Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie

2.02.2011
środa

Piękna Meduza

2 lutego 2011, środa,

Czego się boi człowiek XXI wieku? Zgaduję, że na liście strachów wysoko plasuje się terroryzm, z pewnością znaleźlibyśmy też tam bezrobocie, choroby, wszelkiego rodzaju wypadki. Ale czy byłby tam diabeł? Chyba nie, skoro, jak pokazują przeprowadzone niedawno badania, na 92% Polaków deklarujących się jako wierzący, tylko połowa wierzy w piekło. Można przypuszczać, że w bardziej laickich krajach, jak choćby we Francji czy Holandii, na myśl o Belzebubie drży jeszcze mniejsza część społeczeństwa.

Wydaje mi się, że ten nasz brak strachu przed piekielnymi ogniami odbija się na tym, jak diabła przedstawiamy, jakie jest jego miejsce w popkulturze. W sklepach można kupić czerwone śpioszki z koźlimi rogami dla nowordoków, czarcie przebranie na bal karnawałowy; diabły pojawiają się w filmach i komiksach jako pozytywni bohaterowie (np. seria Hellboy) i reklamują cukierki, perfumy i długopisy. Sam szatan nie jest już przerażającym, dziwacznym potworem – jak np. ta poczwara z obrazu piętnastowiecznego malarza Michaela Pachera z oczam na pośladkach – tylko przystojnym mężczyzną o ciemnej karnacji z niewielkimi różkami.

Źródło: Wikimedia; Fot. The Yorck Project

W greckiej mitologii diabła nie było, co nie znaczy, że nie brakowało w niej innych przerażających istot. Dziś chciałbym się skupić na grupie poczwar płci żeńskiej – słynnych siostrach Gorgonach: Steno, Euryjale i Meduzie. Ich nazwa wywodzi się od słowa gorgos, czyli „zatrważający, okropny”, co odzwierciedlało ich straszną aparycję i naturę. Nie dość, że miały podłe charaktery, to ich czupryny roiły się od jadowitych węży, a wzrok obracał w kamień.

Ta ostatnia właściwość – petryfikujące spojrzenie – sprawiło, że Grecy przypisywali przedstawieniom Gorgon specjalne moce; miały one odstraszać złe siły i przerażać wrogów. Rzeźbiono je zatem na budynkach i ołtarzach, malowano na tarczach i wazach. Początkowo Gorgony nie były specjalnie urodziwe, co widać doskonale na poniższym przedstawieniu na czarnofigurowym kielichu z końca VI w. p. n. e.

Źródło: Wikimedia; fot. Bibi Saint Pol

W tym konkretnym przypadku węże zostały zastąpione przez ciasno skręcone loki, ale całość jest nadal raczej odpychająca: mimo, że mamy do czynienia z istotą płci żeńskiej, policzki są porośnięte brodą, usta, z których wystają dzicze kły, wyszczerzone są w nieprzyjemnym grymasie, język jest wywalony na zewnątrz, policzki nadęte, oczy wytrzeszczone. Uf, niezbyt przyjemny widok.

Poniższe przedstawienie najsłynnejszej z Gorgon, Meduzy, wywiera zupełnie inne wrażenie; proszę się przyjrzeć.

Źródło: Wikimedia; Fot. Bibi Saint Pol

Jest to tak zwana Meduza Rondanini, rzymska kopia greckiej rzeźby z epoki klasycznej bądź hellenistycznej. Mamy tu atrybuty Gorgon – węże, splecione pod szyją, gęste i mocno kręcone włosy, skrzydła wyrastające nad czołem (nieobecne na wazie, o której była mowa wyżej). Ale twarz, twarz jest zupełnie inna! Zamiast wyszczerzonej poczwary mamy przed sobą piękna kobietę, o pełnych, lekko uchylonych ustach i migdałowych oczach. Zamiast przerażać, ta rzeźba zachwyca.

Mamy więc do czynienia z podobnym procesem: atrybuty stają się subtelniejsze, straszny potwór przeradza się w istotę dużo bardziej ludzką, normalną, tak jak nasz stary dobry diabeł. Czy oznacza to, że Gorgony przestano się bać, że może nawet przestano w nią wierzyć?

Intuicyjną odpowiedzią byłoby rzecz jasna „nie”: w końcu ateizm to niedawny wynalazek, a Grecy widzieli bóstwa w każdym drzewie, strumyku i górze, składali Olimpijczykom ofiary i budowali im wspaniałe świątynie. Kiedy jednak przyjrzymy się dokładnie dostępnym danym, grecka religijność jest jawi się znacznie bardziej skomplikowaną.

Nie będę cytował wszystkich źródeł, bo zamiast wpisu musiałbym tu wkleić całą książkę. Zamiast tego przytaczam fragment szczególnie ciekawego dokumentu – pieśni, którą Ateńczycy w IV w. p.n.e. witali w swoim mieście hellenistycznego władykę Demetriosa Poliorketesa:

Jest z nami [Demetrios], radosny i piękny/ Taki, jaki powinien być prawdziwy bóg, nie szczędzący błogosławieństw/ Jakże szlachetnie wygląda, gdy kroczy tu z przyjaciółmi, oni niby małe gwiazdy, a on niczym słońce/ Bądź pozdrowiony, potężny synu Posejdona…/ Bo inni bogowie są daleko, albo nie mają uszu albo w ogóle nie istnieją, nie odpowiadają na nasze prośby/ Ale ty jesteś obecny, nie z drewna wyrzeźbiony czy ze skały wykuty/ Ale bóg prawdziwy; do ciebie składamy modły (Athenaios, 6.248.63).

Oczywiście, jest w tym hymnie mnóstwo lizusostwa, ale sa fakt, że można było podobne herezje publicznie wyśpiewywać oznacza, że tradycyjna grecka religia już wówczas przeżywała kryzys. Nie chcę przez to powiedzieć, że Grecy stali się ateistami, ale najwyraźniej przedefiniowali swe wierzenia – tak jak ci badani Polacy, którzy deklarują wiarę katolicką, a nie wierzą w diabła, o którym mówi biblia. Jak widać to, jak przedstawiamy odziedziczone po przodkach demony, może nam wiele powiedzieć o nas samych…

J. Szamałek

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 28

Dodaj komentarz »
  1. W ciągu ostatnich 15h były jakieś problemy z komentarzami na blogu, ale teraz już chyba wszystko działa jak należy; czekam na Państwa opinie!

  2. Może ta hellenistyczna rzeźba nawiązuje do innej wersji mitu, według której Gorgona była początkowo piękną dziewczyną. Niestety, ośmieliła się porównywać swą urodę z wdziękami samej Ateny. Chełpiła się zwłaszcza pięknymi włosami. Za karę zawistna bogini przemieniła ją w potwora, a jej bujne pukle- w wężowe sploty.
    Szczerze mówiąc, nie przepadam za mitami ukazującymi moją ulubioną boginię w niekorzystnym świetle 🙂 To pewnie wymysł późnych mitografów- podobnie jak historia Arachne.
    Cieszę się, że trafiłem na tego bloga. Kultura antyku (zwłaszcza mitologia) jest od wczesnego dzieciństwa moim hobby, któremu ostanio poświęcam, niestety, mało czasu. Z tym większą przyjemnością i zaciekawieniem czytam kolejne Pana wpisy oraz onieśmielające erudycją komentarze użytkowników.

  3. Człowiek lubi się bać.Wumyśla więc różnych diabłów, wampirów i różnej maści
    okropieństwa.Nie na darmo największym powodzeniem cieszą się katastrofy i inne nieszczęścia.Co do zmiany wizerunku Meduzy to myślę, ze to jest przesłanie takiej treści-widzicie jaka piękna a jaka niebezpieczna?Strzeżcie się ,im bardziej coś piękne tym bardziej niebezpieczne.

    p.s sama też lubię się trochę pobać, dlatego pasjami czytam trillery.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @ pajon: Witam serdecznie na blogu! Proszę się nie dać onieśmielić i brać udział w dyskusjach!

    Faktycznie, istnieje wersja mitu o Meduzie, która czyni z niej piękną, ale i próżną kobietę, którą Atena zamienia w potwora. Jednak, o ile mnie pamięć nie myli, tę alternatywnę historię Meduzy podaje jako pierwszy Owid, kilkaset lat po wykuciu pierwowzoru omawianej tu rzeźby. Oczywiście, nie można wykluczyć, że Owid opiera się na szeroko znanej, a nie spisanej wcześnie legendzie, ale mógł ją równie dobrze sam wymyślić albo chociaż podkolorować (jego Metamorfozy są w ogóle dość nieortodokysjne). Najprawdopodobniej więc początkowo Meduzę wyobrażano sobie wyłącznie jako potwora, a dopiero później ktoś wymyślił wersję z zemstą Ateny – być może w tym samym czasie, kiedy wykuto pierwowzór Meduzy Rondanini, albo w odpowiedzi na nią? To bardzo intrugjąca kwestia, choć nie sposób jej chyba ostatecznie rozwikłać; w każdym bądź razie dziękuję za ciekawy komentarz!

    @ Aspazja: ciekawa myśl; może faktycznie Grecy wyrobili sobie bardziej subtelny język strachu, gdzie „niebezpieczny” nie musi równać się „brzydki”; przyjrzę się kiedyś tej kwestii. Swoją drogą – ja też czasem sięgam po horrory i thrillery, szczególnie po Stephena Kinga:)

  6. Rzeczywiście, historia o metamorfozie Gorgony należy do późniejszych wersji mitu (podobnie zresztą jak wspomniana przez mnie opowieść o Arachne- również obecna u Owidiusza). Zapomniałem dodać tę informację w swoim wpisie.
    Takich przerażających potworów, należących zwykle do przedolimpijskiego pokolenia bóstw, w mitologii jest pełno. Co ciekawe, z reguły istnieję podania czyniące z nich piękne dziewczyny ukarane przez zawistnych bogów (w tej chwili do głowy przychodzi mi jeszcze Skylla; Charybda też była wcześniej kobietą- o jej urodzie mity milczą, w przeciwieństwie do żarłoczności…).
    Inne maszkary to raczej folklor niż mity- Lamia, Mormo, Mormolyke, którymi starożytne nianie (wolę piękne słowo „piastunki”) straszyły niegrzeczne dzieci. Czy ktoś jeszcze (poza nadgorliwymi katechetami) straszy wspólczesne dzieci diabłem?

  7. Witam Pana i przepraszam, że nie na temat!
    Przepraszam za moją niewiedzę, ale czy rzeczywiście w biblii jest więcej coś na temat piekła? I czy rzeczywiście KK każe wierzyć w piekło, a nie jest to raczej polska specjalność? Przecież KK w Europie (przepraszam za złośliwość) dawno już przestał straszyć ludzi piekłem, a istnieniu czyśćca zaprzeczył. Jest to zresztą sprzeczne całkowicie z rozumieniem Boga jako dobra. Umierania za ludzkość w żaden sposób nie można pogodzić ze wsadzaniem ich do piekła. Zapewniam Pana, że w Niemczech ktoś bojący się piekła byłby wyśmiany.
    Zamiast piekła mamy filmy o wampirach czy zombie. Takie nowe zajęcie.
    Pozdrawiam
    P.S. Pisza Pan o Grecji i jej religii. Ale może coś o kulcie Zeusa i w dzisiejszej Grecji. Przecież co roku mamy wielkie święto z tej okazji. Jak i Druidzi w Stonehenge. Nie musimy patrzeć wstecz, bogów greckich mamy dzisiaj.

  8. A czy nie jest to również kwestia rozwoju technik video? Okropną Gorgonę widzimy na kielichu czyli przedmiocie użytkowym. Wykonanie dzieł artystycznych było kosztowne czyli przekaz musiał być jednoznaczny i dosadny. Kilka wieków później rozwój technik wymusił wysublimowanie przekazu splecione z większymi wymaganiami klientów, stąd skomplikowany portret Meduzy o charakterze wyłącznie ozdobnym. Podobnie od średniowiecza do dzisiaj relatywizacja diabła mogła być związana z coraz większą produkcja nośników (na przykład papieru).

  9. @ witek_w11

    Wydaje mi sie, ze dotknal Pan sedna. „Familiarity breeds contempt” czyli, wedlug jednego tlumaczenia: „Przyzwyczajenie rodzi lekcewazenie”. Tak wydaje sie, stalo sie z diablem i z Meduza. Im bardziej mityczny charakter jest opisywany i ukazywany, tym bardziej sie do niego przyzwyczajamy i coraz mniejsza budzi groze. Gdy spojrzymy dzis na przyklad na sceny „Sadu Ostatecznego” Memlinga, lub, jeszcze lepiej „Ogrod Ziemskich Rozkoszy” Boscha, to dzis widzimy tylko groteske, a nie takie bylo oryginalne przeslanie. Te malowidla mialy budzic groze, ku przestrodze grzesznikom. Dzis nie budza.

    Dlatego, bardziej mnie interesuja bostwa hinduskie, ktore maja rozne, a zupelnie przeciwstawne aspekty, a w dodatku jeszcze swoje awatary. Sziwa – przykladowo, jako Pan Tanca uosabie jednoczesnie i tworzenie swiata i jednoczesnie jego zaglade. Z jednej strony przedstawiany, jako pomazany cmentarnym prochem asceta, a z drugiej strony, jako kochajacy maz. Podobnie inne bostwa hinduizmu.

    Europejska kultura i religia jakos nie dostrzega tej dwoistosci. Choc oczywiscie greccy bogowie tez potrafili byc okrutni. Atena w szczegolnosci, bo ma na sumieniu i Meduze (Gorgony w ogole), zabojstwo Pallas, slepote Terezjasza, przemiane Arachne w pajaka (znowu Owidiusz), a takze przyczynila sie do upadku Troi. Ale czego mozna spodziewac sie po bogini, ktorej matke polknal Zeus (to do Very), a ona zrodzila sie z czola Zeusa, juz w pelnym uzbrojeniu?

    Jak zwykle swietnie sie czyta artykul, poruszajacy bardzo ciekawy temat.

    P.S. Nie udalo mi sie uzyskac zadnych informacji na temat pelike, przedstawiajacej kapiace sie kobiety. Mialem nadzieje, ze cos wygrzebie, ale nic…

  10. @ Vera: nieważne, czy na temat, ważne, że ciekawie. Jeśli chodzi o piekło, to pojawia się ono w Nowym Testamencie, np.

    Mt 11:23, „A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz. Bo gdyby w Sodomie działy się cuda, które się w tobie dokonały, zostałaby aż do dnia dzisiejszego. ”

    Mt 16.18: „Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą”

    W encyklice Fidei Depositum (1992) JPII pisze, że piekło z pewnością istnieje, ale nie jako konkretne miejsce, ale raczej stan ducha – pozbawenie wszelkiej przyjemności, cierpienie; to dość nowatorskie podejście, bo jeszcze w początku XX wieku większość teologów uważała piekło za fizycznie istniejące miejsce. Więc tak, mamy się bać, może kotłów ze smołą nie będzie, ale dostaniemy za swoje.

    Faktycznie, mamy filmy o wampitach i zombie – ale kto się ich boi? Z wampirami to teraz chciałoby się chyba glównie całować (vide okropna saga Twilight), ostatnio wyszła jakaś przeróbka Przedwiośnia z zombiakami w roli głównej…

    O Zeusie w nowożytnej Grecji nie mam niestety nic do powiedznia; nie znam się na tym i szczerze mówiąc wydaje mi się to raczej modą niż prawdziwą religią; no, ale może się mylę.

    @ witek_w11: dobry trop – faktycznie, medium, w którym przedstawiona jest dana scena, jest bardzo ważne; to, czy dzieło jest dwu- czy trójwymiarowe, czy jest w kolorze czy nie, ma duży wpływ na odzdziaływanie i odbiór. Tyle tylko, że Meduza i Gorgony pojawiają się bardzo wcześnie w rzeźbie, tarczach, monetach i przedmiotach użytkowych z brązu, gdzie wyglądają mniej więcej tak, jak na kielichu, jest to więc chyba ślepy zaułek. Poniżej przykłady:

    http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/10/Escudo_olimpia.jpg
    http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/9/93/Tempio_C_di_Selinunte_-_Perseo_e_Medusa_-_Sec._VI_a.C._-_Foto_G._Dall'Orto_(detail).png
    http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/1a/Gorgon_didrachm_British_Museum.jpg

    Ponadto Grecy od samego właściwie początku byli otoczeni wyobrażeniami bóstw i potworów- były na wazach, rzeźbach, monetach itd, i sytuacja ta nie zmieniła się znacząco miedzy epoką archaiczną a hellenistyczną (tj. jeśli chodzi o zagęszczenie sztuki, nie o jej styl), także zwiększona obecność czy dostępność nie była chyba ważnym czynnikiem – tak mi się przynajmniej wydaje. Bardzo dziękuję za ciekawy komentarz!

    @ Werbalista:

    Z tą pelike na pewno nie będzie łatwo, bo muzeum w Odessie nie współpracuje z CVA (corpus vasorum antiquorum, http://www.cvaonline.org; projekt mający na celu opublikowanie wszystkich waz), więc strasznie ciężko znaleźć cokolwike z ich kolekcji. Dość dobrze kojarze rosyjskie periodyki naukowe i póki co jej nie widziałem; możliwe, że w ogóle jeszcze jej nie opublikowano.

    Rozwazania na temat diabła w średniowieczu wydają mi się jak najbardziej trafne, ale nie jestem pewien, czy można je łatwo przełożyć na procesy zachodzące w starożytności, jako, że tam bogowie zawsze byli bardzo „familiar” (patrz wyżej).

    Faktycznie, w Europe nie wymyśliliśmy sobie zbyt wielu bóstw o dwoistej naturze – tzn. bogowie zachowują się czasem tak, jakby mieli schizofrenię, ale nie jest to odzwierciedlone w ich ikonografii, tak jak właśnie w panteonie hinduskim. Atena jest faktycznie raczej mało sympatyczna, ale i tak chyba wolałbym ją, nawet jakby miała gorszy dzień, od boga starego testamentu…

    Na koniec jeszcze raz dziękuję za wszystkie komentarze; dzięki nim ten blog jest dużo ciekawszy, a ja mogę od Państwa się wiele nauczyć:)

  11. Nie boimy się diabła, nie boimy się też tych wszystkich zombie czy wampirów, którymi straszy nas popkultura, choć też raczej tylko dla zabawy.
    Myślę, że zdaliśmy sobie sprawę w XX wieku, że jedynym, którego należy się bać, jest człowiek i to, co potrafi on zrobić. Możemy się bać też procesów historycznych i tego, co mogą one ze sobą przynieść.

    Dlaczego dawniej ludzie bali się diabła i potworów? Czyż nie mieli powodów, aby bać się człowieka, historii, zarazy itp? Mieli po stokroć więcej niż my!
    Może postrzegali oni świat bardziej symbolicznie i te lęki, które my analizujemy i opisujemy na naszych uniwersytetach, oni przedstawiali wizualnie. Właśnie jako potwory i diabły.

  12. @ Jakub Szamalek

    Dziekuje za mile slowa. Oczywiscie „przelozyc” niczego sie nie da, mozna tylko porownac. A porownanie, z natury rzeczy nie jest ani scisle, ani doskonale.

    Nie smialbym narzucac tematu, ale skoro porusza Pan ostatnio sprawy kobiet w starozytnosci (Messalina, Kobiece przyjemnosci, Meduza), to zastanawiam sie, czy nie wrto byloby poruszyc temat kobiet w Sparcie, bo to panstwo bylo tak inne od reszty greckich metropolii.

  13. @ Marit: Zgadzam się! Ja bym powiedział, że nie musimy już personifikować naszych strachów, bo lepiej znamy ich przyczyny; wszystkie te diabły i potwory miały na celu zastąpić przyznanie się do niewiedzy. Łatwiej było uznać, że trzesięnie ziemi wywołał gniew bogów, niż powiedzieć, że nie zna się jego przyczyn; czynnik nadludzki pozwalał uporządkowaś świat, nadać mu sens. Dziś chyba jest coraz mniej powodów do takiego zachowania, bo coraz więcej wiemy o otaczającym nas świecie.

    @ Werbalista: Dziękuję za sugestię! Teraz akurat mam zamiar odpocząć od problematyki kobiecej – co za dużo, to niezdrowo – ale obiecuję zająć się za jakiś czas i Spartankami.

  14. „Estetyzacja” postaci mitologicznych to chyba naturalna skłonność sztuki. Wystarczy zaobserwować, jak zmieniał się w ciągu wieków wizerunek warszawskiej syrenki.

    Podobnie w literaturze, że wspomnę o „Fauscie” i „Mistrzu i Małgorzacie”.

  15. Niewątpliwie – ale czy nie warto się zastanowić, z czego ta skłonność wynika, i czemu wydaje się nam naturalna? Zresztą nie wszędzie chyba da się ja zaoserwować – z tego, co wiem na temat sztuki Mezoameryki (a, przyznaję, wiem niewiele), to tam bardzo krwawa ikonografia nie wyszła z mody, wyparli ją dopiero siłą Hiszpanie.

  16. Jakub Szamałek pisze:
    2011-02-08 o godz. 14:00

    Bardzo sobie cenie to, ze kazdy Pana wpis pobudza do dyskusji. Nawet ten krotki, na temat sztuki Mezoameryki. Pisze Pan o ikonografii, a ja dopiero co skonczylem czytac ksiazke na temat „sand paintings”, uzywanych przez plemie Navaho, a takze Hopi oraz przez, prawdopodobnie najbardziej tajemnicze plemie – Asanazi. Te obrazy, kreslone piaskiem sa bardzo efemeryczne, bo wymazuje sie je prawie natychmiast. Przetrwaly tylko w fotografii i „klejonkach” na drzewie lub papierze. A co jest w nich fascynujace, to portretownie w nich „pierzastego weza”. Obraz niespotykany ani w europejskiej, ani w azjatyckiej ikonografii. Owszem, smok, albo waz jest przedstawiony ze skrzydlami, ale nigdy z pior. Raczej to skrzydla nietoperza. Te wyobrazenia zostaly jakos przeniesione z Ameryki Srodkowej do Ameryki Polnocnej, z kultur Aztekow, a potem Majow do plemion na poludniu Ameryki. Na temat „pierzastego weza” prosze spojrzec tutaj:
    http://en.wikipedia.org/wiki/Quetzalcoatl

  17. Dziękuję:) Quetzalcoatla dobrze znam, kiedyś się trochę interesowałem sztuką i mitologią Ameryki przed-kolumbijskiej; nie wiedziałem natomiast, że pojawił się najpierw na północy, to ciekawe!

    Mnie chyba najbardziej uderza w tych przedstawieniach brak zasad decorum obecnych w sztuce wszystkich kultur srodziemnomorskich. Sceny walki czy śmierci pojawiają się w Grecji, Rzymie, Persji, Egipcie, ale zawsze są one wystylizowane; nawet Rzymianie, którzy przecież lubowali się w krawych widowiskach, rzadko kiedy pokazują krew, zmasakrowane ciała, i tak dalej. Tymczasem aztecka bogini Coatlicue nosi naszyjnik z ludzich serc i odciętych dloni, bogini zaświatów Mictecacihuat wygląda jak kościotrup, do tego mamy sceny wyrywania serc, przeciągania cierni przez język, itd. Brrr.

  18. No i znow ciekawie. Mictecacihuatl, bogini umarlych wydaje sie, ze mimo swojej proweniencji, jako poswieconej i zabitej w ofierze, jako niemowle – ciagle sie odradaza. Najpierw jako patronka Dnia Zmarlych (1 listopada – jak w Polsce), a teraz jako nowa figura kultu – Santa Muerte. W zeszlym roku tlumaczylem artykul z National Geographic na ten temat – link:

    http://ngm.nationalgeographic.com/2010/05/mexico-saints/guillermoprieto-text

    Co mnie w tym zafascynhowalo, to powstawanie nowych swietych z woli ludu, bez zadnego udzialu kosciola. Jakkolwiek znane mi sa przyklady aneksji swietych do innej roli w Voodoo, czy Santerii – to, tym niemniej, cos nowego, bo stwarza sie zupelnie nowy kult i to nawet nie osobowy, jak np. ojca Pio, ale po prostu personifikacji smierci.

    A przedstawianie bostw jako budzace groze potwory tez nie jest unikalne dla Ameryki Lacinskiej. Taka sama ikonografie spotyka sie takze w Azji. Czym, na przyklad, rozni sie Kali z naszyjnikiem z ludzkich rak od Coatlicue?

  19. Jeśli chodzi o Meksyk, wydaje mi się, że można zauważyć odtwarzanie motywów prekolumbijskich w złagodzonej wersji przez późniejszy folklor, gdzie kościotrupy przedstawiane są humorystycznie i estetyzowane – np. pani śmierci jako Strojnisia (la Catrina).
    Co do wizerunków Santa Muerte, to widać wpływ popkultury opartej na tradycjach anglosaskich – często wygląda jak Grim Reaper (czyli majestatycznie – też estetyzacja).

  20. @ bea

    Zgodzilbym sie z Pania, ze Santa Muerte, La Catrina jest oczywiscie odzwierciedleniem prekolumbijskich wierzen i nie moglbym tez zaprzeczyc estetyzaji i wplywu zachodniej popkultury. Jedyne z czym polemizowalbym, to: Jedno – przypisywanie zbyt duzego wplywu tej wlasnie popkulturze; drugie – ze Santa Muerte przedstawiana jest humorystycznie. Chylac ze wstydem glowe przed autorem, musze uciec sie do tego samego argumentu, ze to sie „nie przeklada”. W kulturze popularnej, np. Heavy, czy nawet Death Metal, ikony diabla i smierci traktowane sa w przenosni, z przymruzeniem oka. Ale choc La Flaca przypomina je ikonograficznie, to nie ma tam juz miejsca na przymruzenie oka. Grim Reaper, a Señora de las Sombras – to zupelnie co innego. Nie jestem ani antropologiem, ani etnografem, ale rozmawialem z wieloma Meksykanami i akurat Señora Blanca nie ma nic w sobie humorystycznego. Prosze wybaczyc za przydlugi wpis, ale chcialem Pani odpowiedziec.

  21. @ Werbalista

    Pisząc „humorystycznie”, miałam na myśli takie rzeczy jak wspomniana Calavera Catrina czy czaszki z cukru (wiem, że mają one też charakter wotywny, ale chyba nie są specjalnie groźne).
    Zdaję sobie sprawę, że kult Santa Muerte to coś odrębnego. Jednak z subkulturą metalową to nie taka prosta sprawa – zawiera mnóstwo podgatunków, nurtów i indywidualnych stylów, a przymrużenie oka niekoniecznie wyklucza powagę; często wręcz brak tego „przymrużenia” zarówno wśród wykonawców jak i odbiorców, którzy traktują swoją ulubioną muzykę z namaszczeniem. Metal nie jest przecież typową rozrywką, tylko gatunkiem skupionym na sprawach „mrocznych” – np. problemy egzystencjalne czy społeczne. Dlatego myślę, że przynajmniej w dużych miastach można zauważyć pewne przenikanie wpływów.

  22. Witam beę na blogu! Obawiam się, że do tej dyskusji nic ciekego od siebie nie dodam, bo po prostu się nie znam. Ale czyta się bardzo dobrze:)

    Jedna rzecz mnie interesuje – czy rzeczywiście jest jakaś kontynuacja między Mictecacihuatl a Santa Muerte? A jeśli tak, to z czego to wynika – jakiejś kontynuacji wierzeń między czasami przedkolumbijskimi a dniem dzisiejszym, podskórnych preferencji estetycznych, czy może na wpół-świadomego kreowania się na dziedziców wymarłych kultur? Chyba by się przydał na Polityce blog o sztuce Mezoameryki 🙂

  23. @ Jakub Szamałek

    „Jedna rzecz mnie interesuje – czy rzeczywiście jest jakaś kontynuacja między Mictecacihuatl a Santa Muerte?”

    Tylko spekulacje. Opierajac sie na teorii synkretyzmu – chyba tak. Np.: Araujo Peña, Sandra Alejandro; Barbosa Ramírez Marisela, Galván Falcón Susana, García Ortiz Aurea & Uribe Ordaz Carlos. „El culto a la Santa Muerte: un estudio descriptivo” – Revista Psichologia (Mexico City: Universidad de Londres).

    Moja hipoteza jest troszeczke inna, byc moze dlatego, ze poznalem troche innych kultur. Poniewaz kult Santa Muerte (podobnie jak Juan Monteverde) panuje wsrod ludzi biednych, zyjacych albo na pograniczu prawa, albo wrecz poza nim – nieodparcie nasuwa mi sie skojarzenie z rosyjska kultura „wor w zakonach”. Bardzo podobna ikonografia, szczegolnie w formie tatuazy. No i zrodlo – kryminalizacja zycia duzej czesci populacji.

    Co do blogu o sztuce Mezoameryki – to mam mieszane uczucia. Po prostu my – Europejczycy wiemy jeszcze o tym zbyt malo. Inne kultury.

    @ bea

    La Catrina jest XIX-wieczna. Cukrowe czaszki sprzedaje sie na Swieto Zmarlych. Nic wspolnego z Niña Santa.

    Metal, byc moze traktowany jest powaznie przez jakas niewielka liczbe entuzjastow, ale na pewno nie przez wiekszosc. Tez czasem slucham, ale przeciez nie traktuje tego serio. Poza tym, byl to tylko przyklad. Moja ulubiona piosenka o smierci to starorosyjska ballada, np. tu:

    http://www.youtube.com/watch?v=9ApaeSUqCSA&feature

    Natomiast zgadzam sie, ze wplywy sie przenikaja i po jakims czasie trzeba naprawde natrudzic sie nad pochodzeniem poszczegolnych fenomenow.

  24. @ bea

    Przeczytalem swoja wypowiedz jeszcze raz i wychodzi mi, ze niegrzecznie Pani odpisalem. Prosze wybaczyc, nie taka byla intencja. Staram sie byc zwiezly i przez to tak to wychodzi.

    Pozdrawiam serdecznie.

  25. @ Jakub Szamałek

    Dziękuję za powitanie. Przypuszczam, że wszystkie te trzy formy kontynuacji jakoś współwystępują.

    @ Werbalista

    Dlaczego niegrzecznie? Klasyczna zwięzłość pasuje do tematyki tego blogu 😉

    No właśnie – Święto Zmarłych. Chyba wszyscy badacze są zgodni, że występują w nim elementy przedchrześcijańskie. Aztekowie też mieli swój dzień zmarłych, któremu patronowała właśnie Mictecacihuatl.

    O Santa Muerte wiem właśnie tyle, że jest to kult personifikacji śmierci rozpowszechniony wśród biednych i w środowisku przestępczym. Skojarzenie z Rosją jest bardzo ciekawe: nie wiem, jakie tatuaże mają tamtejsi gangsterzy (domyślam się, że groźne) -ale czy występuje tam kult jakiegoś świętego patrona przestępców, jak Jesús Malverde?
    W każdym razie, na pewno przeczytam polecany przez Pana artykuł (o ile znajdę w sieci), bo zainteresował mnie ten temat.

    Również pozdrawiam.

  26. Skomplikujmy nieco te kuszące, błyskotliwe uogólnienia by zbliżyć się może do rzeczywiście funkcjonujących zmian w kulturze. Czy „De rerum natura” Lukrecjusza -biblia antycznego ateizmu, nie jest aby na tyle bliska w powstaniu rzeźby pięknej twarzy meduzy, że nie da się utrzymać pańskiej tezy, o tym, że „…w końcu ateizm to niedawny wynalazek”.
    Fascynujące są te pańskie uwagi o religijności ludowej w antyku. Przydałoby się je nieco geograficznie, lokalnie zawęzić. Wydawać by się mogło, że w formie wierzeń ludowych w mało zmienionej formie przeszły do późniejszej religii (Kręcone włosy diabła z ikonografii chrześcijańskiej – i stylizowane na kędziory węże z wyobrażenia meduzy) Czy na rzymskiej kopii rzeźby, łby węży nad czołem gorgony nie układają się w rogi?Tak popularne w średniowiecznych i nowożytnych przedstawieniach siły nieczystej?
    Pozdrawiam

  27. @ bea

    Nie wiem czmu poprzedni moj wpis nie wszedl. Oczywiscie, ze Jesus Malverde, a nie „Juan Monteverde”. Tak to jest jak sie cytuje z pamieci. Rosyjskie tauaze nie sa „grozne”, tyle, ze kojarza mi sie wlasnie z kultami meksykanskimi. Niektore nie sa pozbawione specyficznego poczucia humoru, jak np. tatuaz glowy kota – o podwojnym znaczeniu, bo kot w rosyjskiej kulturze wieziennej symbolizuje zarowno zawodowego zlodzieja, jak i „Kota” (Koriennyj Obytatiel Tiurmy – KOT).

    Jak, pisalem poprzednio, blog Gospodarza jest dlatego tak ciekawy, ze ikonografia wszystkich kontynentow i okresow historycznych jest fascynujaca, a niejaki Dan Brown na opisywaniu symboliki (Kod Da Vinci, np.) – zarobil miliony.

  28. @ Better Red than Dead:

    Faktycznie, rogi wyrastające z ludzkiej głowy są niezwykle popularnym motywem, i to nie tylkow kręgu śródziemnomorskim, ale i przed-kolumbijskiej Ameryce (znów ta Ameryka:). Warto jednak zauważyć, że w starożytności miały one inne znaczenie, jako że były często atrybutem bogów. Dlatego też władcy hellenistycznie sami je sobie przyprawiali.

    @ Werbalista

    Jak już wspomina Pan Dana Browna, to pochwalę się, że parę tygodn temu podpisałem kontrakt na książkę, powieść osadzoną w starożytych Atenach… Napiszę na ten temat więcej w niedalekiej przyszłości:)

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php