Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie

1.06.2011
środa

Zarzeźbienie na Akropolu

1 czerwca 2011, środa,

Co składało się na ateński Akropol? Można to łatwo sprawdzić w byle podręczniku czy encyklopedii: oczywiście stał tam Partenon, świątynia patronki miasta, a także Erechtejon, gdzie czczono mitycznego króla Erechteusza, monumentalne Propylaje, które wiodły do sanktuarium z położonego niżej miasta, kolosalna statua Ateny Promachos, malutka świątynia Ateny Nike, pomniejsze miejsca kultu, kilka pomieszczeń administracyjnych. Za czasów Peryklesa, pod koniec V w.p.n.e., u stóp wzgórza Akropolu leżał jeszcze teatr i Odeon – aula koncertowa zbudowana przy użyciu fragmentów statków pokonanych Persów.

Plan Akropolu. Źródło: Wikimedia; Schuppi

Akropol widziany na rekonstrukcjach (na przykład 1, 2) bądź planach (powyżej), wydaje się schludny, dobrze zorganizowany, przestronny – może nawet lekko pustawy. Wokół nic, tylko monumentalne, marmurowe świątynie i wyprażony słońcem piasek. Jest to jednak obraz niepełny, nie odzwierciedlający nijak przeszłości; brakuje tu kilku ważnych elementów. No, może kilkunastu. Albo klikudziesięciu. Czy raczej kilkuset.

Poza wieloma budynkami, których ruiny możemy oglądać do dziś, na Akropolu znajdował się istny las rzeźb. Składające się nań statuy w większości nie zachowały się – ale możemy o nich przeczytać w pismach Pauzaniasza, autora pierwszego przewodnika po Grecji. Pauzaniasz wspomina tylko o tych posągach, które uważa za najważniejsze – ale i tak wylicza ich przeszło pięćdziesiąt (1.22.4ff)! W cieniu Partenonu można było natknąć się na przedstawienia bóstw („Atena, która wychodzi z głowy Zeusa… Atena, która wyrzuca fletnię… Atena, która przedstawia ludziom drzewo oliwne… Posejdon… Apollo z brązu… Nike bez skrzydeł…”), herosów („Herakles walczący z Kyknosem… Tezeusz zmagający się z bykiem…”), wybitnych polityków (Perykles, Konon, Ksantyppus), poetów (Anakreon), sportowców (Epicharinus), przedstawienia wydarzeń historycznych (zmagania Persów i Ateńczyków pod Maratonem) i wielkie bitwy mityczne (starcie Greków i Amazonek), czy zwierząt (np. byk). Dodajmy do tego, że wiele z tych dzieł składało się z wielu posągów (np. starcie bogów i gigantów musiało zawierać przynajmniej około dziesięciu postaci), a rzeźb, o których Pauzaniasz nie wspomniał, musiały być dziesiątki, o czym wiemy dzięki zachowanym ich fragmentom i piedestałom, jak również innym źródłom literackim. Istne zarzeźbienie!

Jakże inaczej musiał wyglądać Akropol za czasów Peryklesa, jak inaczej musiało się po nim poruszać! Światynie otoczone były zewsząd rzeźbami najróżniejszych rozmiarów, od kilkumetrowej Ateny Promachos, widocznej podobnież nawet z Pireusu, oddalonego o kilka kilometrów portu, do stautetek nie większych niż dziecko; posągi z malowanego marmuru, zachwycające feerią barw, a także te wykonane z lśniącego w słońcu brązu, z paznokciami i zębami ze srebra, oczami wysadzanymi drogimi kamieniami czy z wysuszengo na wiór, spękanego drewna. Były tam rzeźby tak stare, że, jak pisze Pauzaniasz, „…rozpadłyby się pod dotykiem”, i statuy prosto spod dłuta. Każda z nich mogła posłużyć jako pretekst do rozmowy, wspomnień, bajdurzeń; można było spojrzeć w oczy wielkim mężom stanu, albo stanąć pomiędzy zwartymi w śmiertelnym boju Galami i Pergamończykami. Dodajmy do tego, że Grecy mieli skłonność do antropomorfizacji rzeźb, przypisywania im najróżniejszych ludzkich cech. W rozedrganym od upału powietrzu mogło się wydawać, że posągi poruszają się lekko, śledzą nas wzrokiem…

Współczesne rekonstrukcje i plany, a nawet zachowane po dziś dzień ruiny pozwalają tylko na powierzchowne poznanie ateńskiego Akropolu. Żeby lepiej zrozumieć to wyjątkowe miejsce, trzeba wyobrazić je sobie wraz z jego mieszkańcami, setkami najróżniejszych posągów. Do tego lepiej niż jakiekolwiek rekonstrukcje 3D i inne wymysły nadają się XVIII i XIX-wieczne ryciny, których autorzy nie bali się użyć popartej lekturą Pauzaniasza fantazji…

Źródło: Wikimedia. Akropol na rycinie Carla Graeba; Onar.

***

Jakie wnioski płyną z powyższych rozważań? Po pierwsze – kiedy myślimy o starożytności, warto skupiać się nie tylko na pojedyńczych rzeźbach czy budynkach, ale podumać też o całości, na którą się one składały, o „środowisku wizualnym”. Jak wyglądało życie w mieście, gdzie na każdym prawie rogu stały statuy? Jak wyglądały świątynie otoczone wianuszkami posągów? Co myślał Ateńczyk patrząc na stojące obok siebie rzeźby z VI w.p.n.e. i III w.p.n.e., na Peryklesa postawionego na przeciw Zeusa? Czy fundując nową rzeźbę, zastanwiano się, w jakim towarzystwie ją postawić?

Po drugie – patrząc na pojedyńcze rzeźby, wyobrażajmy je sobie w tłumie. Antyczne posągi rzadko miały dla siebie tyle miejsca, co we współczesnych muzeach, gdzie stoją w równych rzędach, w regularnych odstępach. Częściej bywały stłoczone, stawały sobie na stopach, rozpychały się łokciami, przekrzykiwały się (przechodniu, zwróć uwagę na mnie, na bitwę pod Maratonem…Nie, nie, na mnie, na wojnę Gigantów i Bogów! …Hej, ja, Atena, też tu jestem!…).

Wyobrażając sobie starożytne posągi w  szerszym towarzystwie będziemy mogli lepiej zrozumieć, jakie wrażenie wywierały ich współczesnych. Parę współczesnych analogii, do przemyślenia – jeden banner reklamowy jest do zniesienia, ale kilkadziesiąt, we wszystkich kolarch tęczy i pisanych najróżniejszymi czcionkami, oblepiajacych budynki na przedmieściach wielkich miast, jest nie do zniesienia. Jeden krasnal w ogródku robi zupełnie inne wrażenie, niż piętnaście; jeden plakat wyborczy postrzegamy inaczej, niż całe słupy ogłoszeniowe pozaklejone twarzami aspirująych polityków, co trąci już Rokiem 84, i tak dalej… Proszę się rozejrzeć wokół siebie, skupić się na poszczególnych obiektach, dzielić je w myślach i mnożyć…

J. Szamałek

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 31

Dodaj komentarz »
  1. Dla mnie zwiedzanie Akropolu było niesamowitym przeżyciem, jednym z najważniejszych doświadczeń w życiu- szczególnie oglądanie Partenonu w trakcie zachodu słońca z pobliskiego Areopagu, przy dźwięku cykad… Muzeum też zrobiło na mnie duże wrażenie. Muszę przyznać, że bardzo zaciekawiły mnie obiekty dotyczące małych sanktuariów na stokach ateńskiego wzgórza oraz pozostałości po obiektach z okresu archaicznego. Może kiedyś tym zagadnieniom poświęci Pan jeden ze swoich wpisów?

  2. Skoro był taki natłok rzeźb to może nie tyle w swoim imieniu kzyczały co ich twórców (popatrz na mnie, wykuł mnie Iksiński… a mnie odlał Igrekowicz…). No bo chyba istniał jakiś algorytm dołączania nowych prac do ekspozycji w tym miejscu, co zapewne świadczyło o nobilitacji. I zapewne nie raz ktoś komuś dał z tego tytułu łapówkę… A później gdy zrobił się tłok rzeczywiście mogło dojść do trywializacji przekazu. Jak to swego czasu @Werbalista napisał: przyzwyczajenie rodzi ignorancję (mam nadzieję że dużo nie przekręciłem).
    .
    No i siedzę nad tym postem i naprawdę nie wiem do czego współczesnego to przyrównać. Przyznaję się do ignorancji.

  3. No cóż, każda przesada szkodzi pięknu. 😉 🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @ pajon: faktycznie, te małe sanktuaria są czesto pomijane; są niejako w cieniu Akropolu. Chętnie bym coś o nich napisał, tylko muszę wpierw się zastanowić, co ciekawego mam do powiedzenia na ich temat:)

    @ witek_w11: rzeźby niewątpliwie „wykrzykiwały” bardzo różne wiadomości. Niewątpliwie mówiły o swoich twórcach i ew. osobach, które je wystawiły (informacje te były podane w inskrypcjach), podawały pewna interpetację historycznych wydarzeń, itd. Jeśli chodzi o system rozmieszczania rzeź, to opis Pauzaniasza jest chyba zbyt ogólny, żeby móc go „roszyfrować”. Więcej można powiedziec o znaczeniu rozmieszczenia rzeźb w Olimpii i Delfach – ale o tym innym razem:)

    Tak na marginesie, wydaje mi się, że nie do końca udało mi się zapisać mój tok myślowy. Nie chciałem powiedzieć, że natłok rzeźb był koniecznie negatywny (choć niestety wybrałem same negatywne współczesne przykłady), lecz że zmieniał sposób, w jaki były postrzegane i odbierane.

    hortensja ma rzecz jasna rację, że „zarzeźbienie” szkodziło pięknu, utrudniło ocenę estetyczną – pytanie tylko, czy to przeszkadzało starożytnym Grekom? Natłok rzeźb miał też swoje plusy: był świadectwem bogactwa i dumnej historii miasta, uświetniał akropol, pozwalał na poznanie zamierzchłych wydarzeń (oczywiście w subiektywnym świetle), itd.

    Pozdrawiam wszystkich komentatorów!

  6. @ witek_w11 pisze:
    2011-06-02 o godz. 00:45

    Mialem nie pisac, bo szanowny autor wyrazil juz wszystko, co bylo do powiedzenia, ale witek_w11 uderzyl w stol, wiec wcielam sie w nozyce.

    Powiedzenie brzmialo: „Przyzwyczajenie rodzi lekcewazenie”, a przypisywane jest Ezopowi. Znaczenie jest takie, ze nie szanujemy tego, co znamy zbyt dobrze i akurat jest bardzo trafne w tym przypadku.

    Rzezbe starozytna (jak i inne sztuki) mozna wspolczesnie przyrownac do … telewizji lub do reklamy. Trzeba pamietac, ze tego typu sztuka byla jedyna forma trwalej ekspresji i towarzyszyla starozytnym na codzien. Inne formy, jak na wpol spiewane poematy, czy przedstawienia teatralne byly forma ulotna, zalezaca od wykonawcow, przeto nie mozna bylo porownac przedstawien tej samej sztuki w roznych teatrach (mimo olbrzymiej formalizacji, uzywania masek, itp.) Natomiast rzezba i malarstwo byly formami trwalymi, najczesciej przedstawiajacymi bardzo znane postacie i wydarzenia (tak, jak do niedawna tasiemcowe sluchowiska radiowe, czy dzisiaj seriale telewizyjne). Wplywaly na wyobraznie, bo do znanych tematow historycznych i mitologicznych podsuwaly ich trojwymiarowe i kolorowe wyobrazenie.

    Jeszcze w latach szescdziesiatych – mimo, ze istniala juz telewizja – na swiecie panowala tzw. „polska szkola plakatu”, ktora dzieki niezwyklej ekspresji i wyobrazni polskich grafikow przebila sie swoja oryginalnoscia na swiatowym rynku. Ale bylo to mozliwe dlatego, ze w reklamie wciaz gorowaly uliczne slupy ogloszeniowe, z ich kolorowa i krzykliwa nieraz powierzchnia zalepiona kolejnymi reklamami. Dzis te funkcje spelnia telewizja, a w coraz wiekszym stopniu – Internet. Dlatego takie nagromadzenie rzezby w jednym miejscu wydaje sie byc porownywalne do tych dzisiejszych zjawisk.

    Pozdrawiam.

  7. To nie ostatni taki przypadek. Na olejnych obrazach galerii Oświecenia widać zapełnione od góry do dołu ściany a nawet sufity. Obrazy wieszane według rozmiarów a nie treści. To jest dokładnie ta sama metoda. Można raczej powiedzieć, że dzisiejsze patrzenie na sztukę uległo zmianie dopiero ostatnio. To może właśnie aktualne widzenie jest przeintelektualizowane bo odbywa się bardziej w głowie patrzących niż na zewnątrz.

    I jeszcze: Jeden krasnal to kicz ale 15 krasnali w ogródku to sztuka i nikt się nie podejmie jej skrytykować. To samo z rzeźbami socrealizmu w muzeum. Czyli i ilość i aranżacja.

    Uwagi p. Szamałka z jednej strony ukazują ożywiające szczegóły, których zwykle brakuje w oglądzie przeszłości. A Jego komentarz wskazuje jednak na zmienione patrzenie nowoczesnego widzenia. Podobnie zresztą było z zabijaniem zwierząt (blog) kiedyś zabijanych masowo w zagrodzie a dzisiaj celebrowanego przez myśliwych. Dzisiejsze patrzenie jest bardziej wyrafinowane. Stąd bliżej mu do klasy niż do masy. Choć nie zawsze.

  8. @ Werbalista: bardzo ciekawey komentarz! Całkowicie zgadzam się z porównaniem starożytnej rzeźby do reklamy, posągi pełniły wówczas wiele więcej funkcj niż dziś.

    @ Vera: pisząc ten wpis też myślałem o galeriach sztuki XVIII i XIX wieku, a zwłaszcza o paryskich Salons. Jakże inaczej musiało oglądać się obrazy otoczne ze wszech stron innymi płotnami, gdzie krajobraz jedną krawędzią ocierał się o scenę mitologiczną, a druga o martwą naturę! Dziś obrazom daje się własną, prywatną przestrzeń. Rzeczywiście, musi to wynikać ze zmian w naszym podejściu do sztuki…

  9. Wspomina Pan przez chwilę o bardzo ważnym elemencie wizualnym Akropolu – o BARWACH. Jesteśmy wychowani na dawnych reprodukcjach, na fotografii dawniejszej i współczesnej, w końcu na własnych wizualnych wrażeniach z pobytu (ja niestety tej przyjemności nie doznałem) i myślę, że dominująca jest w nich BIEL, lub co najwyżej jasny kolor kamienia. Do tego ostre, południowe światło, lub malowniczy zachód słońca – wszystko to tylko wyostrza jednolitą jasność budowli i rzeźb, kontrastując je z otoczeniem. W ten sposób sposób wyhodowaliśmy w sobie wyidealizowany obraz starożytnego piękna (ta biel!) jednak najprawdopodobniej dość daleki od rzeczywistości ówczesnej, której zrekonstruować wiernie oczywiście się już nie da. Może byli byśmy zawiedzeni, gdyby rzeźby Akropolu, jakie dziś znamy, odrestaurowano nagle w ich prawdziwej barwności, bo tak dalece odbiegały by od tego (fałszywego) obrazu, jaki sobie wymyśliliśmy i do którego tak się przywiązaliśmy? Aż się prosi cytat z „Rejsu” iż najbardziej podoba nam się to, co znamy…

  10. @Werbalista
    Tak czułem że coś przekręcam. Przepraszam i dziękuję za erratę.
    .
    Pańskie porównanie starożytnej rzeźby do telewizji i reklamy chyba najbardziej zbliża się do sedna, może z jednym małym zastrzeżeniem: te ostatnie nie stanowią, że tak powiem, głównego nurtu kulturowego. Nie sądzę również żeby w przyszłości to postrzeganie się zmieniło: za 2 tysiące lat specjaliści od starożytności (czyli od naszych czasów) nie będą raczej z wypiekami na twarzy dyskutować o 2396 odcinku telenoweli czy reklamie proszku do prania. Chociaż… skoro my lubimy patrzeć na obdarte z farby starożytne rzeźby…
    .
    Pozdrawiam również.

  11. Dziękuję za dyskusję, ale wydaje mi się, że wygląda to nieco inaczej. Przede wszystkim sztuka jako taka w owych czasach nie istniała. Cały Akropol to nagromadzenie obiektów użytkowych, które służą zadanym celom. Im więcej celów, tym więcej obiektów. Dla nas sztuka ma coś wyrażać, a oni chcieli za pomocą tych obiektów coś osiągnąć. @Werbalista mówi o reklamie. Zgoda, ale mnie się wydaje, że to są bardziej nawet obiekty użytkowe.

    I dzisiejsze czasy aż tak bardzo od tamtych nie odbiegają. Wejdźmy do domu katolickiego z zapytajmy, czy obrazek anioła stróża rozkładającego skrzydła nad dzieckiem, które podczas burzy idzie po dziurawym moście to sztuka czy przedmiot użytkowy? Jaką wartość artystyczną mają obrazy świętych w kościele? Przecież sztuka to pojęcie z innego świata. I wtedy i dzisiaj.

    Podobnie z kolorami. Woda w rzece pod mostkiem musi być niebieska i wzburzona a krew Jezusa czerwona i w dokładności odtwarzania kolorów leży sens tych obrazów. Natomiast jako sztuka mogą one być czarno-białe bo liczy się ich wartość artystyczna.
    Przypomnę, że jako najlepszy uznawano w Rzymie obraz owoców, który mylił pszczoły. Czemu służył?
    A może Akropol to był rynek, gdzie handlowano szczęściem i spełnianiem pragnień. Za pomocą rzeźb. Tylko tyle. Co Państwo na to?

  12. @ emes5756: faktycznie, starożytny Akropol musiał mienić się kolorami – z teog, co możemy wynioskować z zachowanych resztek farb, Ateńczycy lubili jaskrawe, zdecydowane i kontrastujące ze sobą barwy. Przypuszczam, że kamienne rzeźb byłyby dla nas w oryginalnej szacie zupełnie niestrawne… Ale nawet te z brązu wyglądały inaczej, niż byśmy się spodziewali: metal, z którego były zrobione, nie był spatynowany i matowy, lecz wypolerowany do połysku.

    @ witek_w11: już teraz studiuje się reklamy sprzed paru dekad; wydaje mi się, że archeolodzy dalekiej przyszłości też się nimi zainteresuje. Jest w nich w końcu mnóstwo informacji – o pożądanych produktach, wzynawanych wartościach, kwestiach genderowych…

    @ Vera: bardzo, bardzo ciekawy i mądry komentarz! Nie wiem, czy Pani wie, ale taka utylitarna interpretacja starożytnej rzeźby umiejscawia Panią w awangardzie myśli archeologicznej:) Akropol rzeczywiście mógł służyć za miejsce „handlu marzeniami” – można się tam było oderwać od trudnej, szarej codzzenności, sluchać o mitach i bohaterach, wspominać zwycięstwa i dramatyczne wydarzenia, przez które przeszło Polis… Wizyta na Akropolu była więc być może podobna do wycieczki do kina czy muzeum?

    Pozdrawiam komentatorów:)

  13. @vera: czuję się zobligowany do zaoponowania przeciwko li tylko „handlowej” interpretacji tego, co spotykamy dziś, czy też egzystowało ongiś na Akropolu. Nawet jeśli było by to w awangardzie archeologii. Oczywiście w wielu wypadkach (może zawsze?) decydujące jest to co w dzieło sztuki „winterpretowujemy” i być może dopiero interpretacja ta robi z wytworu artysty uznane dzieło sztuki. Oczywiste też, że być może nie sposób oddzielić utylitarnej funkcji dzieła sztuki od jej funkcji czysto artystycznej (co to w ogóle jest?); „sztuka dla sztuki’ czy „sztuka czysta” o to się spierają znawcy od pokoleń. Pamiętamy na przykład, że wspaniałe katedry gotyckie i ich wystrój miały być jednocześnie wykładem biblii dla wiernych-analfabetów. Ale czy przez to są mniej wspaniałymi dziełami sztuki? I czy są nimi dlatego, że nieznani mistrzowie budowniczy z góry świadomie ZAMIERZALI stworzyć dzieło SZTUKI architektonicznej (raczej wątpię choć ambicji ująć im na pewno nie można), czy też dlatego że przez setki lat się ich pięknem zachwycamy? A z drugiej strony nie wierzę, że Gaudi budując katedrą w Barcelonie tylko cel czysto utylitarny miał na względzie. A może to są jakieś falowania w odbiorze: wykonawca robi na zamówienia rzecz czysto użytkową (przytoczona przez Vere sztuka religijna jest tu dobrym przykładem), potem następne pokolenia zaczynają się tym zachwycać bo taka udana, a potem wracamy do utylitarnej interpretacji temperującej nieco nasz zachwyt bo przecież rzecz jest „tylko” użytkowa. Rzecz gustu…ale jak widać ten jednak poddaje się (naszej) dyskusji. Myślę, że jest to temat rozmowę nigdy się nie kończąca…Pozdrowienia

  14. @emes5756: Podnosi Pan bardzo ciekawe kwestie! Pozwolę sobie najpierw na salomonowy komentarz: zarówno Pan, jak i Vera, macie rację. To, jakie wnioski wyciągniemy na temat sztuki starożytnej, zależy od pytań, jakie sobie postawimy.

    Ja traktuję dzieła antyku glównie jako źródło wiedzy na temat czasów, w których zostały wyprodukowane, osób, które je tworzyły i dla których je tworzono. Dlatego pytanie, które sobie zadaję, brzmi: jaka była funkcja starożytnych dzieł? Żeby próbować na to pytanie odpowiedzieć, muszę próbować przestać myśleć jako Europejczyk XXI wieku, niejako wyciągnąć się poza nawias naszej kultury, i spojrzeć na rzeźby, wazy, itd. w oparciu o starożytne teksty. Okazuje się wówczas, że dzieła starożytnej Grecji tworzono najczęściej z bardzo pragmatycznych pobudek, a ich wartości estetyczne miały znaczenie drugorzędne.

    To wcale nie oznacza, że nie możemy się zachwycać arcydziełami antyku – tyle tylko, że nie zbliża nas to do zrozumienia ich czasów. Czy my, patrząc na pozbawioną farb, wyrwaną z kontekstu rzeźbę, docenimy w niej te same walory, co starożytni? A jeśli nawe tak – to czy dojdziemy do tych wniosków wychodząc z tych samych podstaw, czy dojdziemy do podobnych konkluzji? Wydaję mi się, że nie. Pisząc o wrażeniach estetycznych, piszemy w dużym stopniu tak naprawdę o sobie, o własnych gustach. Jeszcze raz podkreślę – nie ma w tym absolutnie nic złego; jest to po prostu inny sposób myślenia o sztuce. Komentarz Very plasowałby ją w awangardzie myśli archeologicznej, co nie oznacza wcale, że taki sposób patrzenia jest lepszy niż bardziej tradycyjny sposób patrzenia na sztukę, jaki wydaje się Pan preferować.

    Pozdrawiam!

  15. Bardzo się cieszę, że żywo dyskutujemy na temat, który jest tego naprawdę wart. Nie chciałem w żadnym wypadku deprecjonować tego, co napisała Vera. Ale chyba nie dość precyzyjnie się wyraziłem. Chciałem m.i. powiedzieć, że dzieło sztuki żyje właściwie tylko (albo głównie) w odbiorze, u odbiorcy. Intencje twórcy są drugorzędne (choć nie dla twórcy oczywiście). To, że każdy z nas, odbiorców odbiera ten sam wytwór artystyczny inaczej samo w sobie już jest wartością, bo odzwierciedla INNOŚĆ każdego z nas. Mnie się to podoba, tym samym muszę uszanować interesujący pogląd innego, w tym oczywiście także Very. Tu nie ma sprzeczki, tylko dyskusja. Jak dalece intencje(twórcy) mogą być dalekie od odbioru i jakie w samym odbiorze mogą być diametralne różnice przekonuje mnie zawsze przykład słynnej muszli Duchampa. Ja mam w związku z nią skojarzenia zawsze jednoznaczne (taki już jestem tradycjonalista, przywilej wieku), ale nie mogę zaprzeczyć, że weszła do historii sztuki (jakie by nie były tego powody), i nie mam zamiaru (bezskutecznie) to oprotestowywać. Relacja twórca – jego dzieło – odbiorca to jedna z ciekawszych (i zmienna z czasem)i nie mnie, laikowi o tym się mądrzyć. Pozdrawiam

  16. Absolutnie się zgadzam z Pana głównym przesłaniem – tj. że sztuka nie ma określonego znaczenia – które zresztą pokrywa się z opiniami wybitnych historyków sztuki. Ernst Gombrich pisał już w latach 60-tych, że dzieło sztuki wyrwane z kontekstu i pozbawione opisu staje się szalenie wieloznaczne i otwarte na wielorakie interpretacje. Z kolei Alfred Gell pisze, że w momencie ukończenia dzieła, artysta traci nad nim zupełnie kontrolę, a obiekt zyskuje niejako własne „życie” i „intencje”. Podobne tezy stawiają też antropolodzy – mnóstwo jest przykładów, gdzie przedstawiciel kultury A interpretuje dzieła kultury B w sposób zupełnie niezgodny z intencjami jego twórcy.

    Całe szczęście, że badacze starożytności mają do dyspozycji źródła lterackie, które pozwalają zrozumieć nam – oczywiście nie w sposób kompletny – jak patrzyli na swą sztukę Grecy i Rzymianie i podążać za ich spojrzeniem.

    Ponadto zachęcam do mądrzenia się; inteligentny laik może mieć mnóstwo ciekawych refleksji! Pozdrawiam serdecznie raz jeszcze,

  17. @ emes5756 pisze: 2011-06-07 o godz. 17:04

    Jasne, ze do oceny kazdego dziela mozna stosowac wiele kryteriow. Polecam bardzo ciekawa analize tego fenomentu napisana przez Stanislawa Lema w „Filozofii przypadku”. Jakkolwiek odnosi sie ona glownie do literatury, lecz mozna ja doskonale przeniesc rowniez na inne pola sztuki.

    Pozdrawiam.

  18. Wyobrażam sobie, że mogli byśmy toczyć naszą dyskusję (prawda, że temat ciekawy?) w cieniu oliwnego gaju, wczesnym wieczorem, przy winie. W Grecji oczywiście. Pociągnę wobec tego jeszcze ten wątek „sztuka utylitarna- sztuka”czysta” (czy to na pewno jest opozycja?) i podniosę go od muszli Duchampa na wyżyny na ogół nie kwestionowane: MUZYKA. Prawda, że z naszą argumentacją z dyskusji stajemy wobec niej nieco bezradni? Pan, jako specjalista od starożytności lepiej wie, że Grecy przywiązywali do niej duże znaczenie filozoficzno – poznawcze, wręcz kosmiczne. Nic z tej muzyki nie przetrwało ale przekonanie o tym, że jest to sztuka wyjątkowo szlachetna (choć często utylitarna) towarzyszy nam przez wieki. Dla mnie jest najdoskonalszym wytworem ludzkiego ducha i geniuszu. Mało która dziedzina twórczości potrafi w odbiorze wywołac NATYCHMIAST u odbiorcy owo „mrowienie w kręgosłupie”. W tym aspekcie fakt, że Bach tworzył na zlecenie, dla zarobku i utrzymania swojej licznej rodziny (to tzw. kontekst) nie ma DLA NAS DZISIAJ żadnego znaczenia. Szkoda tylko, że arystotelesowska wiara iż łągodzi ona obyczaje jakoś się nam (a szczególnie w tzw.blogosferze. Pański blog jest tu wyjątkiem i dlatego podejrzewam Pana i pańskich komentatorów, że lubicie muzykę) nie sprawdza. Serdecznie pozdrawiam

  19. Niestety, ja akurat jestem w kwestiach muzycznych ignorantem kompletnym… Zaskoczę Pana natomiast w tematyce muzyki starożytnej Grecji, parę kawałków się bowiem zachowało. Można je odsłuchać m.in. tu:

    http://www.youtube.com/watch?v=Y_94QbWV440
    http://www.youtube.com/watch?v=3MMI06AnhtM

    Ma też Pan rację pisząc, że dla współczesnych fanów Bacha to, w jakich warunkach tworzył, nie ma żadnego znaczenia. Ale gdybyśmy chcieli zrozumieć, dlaczego pisał takie utwory a nie inne, skąd czerpał inspirację, co go ograniczało itd., musielibyśmy zapewne rzucić okiem na tło historyczne.

  20. Pięknie dziękuję za linki do muzyki starożytnej Grecji. Natychmiast odsłuchałem i obejrzałem jak i parę sąsiednich na You Tube. Nie jestem znawcą, ale laikiem i amatorem, ale nawet na moje ucho nie mogą to być oryginalne utwory (można by tu spisać cały detektywistyczny wywód to potwierdzający) ale raczej rekonstrukcje (czyli jak MY sobie ją wyobrażamy), tak jak i instrumentu (z tym łatwiej trafić). Będę to dalej studiował bo interesujące. Na zainteresowanie muzyką ma Pan mnóstwo czasu (pański biogram czytałem), ja do niej dojrzewam już 50 lat. Ma Pan rację, że zrozumieć Bacha trzeba także w całym kontekście (jak każdego artystę) ale oprócz tego jest jeszcze coś, czego zrozumieć nie potrafimy (bo się szkiełku i oku nie poddaje) to jest jego geniusz, tą iskrę bożą, którą każdy WIELKI artysta w sobie niesie. I takich wielkich było przecież w Grecji całe mnóstwo, skąd by się bowiem wzięło nasze nawiązywanie do tej tradycji? Z tego, że ją stworzyli. Wiedzieli byśmy o nich jeszcze więcej, gdyby dotrwała do naszych czasów także ich muzyka. Ale i tak tym, co zostawili, karmimy się już dwa tysiąclecia. Dotykamy tu bardzo ciekawego problemu tradycji, jej ciągłości – temat na inny tekst. Niech Pan coś na ten temat napisze – już widzę majaczących w tle Summerów! Pozdrowienia

  21. Ten Pan z bródką, do nagrań którego wkleiłem linki, opiera się o zachowane w inskrypcjach zapisy muzyczne, więc jest dość wierny oryginałom. Nie ma jedank wątpliwości, że te kawałki w jego wykonaniu brzmią inaczej, niż 2000 lat temu. Po pierwsze, jego intstrument na pewno różni się od starożytnych, po drugie – dochodzi kwestia interpretacji. Ponadto, co chyba dla mnie jest najciekawsze – my tę muzykę inaczej słyszymy.

    Czytałem ostatnio bardzo ciekawy artykuł z zakresu antropologii muzyki. Jego autor pisał, że dyskutując o muzyce przesżłości, musimy mieć na uwadze coś, co on nazywa „sonic environment”, czyli „środowisko dźwięku”, które różni się w zależności od epoki. My jesteśmy przyzwyczajeni do ciągłego słyszenia monotonnych, niskich dźwięków (szum samochodów za oknem, tak-tak pociągów, chodząca zmywarka, suszarka, itd), z którymi np. starożytni Grecy nie mieli tak częstej styczności. Nasze uszy są więc naczej dostrojone, także inaczej odbieramy muzykę…

    Pozdrawiam,

  22. No to jeszcze jedną szklaneczkę wina w ten późny grecki wieczór w oliwnym gaju! Bardzo zaciekawiły mnie pańskie uwagi dotyczące muzyki starożytnej Grecji i zaskoczył fakt, że jednak coś się zachowało. Niezwykle też interesujący jest aspekt owego środowiska muzycznego, z którego istnienia i wpływu na nasza wrażliwość słuchową nie zdajemy sobie sprawy. To tak jak z oddychaniem; jest bezwiedne. Przy odbiorze muzyki tzw. dawnej na ogół wiemy, że brzmi ona dziś inaczej niż wtedy, gdy była komponowana bo zmieniły się instrumenty, pewnie i maniera grania czyli wszystko to co jest jakby „bliższym środowiskiem” muzyki. Stąd też dzisiejsza moda na grę na instrumentach dawnych (autentycznych lub rekonstruowanych), w dawnych składach zespołów (uboższych niż współczesne) i dawną manierą jako próba przybliżenia atmosfery muzycznej owych czasów. Ta „dawność” sięga jednak wstecz nie dalej jak raptem parę stuleci. W tym kontekście próba rekonstrukcji muzyki starożytnej Grecji wydaje mi się przedsięwzięciem iście heroicznym tym bardziej że , jak Pan zwraca uwagę, my słuchacze jesteśmy zamuleni słuchowo nieustannym szumem i hałasem naszego środowiska. Tego Grecy nie znali. Szczęśliwcy!

  23. Witam Państwa!
    @emes5756.
    W skrócie: Wydaje mi się, że tak na prawdę istnieje tylko sztuka utylitarna. Sztuka czysta to właśnie zmienny w historii sposób patrzenia. Dzieło tworzone z góry jako „sztuka czysta” to intelektualne nadużycie artysty.

    Czy pisząc, „że dzieło sztuki żyje właściwie tylko (albo głównie) w odbiorze” myślał Pan o milionach polskich nauczycieli i uczniów pocących się nad wypracowaniami pt. „co artysta chciał przez to powiedzieć” (Ja: gdyby wiedział to by powiedział). Zwracam też uwagę, że istnieje szereg świetnych artystów, którzy potrafią tylko naśladować. Takiego Picassa czy Rodina może Pan nabyć za grosze. Te prace robią wielkie wrażenie artystyczne. Kopie takie, jeśli są antyczne, stoją w muzeach. Czy potrafi Pan powiedzieć, dlaczego miałyby być mniej warte?
    Podsumowując: Myślę, że do oceny uwzględniać należy: Zamiar autora, odbiór dawny i dzisiejszy, wartość artystyczna (=talent autora) oraz rola historyczna. Wiele prac ma wartość właśnie jako świadectwo historyczne bo jak ocenić wystawianie w muzeum rzeczy wyrzucanych do rzymskiej latryny? Składniki te istnieją obok siebie dając wspólnie wielostronność obrazu. Jedynym błędem byłoby absolutyzowanie znaczenia któregoś z nich.
    Natomiast zarówno ja jak i Pan Szamałek myślimy bardziej o ocenie historycznej i tu prawidłowa ocena musi uwzględniać współczesny dziełom a nie dzisiejszy sposób widzenia i użytkowania. Pan Szamałek wyraził to lepiej niż ja. W Grecji ludzie szli na Akropol, żeby załatwić sobie deszcz a dzisiaj PiS organizuje msze błagalne w Sejmie.
    Pozdrawiam
    P.S. Przepraszam, że tak późno. Praca.

  24. Oto link do publikacji dotyczacej papirusow z zapisem muzyki, ktorej mozna posluchac:
    http://classics.uc.edu/music/yale/index.html

  25. Aż mi wstyd, że nie dodaję nic na temat muzyki starożytnej. Niestety, z wielu programów czy wywiadów na ten temat zostaje po roku czy dwu tylko ogólne wrażenie. Pamiętam jakiś czas temu dyskusję o teologii feministycznej (Jezus to była kobieta) i wstyd mi, że nie udało mi się znaleźć linku do wspaniałej wystawy kościele w Baden-Baden na ten temat. I o to mi chodzi.

    Zalewani jesteśmy masą bardzo ciekawych informacji nawet na bardzo wysokim poziomie. W Polsce nawet cały program telewizyjny opera się na jednym godzinnym niemieckim programie Galileo. Niesłychana musi być jego zawartość informacyjna w porównaniu z… Mój natomiast dyskomfort polega na niemożności zapamiętania tego wszystkiego. Nawet zanotowanie wiadomości niewiele daje bo po pewnym czasie masa notatek prowadzi do zagubienia.
    Wiem, że Microsoft planował kiedyś swój system jako rodzaj bazy danych i sesje przed komputerem sprowadzałyby się do wyszukiwania. To jest teraz niemożliwe bo odpowiedź na pytanie trwa u mnie ponad minutę.
    Ciekawa jestem, czy mają Państwo rozwiązanie bądź jak Państwo podchodzą do tego problemu?

  26. @Qurquk: Piękne dzięki za link. Oczywiście natychmiast przesłuchałem. Rewelacją jest to, że odnaleziono i zinterpretowano/odczytano ZAPIS dźwiękowy sprzed tysięcy lat! A jeszcze nie tak dawno historia muzyki uczyła że notacja muzyczna zaczyna się gdzieś we wczesnym (europejskim) średniowieczu. Starożytność niejedną nam jeszcze zgotuje niespodziankę – o tym najlepiej wie nasz autor p. Szamałek. Można się tylko z tego cieszyć i być przygotowanym na rewizję wielu utartych poglądów.
    @vera: mamy niestety wyraźne trudności ze zrozumieniem się, czego żałuję. Pewnie powinniśmy byli posłuchać rady Voltaira i „przed rozpoczęciem dyskusji ustalić znaczenie terminów”. A chodzi o „utylitarny”, co ja rozumiem (może to mój błąd?) i używam szerzej, Pani bardziej ortodoksyjnie – stąd gruntowne nieporozumienie. Artysta coś tworzy i gdy skończy, przestaje panować nad swoim dziełem. Funkcjonuje ono w odbiorze, odmiennym u każdego człowieka a nawet zmiennym w czasie u tego samego osobnika. To wywoływanie jakiejkolwiek refleksji jest już utylitarne w moim rozumieniu, choć w słownikowym zapewne nie jest. Ale gdyby trzymać się słownika, najbardziej utylitarne mogło by być krzesło bo ono jest użytkowe jak najbardziej. Pytanie „co artysta miał na myśli” jest z tego punktu widzenia bez sensu, bo artysta chyba chce abyśmy się wzruszyli lub namyślili nad jego dziełem, a skoro każdy z nas namyśla się inaczej, to to co artysta miał na myśli ma małe znaczenie. Rozsądniej było by, jeśli już, zapytać: co WY o tym myślicie? Co do tego się może zgodzimy?
    A poza tym pozdrowienia dla Wszystkich i Autora, na którego wzniecające dyskusje teksty czekamy!

  27. @emes5756
    Jedno jest w tym wszystkim piękne: Mamy już 25 wpisów i nikt nikomu nie nawymyślał. To wartość artystyczna sama w sobie. Choć każdy odbiera to inaczej.

    Wracając do sztuki myślę, że należałoby uwzględnić sztukę i Egiptu i Meksyku i ciągle mało popularny Angkor w Kambodży, nie mówiąc o Afryce. Uważam, że europocentryzm ogranicza postrzeganie. To uwaga do P. Szamałka.

  28. @ Qurquk: Witam serdecznie na blogu i dziękuję za ciekawy link!

    @ Vera: cóż, należę do wąskiej i ciągle malejącej grupy ludzie, która uważa, że pisać należy o tym, na czym się zna. Jestem przekonany, że sztuka Meksyku i Kambodży jest szalenie ciekawa, ale wątpię, żebym miał coś ciekawaego do powiedzenia na ten temat; na pewno są jednak niezliczone ilości stron o tej tematyce w internecie… Też uważam, że europcoentrym jest ograniczający, i staram się czytać ile tylko mogę o innych regionach i ich kulturach – ale na „Sztuce Antyku” nie będę się raczej o nich rozwodził.

  29. @Vera
    Całkowita zgoda we wszystkim co Pani napisała! Właśnie się wyprowadziłem z bloga w którym komentatorzy zamiast prezentować własne zdanie uwłaczali cudzemu. Myślę, że możemy tu ukłonić się gospodarzowi, który ustawił wysoko poprzeczkę i tym samym odsiał harcowników.

    Nauczyłem się już dawno (znowu ma Pani rację), że nasz europocentryzm, chrystocentryzm, polonocentryzm …itd, wszelkie centryzmy bardzo zawężają nasze pojmowanie świata a więc zubożają nas. Usiłowałem też kiedyś (patrz 07.06) nieśmiało namówić naszego gospodarza na refleksje na temat bardzo wczesnych źródeł naszej tradycji i nie tracę nadziei.
    Pozdrowienia

  30. Gdybym odpowiadając przed chwilą Verze znał treść pańskiego, miły Gospodarzu, ostatniego wpisu uwzględnił bym go w tamtej odpowiedzi. Znać chcemy się na tym, co jest przedmiotem naszej specjalizacji. Ze specjalizacjami (także chyba w humanistyce, ja jestem „człowiek techniki”) jest jednak tak, że ich zawężanie niesie ze sobą wiele niebezpieczeństw. W efekcie końcowym można otrzymać, jak to sarkastycznie stwierdził kiedyś jakiś Anglik, specjalistów w tak wąskiej dziedzinie, że wiedzą „wszystko o niczym”. To jest nigdy nie kończący się spór i dylemat w wyważeniu pomiędzy tym co szczegółowe a tym co ogólne (ale nie ogólnikowe!). Całkowita racja: niech Pan dalej ku naszej i swojej satysfakcji pisze o tym, na czym się Pan zna i tą swoją dziedzinę ujmuję i widzi w szerokim kontekście (innych kultur, innych tradycji – o to chyba chodziło Verze?), w którym nie musi już Pan być SPECJALISTĄ (czy ja się tu za bardzo nie mądrzę?). Wydaje mi się, że to jest jak płynięcie w górę rzeki: trzeba mieć świadomość wszystkich ej dopływów i tego, że powyżej źródeł nie ma nic…Pozdrawiam

  31. Co prawda dziś jest już 5 lipiec ale nigdzie bardziej „geograficznie” nie pasuje to, co dr.Krzysztof Bielawski z UJ (nazwisko nasz Gospodarz kojarzy zapewne z łatwością) napisał w dodatku świątecznym do Gazety Wyborczej z 2-3.07.br. w artykule p.t. „Nowe metro i wyznawcy Zeusa”. Polecam lekturę tego tekstu wszystkim tu bywalcom, tak pięknie zaangażowanym w sprawy Akropolu. My tu sobie dyskutujemy, a za naszymi plecami władze Aten…

  32. Errata: dziś oczywiście 4 lipca, przepraszam…

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php