Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie

19.10.2011
środa

Trojanie z Eginy

19 października 2011, środa,

Jak Szanowni Czytelnicy być może pamiętają, jakiś czas temu ogłosiłem na blogu konkurs, w którym można było wygrać egzemplarz mojej książki. Warunkiem uczestnictwa było zasugerowanie tematu na wpis na niniejszym blogu. Propozycje, które nadpłynęły, były na tyle dobre, że nie byłem w stanie wskazać najciekawszej, musiałem więc przeprowadzić losowanie. Padło na świątynię Afai na Eginie, co uznałem za pomyślny zbieg okoliczności; miałem ochotę napisać o niej – czy raczej o rzeźbach, które ją zdobiły – od dłuższego czasu.

Pierwszy raz natknąłem się na te rzeźby w zamierzchłym roku 2004, w trakcie rozmów kwalifikacyjnych w Oksfordzie. Po serii pytań na temat esejów, które przesłałem wcześniej do oceny, przyszło mi zmierzyć się z tzw. „picture question”, czyli pytaniem na temat jakiegoś starożytnego zabytku. Oddelegowany przez wydział egzaminator, Dr. Thomas Mannack, postanowił skonfrontować mnie z tymi oto kamiennymi osobnikami:

Źródło: wikimedia. Fot. A: Bibi Saint Pol; Fot. B: Petropoxy

Przez kolejne pięć minut, które dłużyły się w nieskończoność, musiałem produkować się na temat tych rzeźb – opisać styl, w jakim zostały wykonane, podjąć próbę rekonstrukcji ich kontekstu, miejsca pochodzenia i daty wykonania. Nie pamiętam już, co dokładnie wówczas powiedziałem – nie mogły to być jednak zupełne głupoty, w końcu bowiem mnie przyjęto. Ci dwaj umierający wojownicy zapadli mi głęboko w pamięć. Od czasu tamtej rozmowy często się na nich natykałem – na wykładach, w podręcznikach, galerii odlewów. Jutro sam będę prowadził na ich (między innymi) temat zajęcia, ale przedtem – pokrótce przedstawię ich Państwu.

Obydwie rzeźby wykonane są z marmuru. Ich kształt – rozciągnięcie wzdłuż poziomej osi i niejako dwu-wymiarowa kompozycja, niska wysokość – sugeruje, że stanowiły one element dekoracji frontonu (tj. trójkątnej przestrzeni pod spadzistym dachem; przykład) czy, dokładniej rzecz ujmując, jego wąskich i niskich krańców. Obydwaj mężczyźni są przedstawieni tuż przed śmiercią – pierwszy (A) wyciąga strzałę z piersi; na ciele drugiego (B) nie ma tak wyraźnych obrażeń, ale jego poza nie pozostawia wątpliwości co do jego losu. Zarówno A, jak i B są nadzy – co w sztuce greckiej sugeruje heroiczny, mityczny kontekst.

O ile jednak kształt, rozmiar i tematyka rzeźb są zbliżone, to pod względem stylu różnia się od siebie drastycznie. Poza mężczyzny A pasowałaby równie dobrze do przedstawienia bankietu – wystarczyłoby zamienić strzałę, którą trzyma w prawym ręku, na kielich. Skrzyżowane nogi, ręka podparta na łokciu i tors  zwrócony w stronę widza wywierają wrażenie statyczności, a nawet pewnej sztuczności. Najbardziej uderzająca jest jednak mimika – pomimo tego, że splot słoneczny wojownika A przebiła strzała i za chwilę przyjdzie mu się przeprawiać na drugi brzeg Styksu, na jego twarzy maluje się spokojny uśmiech, oczy są w pełni otwarte, czoła nie przecina nawet jedna zmarszczka, brwi nie wyrażają żadnych emocji, a włosy wyglądają tak, jakby przed chwilą układał je fryzjer (zbliżenie).

Mężczyzna B wywiera inne wrażenie. W przeciwieństwie do wojownika A, który zamarł w raczej niewygodnej pozie, B został przedstawiony w ruchu. Choć upadł na ziemię, próbuje się jeszcze dźwignąć – prawa ręka, wciąż ściskająca miecz, próbuje odepchnąć coraz cięższe ciało ku górze. Widać jednak, że jest to daremny wysiłek – lewa dłoń ześlizguje się z uchwytu opartej na krawędzi tarczy, która musi zaraz się przewrócić; przekrzywiony nadgarstek i luźne palce sugerują utratę czucia i władzy. Zwrócony ku ziemi tors i zwisające nad krawędzią nogi podkreślają niestabilność jego pozycji i niechybny ponowny upadek; wyrzeźbione z pietyzmem żyły i napięte mięśnie doskonale oddają nadludzki wysiłek umierającego wojownika (zbliżenie). Choć kąciki ust mężczyzny B są także lekko uniesione delikatnym uśmiechu, typowym dla greckiej rzeźby okresu archaicznego, jego twarz z pewnością nie wyraża radości – usta są lekko rozchylone, sugerując ciężki oddech, oczy przymrużone – za chwilę zapewne zamkną się na zawsze (fot. 1; fot. 2).

Pomimo tak głębokich stylistycznych różnic, obydwaj wojownicy zdobili tę samą budowlę – świątynię Afai na greckiej wyspie Egina (Fot. 1; Fot. 2), wzniesioną pod koniec VI bądź na początku V w. p.n.e. Wojownik A był częścią kompozycji z frontonu na stronie zachodniej (rekonstrukcja), B – na wschodniej (rekonstrukcja); obydwa przedstawiały zmagania Greków z Trojanami. Choć absolutna daty tych dwóch grup rzeźb nie są znane, kontekst archeologiczny sugeruje, że dzieliło je około 20 lat (zachodni był starszy od wschodniego). Jest to raczej nietypowe – większość greckich świątyni zdobiły rzeźby wykonane w tym samym okresie. Najprawdopodobniej pracę nad świątynią Afai zostały na jakiś czas przerwane, a gdy znów je podjęto – styl już się zmienił…

Na przykładzie wojowników z Afai można zobaczyć, jak dynamiczny był rozwój rzeźby greckiej. W przeciwieństwie do wielu innych kultur, gdzie sztuka rozwijała się powoli, albo wręcz była zamrożona w przyjętym powszechnie kanonie, w świecie starożytnych Greków każde pokololenie przynosiło ze sobą coś nowego; zbliżało się sukcesywnie, krok po kroku, do wiernego odwzorowania rzeczywistości.

J. Szamałek



 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 22

Dodaj komentarz »
  1. Jako absolutnego laika w sprawach, o których tu tak ciekawe toczą się dyskusje, zastanowiło mnie, jak to jest możliwe aby w ciągu 20 lat (na co zwraca uwagę Autor) tak zasadniczo zmienił się styl (moda?) rzeźby, aby dwie tu prezentowane wyglądały jakby pochodziły z dość odległych epok lub tradycji? Skonstruowałem na własny użytek taką oto może naiwną hipotezę. Wydaje mi się, że możliwe to było właśnie tylko w takim tworze cywilizacyjnym, jakim była starożytna Grecja. Mówiąc (i myśląc) „starożytna Grecja” scalamy w jedno pewną rzeczywistość, która była niesłychanie różnorodna, stanowiła nawet nie zlepek, ale mozaikę, collage miast-państw i tym podobnych tworów państwowych znajdujących się na różnym stopniu rozwoju, kontaktujących się z różnymi sąsiadami niegreckimi, hołdujących różnorodnym modom własnym i importowanym. To wszystko kipiało dość bujnym, życiem, znajdowało się w ruchu (handel, kolonie, wyprawy wojskowe) konkurowało ze sobą na każdym polu i wojowało. Mogę sobie zatem na przykład wyobrazić, że do dokończenia wystroju frontonu po kilku latach sprowadzono innych rzemieślników (celowo używam terminu rzemieślnicy a nie artyści – to ukłon w stronę Pani Very) z innego miasta i ci przynieśli inny styl, im znany i właściwy. Chce przez to powiedzieć, że to co obserwujemy na przykładzie tych dwu wojowników mogło istnieć jako styl równolegle a niekoniecznie być oznaką następstwa czasowego w rozwoju rzeźby. To my dziś „stawiamy” te rzeźby na jakiejś linii rozwojowej. Pewnie się mylę, ale laikowi wolno.

  2. ajgina?
    tak trzymac
    delosfreak

  3. Do mnie osobiście bardziej przemawia śmierć wojownika B.Jest bardziej oczywista, namacalna, bardziej przekonująca. Wojownik A tak jak Pan napisał robi wrażenie, że jak wyrwie sobie strzałę z piersi to wstanie z uśmiechem na twarzy i powie „a kuku”

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @ eme5756: ciekawa teoria! Wydaje się jednak, że statuy tak z wschodniego, jak i zachodniego frontonu, choć tak różne stylistycznie, wykonali rzeźbiarze funkcjonujący w tej samej tradycji rzemieślniczej. Wskazują na to ponoć różne aspekty techniczne tych rzeźb – sposb, w jaki je wykuto, wykańczano, malowano; kamień, którego użyto, itd. Zaznaczam jednak, że nie są to obserwacje moje, a niemieckich ekspertów, którzy znają rzeźby Eginy jak zły szeląg.

    Czemu sztuka grecka była tak dynamiczna, a w innych częściach świata starożytnego, jak choćby w Egipcie, czasami przez całe stulecia zmieniało się bardzo niewiele? Nie wiadomo, choć teorii jest wiele. Zgadza się, Grecja składała się z setek miast i miasteczek, które były w kontakcie i z Egiptem, i z cywilizacjami Wschodu – ale to samo można by rzec o Fenicjanach, a i ch sztuka była zdecydowanie mniej zmienna, niż grecka.

    @ byk:
    ?

    @ Aspazja:
    Też mi się wydaje, że wojownik B dużo lepiej odzwierciedla śmierć, podczas gdy wojownik A zdaje się być raczej jej symbolicznym przedstawieniem.

    Pozdrawiam!

  6. bardzo ciekawy wpis panie @gospodarzu,
    chcialem tylko powiedziec,
    przepraszam, ale lece dalej…
    owocnej pracy.

  7. Abstrahując od świątyni i stylu rzeźb, interesuje mnie bóstwo w niej czczone. Czy poza Eginą były jeszcze inne ośrodki kultu Afai? Cóż to w ogóle za bogini? Czy jest ona jeszcze świadectwem wierzeń przedgreckich? Ponoć w starożytności identyfikowano Afaję z kreteńską Britomartis/Diktynną oraz Artemidą, ale to wszystko, co wiem na jej temat…

  8. p.s.
    w okresie kiedy powstaly te rzezby silne byly na tej wyspie wplywy etruskie;
    moim zdaniem widac to jak na dloni.

  9. Witam.
    Pod zalinkowanym zdjęciem jest podpis że Atena Afaja, czyli sugestia spektakularnej fuzji tych bogiń. Poza tym to chyba pierwszy wpis gdzie nie ma porównania z czasami późniejszymi, dlaczego? Ot, bieżący temat przyniósł dwie ciężkie zagadki. Coś mi się wydaje że szanowny admin postanowił nas potraktować jak swoich studentów, tych co przeszli egzamin u Dr. Thomasa Mannacka rzecz jasna. Nobilitujące, ale czy nasze wątłe barki udźwigną ten ciężar?

  10. @witek:
    tak, to zemsta, ale dobra…
    wiecej takich.

  11. A jednak będzie o polityce. Trochę.
    O rzeźbach mogę najwyżej stwierdzić, że jeden wojownik to realizm a drugi – to już manieryzm. Ale ich czasowa bliskość jest oznaką wielkiej wybuchowej aktywności tego okresu. I to jest problem, który mnie zajmuje od lat. Na historię składają się długie okresy egzystencji i krótkie okresy wybuchu świetności. Takie długie ładowanie i szybkie wyładowanie.
    Zadziwiające, że zjawisko powtarza się w całej historii. Wystarczy przypomnieć Hiszpanię, gdzie koniec 800 lat obecności Arabów skutkował okresem odkryć geograficznych. W sztuce taki wybuch to Quattrocento i malarstwo holenderskie. W Polsce to 14 wiek, kiedy niemieckie osadnictwo (50% w miastach) umożliwiło powstanie państwa i zaowocowało na styku choćby ołtarzem mariackim i osobą Kopernika. Już się to nie powtórzyło. Chiny po 3 tysiącach lat trwania przeżywają dziś największy skok.

    To tylko ślady prawidłowości a nie żadna teoria. Na przykładach można wykazać wszystko albo znaleźć kontrprzykłady. Ciekawe, że wybuchy geniuszu wiążą się z niestabilnością wewnątrz społeczeństw i zwykle ekspansją zewnętrzną, której skutki ponoszą inni. Euforia wielkiego rozwoju po powstaniu państwa niemieckiego w 1867 zakończyły się katastrofą. Gorzej, kiedy konwulsji dostaje kraj z bronią jądrową.

    Myli się ten, kto myśli, że ja o polityce. Podobne zjawiska występują w przyrodzie. Przykładem są tzw. gatunki inwazyjne. Kiedy nowy gatunek zaczyna opanowywać teren, wydaje się, że to koniec świata i, że w euforii rozwoju pokona wszystko. I nagle siły rozwoju wyczerpują się i ekspansja zatrzymuje. Mamy 2 podobne gatunki: szop pracz od zachodu i jenot od wschodu. Wydawało się, że jenot wyniszczy w Polsce ptaki i drobne zwierzęta. Nagle zamiast 5 młodych rodzi się jedno i ekspansja zostaje wstrzymana.

    Wracam do Antyku. Wydaje mi się, że takie okresy gwałtownego rozwoju podlegają prawidłowościom biologicznym, szerszym niż rozwój społeczeństw. Nie potrafię powiedzieć, jakim. Ciekawe jednak, czy ktoś ma podobne myśli?

    P.S. proszę w wyrozumiałość. Mało miejsca na głębię analiz.

  12. @vera:
    oj, dziewczyno, dziewczyno…

  13. @ pajon: O Afai wiadomo niewiele – czczono ją prawie wyłącznie na Krecie, choć Pauzaniasz pisze, że jej kult, choć pod innym imieniem, narodził się na Krecie. Kiedy kontrolę nad Eginą przejęły Ateny, jej znaczenie spadło, była utożsamiana z innymi boginiami, m.in. Ateną i Artemis.

    @ witek_w11: jakoś nie przychodziły mi do głowy żadne adekwatne analogie. Obiecuję jednak, że to tylko odstępstwo od normy. I nie wątpię, że barki wszystkich Państwa poradziły sobie z tym wpisem:)

    @ Vera: bardzo ciekawe przemyślenia. Podobne refleksje naszły kiedyś S.J. Goulda, wielkiego amerykańskiego biologa, który na ich podstawie stworzył tak zwany stochastyczny model ewolucji. Wcześniej myślano, że proces ewolucji jest stopniowy, Gould pokazał jednak, że w historii życia na ziemi było wiele przestojów, które nagle przerywane były okresami bardzo dynamicznego rozwoju.

    Ten model wywarł ogromny wpływ na ewolucjonistów – ale też i innych naukowców, w tym wszelkiej maści badaczy przeszłości; widziałem sporo artykułów historycznych cytujących Goulda. Chociaż można powiedzieć, że pierwszy na podobny pomysł wpadł towarzysz Lenin, który stwierdził onegdaj, iż „czasami przez całe dziesięciolecia nie dzieje się nic, a czasami trafiają się tygodnie, w trakcie których upływają dziesięciolecia”… Podobnie było i w historii starożytnej – ale czemu, to dopiero zagwozdka…

    Pozdrawiam serdecznie,
    JKSZ

  14. @Pan Szamałek
    Bardzo bardzo dziękuję za uwagi. Ta cała teoryja była w 100% moja, ale Pan poszerzył ją o paleontologię i teorię ewolucji. Mój 1 rok to u Stephana Goulda milion lat. Jak to się człowiekowi horyzonty czasowe poszerzają. A już towarzysz Lenin to zupełnie inny, dzisiaj radosny, punkt widzenia.
    Szkoda tylko, że jak zwykle obok tematu. Proszę o wyrozumiałość.

  15. Wcale nie tak obok; proszę się nie przejmować. Pozdrawiam!

  16. @Pan Szamałek
    Pańskie rozszerzenie perspektywy czasowej i pokazanie samopowtarzalności zjawisk w różnych skalach czasowych prowadzi do pomysłu, że da się to wszystko opisać narzędziami geometrii fraktalnej (Gould to bardziej historia). Należałoby trochę popracować nad znalezieniem zwykle bardzo prostego równania opisującego te zjawiskowe przebłyski rozwoju. Zadziwiające byłoby stworzenie jabłuszka Mandelbrota i pokazanie „o tutaj właśnie znajdujemy się na naszym etapie rozwoju”. Czyż nie byłoby fascynujące geometryczne znalezienie punktu, kiedy dane społeczeństwo przeżyje fazę rozwoju i jak długo będzie trwała. I to zarówno rozwój materialny jak i fazy rozwoju, ale i upadku, sztuki i kultury. Piękna perspektywa, ale w przypadku upadków chyba byłoby lepiej zostawić to Kasandrze.
    Pozdrawiam

  17. hm, mannack, gould, mandelbrot,
    na dann, gute nacht.

  18. @Vera
    Fraktale piękna rzecz, ale może, jak na ten temat zbyt „odlotowa” (vide @byk). A poza tym mniemam, że „matematyzowanie” życia ogromnie pociągające ale niebezpieczne.
    Dlaczego @Werbalista milczy? Brakuje mi Jego rzeczowości!

  19. @ Vera, emes5756:

    Ja jestem bardzo sceptyczny wobec wszelkich prób wykrycia matematycznych zależności w historii. Zbyt wiele zalży od przypadku, wydarzeń całkowicie nieprzewidywalnych. Najważniejsza lekcja, jaka wypływa z tezy Goulda to, moim zdaniem, obserwacja, że każda, nawet pozornie najbardziej stabilna sytuacja może się diametralnie zmienić, i to bardzo szybko. Dlatego też wszelkie tezy o „końcu historii” wydają mi się śmechu warte.

  20. Szanowni Panstwo:

    Niestety, teraz dopadly mnie podroze, ze sporadyczna dostepnoscia Internetu, a takze nawal wielu spraw, ktore powoduja, ze nie moge poswiecic tyle uwagi, na ktora zasluguje ten blog. Prosze mi jednak wierzyc, ze staram sie pilnie czytac wszystkich, a nie wypowiadam sie, bo z pospiechu mozna palnac jakies glupstwo, a tego bym nie chcial.

    Bardzo sie ciesze, ze udalo nam sie wszystkim namowic Pania Vere do pozostania na blogu i dzielenia sie niezwykle spostrzegawczymi uwagami. Pani Vera kokietuje nas, ze niby pisze „obok tematu”, lecz jej uwagi sa niezwykle celne, trafiajac w samo sedno tematu.

    Postaram sie powrocic jak najszybciej do dodawania swoich komentarzy, jak tylko czas mi na to pozwoli.

    Pozdrawiam wszystkich i dziekuje za pamiec.

  21. @Pan Szamałek
    Myślę, że to nieporozumienie. Matematyka nie wyjaśnia i nie może wyjaśniać zależności tylko wykrywa regularności. Pokazuje, że nawet chaos jest regularny. A zależności przyczynowo-skutkowe to zupełnie coś innego.
    Co do końca historii to przeżyliśmy tak intensywnie jego skutki, że nie wiadomo, czy nam się uda przeżyć jego zakończenie. Tyle tylko, że to nie pierwszy raz i jest w tym pewna regularność (kryzysów).
    @byk
    Nie wiem, czy mam się śmiać czy płakać nad swoją głupotą. Słowo, na poważnie i bez żartów. Proszę o oświecenie.
    @pozostali
    Pozdrawiam dodatkowo i podwójnie

  22. O ile pamiętam- w Partenonie było podobne założenie: w tympanonie od wejścia scena dynamiczna, a od tyłu: statyczna. Być może więc była to powszechna zasada kompozycji i dekoracji świątynnych? Może nawet zasady te były umotywowane przez obyczaj religijny i miały jakieś dalsze konkretne cele, których już nie odgadniemy. (Takie greckie starożytne „feng-shui”- z tej strony może być tylko ten bóg, a w tym kącie tylko ta boginii w takiej postawie, bo jak nie- to nieszczęcie murowane :))
    Podobnie ścisły kanon w sztuce religijnej ma miejsce w prawosławiu: w stałym miejscu w ikonostasie jest Chrystus Pantokrator, zawsze w tym samym Święta Rodzina, Święty Mikołaj lub inny patron danej cerkwi. Same ikony są pisane w ściśle ustalony sposób. A przecież religia prawosławna rodziła się i dojrzewała na terenach Grecji. Czy tu nie ma jakiegoś związku?
    Jeszcze jedno przyszło mi na myśl: osobnik A sprawia wrażenie wykonanego gorzej niż B, choć raczej to ruch lub zamiar ruchu jest ciężej przedstawić w rzeźbie niż postawę statyczną. Pan „A” : góra niby spokojna, w dodatku z tym głupim uśmiechem całkowicie nie na miejscu, a dolna połowa- cała napięta jak w tężcu. Bez sensu. W przeciwieństwie do osobnika drugiego- gdzie wydaje się -nie ma dysonansu. Może było tak, że rzeźby z przodu budynku wykonywał sam mistrz, a te z tyłu- uczniowie, którym dawał się publicznie wykazać?

  23. @chara:

    Witam serdecznie na blogu! Kompozycje obydwu frontonow byly dynamiczne, przedstawialy wojne – rekonstrukje mozne obejrzec np. tu:

    http://www.sandrashaw.com/images/AH1L15Peds.jpg

    Zasada statyczny/ dynamiczny fronton sprawdza się w przypadku wielu świątyni (poza Partenonem jeszcze np. świątynia Zeusa w Olimpii), ale akurat nie tu.

    Jeśli chodzi o rzeźby A i B, to chyba najlepszym wytłumaczeniem pozostaje różnica stylistyczna powiązana z upływem czasu. Myślę, że rzeźbiarz, który pozwoliłby swojemu uczniowi spartaczyć cały fronton, zostałby przykladnie wychłoastany przez swych pracodawców. Ale pomysł ciekawy:)

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php