, tutaj popełnia pan nadużycie!
    Tu nie mamy do czynienia z żadnym „przyczepionym szyldem” i pan dobrze o tym wie!

    Gdyby był to tylko „szyld” to już dawno temu zdjęło by się ów „szyld” i nikt w pół wieku później o nim by nie pamietał a tylko cieszył się funkcjonalnością budynku. Cały widz w tym, że „zdjąć szyldu” nie da się bez zburzenia całego budynku. PKiN cały jest szyldem sowieckiej propagandy. Pan to świetnie wie i tylko nieuczciwie rżnie głupa. Stalin nim nie był i właśnie dlatego nakazał użycie takiej a nie innej formy aby dać Polakom do zrozumienia, że zostali właśnie dołączeni do posiadłości Wielikoj Rassiji. Nie są formalnie republiką, ale faktycznie jak najbardziej. I w ich stolicy, tej, która wolała wybrać walkę ponad wyzwolenie z sowieckiej łaski, będzie teraz stał taki sam budynek jak w wielu sowieckich miastach. W sowieckim stylu, podkreślając kto komu tutaj będzie rozkazywał. I złośliwie wytykający głupotę polskich mrzonek o „niesieniu cywilizacji i kultury” na wschód. W postaci PKiN cywilizacja przyszła ZE WSCHODU, czy to się wam Polaczkom podoba czy nie. Kurica nie ptica…
    Przebiegły i trzeba przyznać bardzo skuteczny pomysł na propagandowy „szyld”. Najpierw walnie przyczynić się do zrównania z ziemią ogromnych obszarów Warszawy i tysięcy, czasami bardzo pięknych i znaczących historycznie budynków a potem „palnąć” sobie „pałacyk w stylu” plus MDMy. I zobaczymy, jak Polaczki będziecie sobie te „szyldy” po latach zdejmować, zobaczymy!

  46. @ emes 5756

    dziękuję za potwierdzenie. Nie zgadzam się z takim podejściem, ale nie będę już zaśmiecał wątku swoimi opiniami. Chciałbym tylko zwrócić uwagę, że burzenie PKiN i dzielnicy mieskzaniowej to jednak nie to samo, ani tym badziej konsekwencją zburzenia PKiN nie powinno być burzenie innych budynków. W pierszym przypadku mamy symbol (funkcje użytkowe, nieraz wątpliwe, są wtórne), a w drugim co najwyżej wytwór pewnego prądu architektonicznego (funkjce użytkowe są podstawowe).

  47. @ zza kałuży
    Przy tej łatwości „kalibrowania” innych, lekkości pióra i długości tekstów powinien Pan wyprowadzić się z pogardzanej „Polityki” i założyć własny blog.
    @ KP
    Nie chodziło mi o burzenie ale o pewien sposób myślenia. Ale ma Pan rację, zeszliśmy na wątki „śmieciowe”; radziłem już wcześniej Gospodarzowi aby nas przywołał do porządku. Pozdrawiam.

  48. @ magistervetus:

    Zdecydowanie nie uważam, żeby był powód usuwać Pana komentarz. Panegiryki rzeczywiście nie przetrwały próby czasu, ale ich twórcy – jak najbardziej (zwłaszcza, jeśli próbują z sukcesem sił w innych formach). Jest Pan jednak właścicielem swoich komentarzy, więc jeśli naprawdę chce Pan je wykasować, proszę potwierdzić.

    @ emes5756:

    bezdroża potrafią być szalenie interesujące! zawsze mi się wydawało, że nie powinno się na tym blogu pisać tylko o starożytności, lecz i o skojerzeniach i refleksjach, jakie budzi – inaczej będzie martwa.

    Zgadzam się też z Panem w kwestii burzenia pomników. Jeśli mamy do czynienia z rzeźbą, której jedynym celem jest wychwalania zbrodniarza, należy się jej niewątpliwie pozbyć (vide Dzierżyński na placu Bankowym w Warszawie), jeśli jednak pomnikiem jest budynek, który pełni pożyteczną rolę – nie jest to chyba warte świeczki.
    Szczególnie irytyują mnie Katono-podobne obwieszczenia ministra Sikorskiego, „poza tym uważam, że PKiN-em essem delendam”. Niech najpierw powstanie budyenk mieszczący jednoczesnie kilka teatrów, muzeów, sal wystaowych i koncertowych, a potem wrócimy do rozmowy… (chociaż ta się szybko skończy, bo PKiN jest chroniony jako zabytek).

    Zdaję soobie sprawę, że PKiN miał być symbolem sowieckiej dominacji – ale sztuke wizualna i architekture, w przeciwienstwie do slowa, szalenie latwo jest przedefniowac. „towarzysz stalin usta slodze ma od malin” bedzie zawsze znaczylo to, mialo, ale PKiN dla znacznej czesci warszawiakow – wiekszosci? – nie ma juz nic wspolnego z ZSRR, w ogole nie budzi takich skojarzen.

    @ zza kałuży

    Moja „logika” jest taka, żeby nie obrażać osób, z którymi się rozmawia. Jeśli mnie mierżą, nie uczestniczę w rozmowie (chyba, że jestem zmuszony), jeśli nie – zachowuję się wobec nich tak, jak chciałbym, żeby zachowywano się wobec mnie, zwłaszcza, że często darzę je szczerą sympatią.

    Pan, niestety, zdaje się wyznawać inne zasady, bo każdy prawie Pana komentarz ocieka żółcią. Imputuje Pan jakieś niejasne przeszłości partyjne, pisze o „polaczkach” i „”jewropejskich” gazetach. Taki język odbieram, i jak widać nie tylko ja, jako obraźliwy. Jeśli będzie Pan podtrzymywał taki ton, zacznę usuwać Pana komentarze – chociaż nie bez żalu, bo ma Pan ciekawe przemyślenia i wolałbym słyszeć Pana głos w dyskusji.

    Może Pan pisać, że to cenzura, ale – i przepraszam, że wytykam tu palcami jak kwoka Brzechwy – to kwestia dobrych manier. Ten blog pełni funckję klubu dykusyjnego, a nie trybuny w Hyde Parku, jeśli chce się w nim brać udział, należy odnosić się z szacunkiem do pozostałych uczestników rozmowy, nawet, jeśli się z nimi różni zdaniem. Jeśli takie zasady Panu nie odpowiadają, może Pan się przenieść na inne strony, nie mające nic wspólnego z okropieństwami „Polityki”.

    …a teraz zapraszam wszystkich do lektury (i komentowania, jeśli taka wola), nowego wpisu.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php