Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie

11.12.2010
sobota

Boski Grubas

11 grudnia 2010, sobota,

Amerykanie uważani są za nację wyjątkowo puszystą. Nie bez powodu – badania pokazują, że 34% z nich ma nadwagę, a drugie tyle zmaga się z otyłością. Przyczyn stojących za tym stanem rzeczy jest wiele – wystarczy wspomnieć popularne sieci restauracji typu Fast Food, wszechobecne napoje gazowane i ociekające cukrem słodycze, a wszystko to rzecz jasna serwowane w rozmiarze XXL.
Zwiedzając galerię sztuki starożytnej w słynnym Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku można odnieść wrażenie, że problemy z utrzymaniem linii mają w Ameryce nawet starożytne rzeźby. Jak inaczej można bowiem wytłumaczyć obecność ogromnego pomnika, znadującego się w jednej z sal poświęconych sztuce rzymskiej?

Źródło: Wikimedia Commons, Mathew Bisanz


Pierwszą rzeczą, która przykuwa wzrok obserwatora, jest ogromny, nabrzmiały korpus, który wydaje się zbyt duży w porównaniu z raczej smukłymi ramionami i małą głową. Taka sylwetka odcina się bardzo wyraźnie od starożytnych przedstawień wiotkich atletów czy muskularnych rzeźb olimpijskich bogów, setki których wypełniają muzea całego świata.

Postaci z nadwagą pojawiają się co prawda w repertuarze antycznych artystów i rzemieślników, ale prawie zawsze w dziełach o charakterze satyrycznym (np. terakotowe figurki obrazujące otyłych kapłanów) bądź w przypadku przedstawień konkretnych postaci mitycznych, jak np. satyrów, którzy słynęli z tego, że nie odmawiali sobie żadnych uciech cielesnych. Na tym tle wybijają się Etruskowie, którzy zamieszkiwali onegdaj Toskanię – wnioskując z licznych sarkofagów, które po sobie zostawili, nie wstydzili się zaokrąglonych brzuchów.

Nasz brzuchacz nie jest jednak na pewno rzeźbą pomyślaną jako dowcip (przeczy temu skala, materiał, ikonografia, i wreszcie mina przedstawionego mężczyzny), ani postacią mitologiczną (brak konkretnych atrybutów, twarz ma bardzo wyraźne cechy indywidualne). Nie mamy również do czynienia z Etruskiem – przedstawiciele tego ludu zlali się bowiem w jedno z Rzymianami przed I w. n.e., a oględziny brązu z Nowego Jorku sugerują, że monumentalny brąz pochodzi z III w.n.e. Rzeźby puszystych Rzymian czasem się trafiają – ale nigdy w negliżu!

Na pewno mamy do czynienia z portretem, i to portretem kogoś ważnego: świadczy o tym skala dzieła, jak i heroizujące, czy wręcz deifikujące cechy (nagość). Rzeźbie z Metropolitan Museum najbliżej jest do przedstawień władców hellenistycznych, takich jak tzw. Władca z Terme:

Źródło: Wikimedia, shakko

Porównując brąz z Metropolitan Museum z portretami z monet z epoki można dojść do wniosku, że brzuchata rzeźba przedstawia Trebonianusa Gallusa, cesarza, którego w 251 r. n.e. wyniosły na tron legiony. Wiele już wiemy – mamy do czynienia z portretem rzymskiego cesarza, stylizowanym na władcę hellenistycznego. Nic w tym szczególnie oryginalnego – do ikonografii Aleksandra Wielkiego i jego następców odwoływał się przecież Oktawian August i cała jego dynastia.

Ale znów ten brzuch, brzuch nieszczęsny! Brzuch zupełnie nie pasuje. Cała sztuczka rzeźb królów takich jak Władca z Terme polega na tym, że twarz monarchy wieńczy ciało absolutnie doskonałe, tak idealne, że aż nierealne, oszałamiające, boskie. Władca z Terme jest nagi, ale wcale nie wydaje się przez to słaby czy wystawiony na razy; jego zwały mięśni są manifestem władzy i potęgi. A Trebonianus, zamiast wyglądać wszechmocnie, wypada dziwnie, może nawet śmiesznie.

Brzuch Trebonianusa jest tym bardziej zaskakujący, że pisarze starożytni nie wyrażają się zbyt pochlebnie o osobach przy kości. Otyłość, kojarzona co prawda czasem z fizyczną krzepą, jest jednak w większości przypadków uważana za wadę, za dowód na zbytnią pobłażliwość dla swoich żądzy, oznakę chciwości i zniewieściałości.

Czemu rzymski cesarz mógłby chcieć się tak przedstawić? Cóż, może był po prostu faktycznie otyły, i bał się, że gdyby przedstawiono go jako Adonisa, byłoby to tak jaskrawym zaprzeczeniem rzeczywistości, że wystawiłoby go to na śmieszność. Takie wytłumaczenie jest jednak mało przekonujące – zarówno Klaudiusz, jak i Tyberiusz, którzy mieli podobno wyraźne brzuszki, korzystali bez zahamowań z rzeźbiarskiej liposukcji.

Pomyślmy inaczej. Jaka może być korzyść z przedstawienia się jako brzuchacz? Wiemy, że źródła mówią o otyłych w sposób niechętny – ale trzeba pamiętać, że pisały je elity! Może ludzie, którzy nie pozostawili po sobie żadnych pism – czyli absolutna większość – miała na ten temat inne zdanie? Wiemy na przykład, że gladiatorzy nie wyglądali wcale jak Russel Crowe, lecz byli raczej ciężkawi – gruba warstwa tłuszczu zapewniała dodatkową ochronę przed razami. Starożytni zapaśnicy też nie byli ciency jak trzcinki; wnioskując na podstawie zachowanych przedstawień, części z nich blisko byłoby do dzisiejszych sumoków.

Może Trebonianus chciał podkreślić swoją fizyczną krzepę, zdolność do ochrony – tak słabego wówczas! – Imperium? Ten argument nabiera siły, kiedy przyjrzymy się sandałom cesarza – podobne obuwie pojawia się właśnie na stopach zapaśników. Dodajmy do tego krótką fryzurę i lekki zarost – typowe dla przedstawień żołnierzy – i zaciętą, zdeterminowaną minę, a Trebonianus jawi się jako bysior gotowy zdzielić każdego Germana czy Sarmatę, który choćby pomyśli o przekroczeniu granicy.

Trebonianus chciał być postrzegany i jako istota o naturze boskiej bądź pół-boskiej, a ponadto – jako swój chłop, który zna się na wojaczce, a do tego lubi dobrze zjeść. Ciężko jednak oprzeć się wrażeniu, że połączenie tych dwóch przekazów w jednej rzeźbie było kiepskim pomysłem. Heroiczna poza i nagość nijak nie pasują do ciężkiego brzucha i pyzatej twarzy. Obserwator – przynajmniej współczesny – czuje dysonans; nie sposób na raz być Aresem i dobrym wojakiem Szwejkiem. Odnosi się wrażenie, że Trebonianus chciał zbyt wiele rzeczy powiedzieć naraz, przez co stał się niezrozumiały. Być może przyczyniło się to częściowo do tego, że wytrwał on na tronie tylko dwa lata?

J. Szamałek

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 16

Dodaj komentarz »
  1. A przy okazji trochę mu się tunika sfilcowała. Ale on chyba coś trzymał w ręce/kach i ten dodatkowy czynnik mógł zmieniać odbiór całości. Pytanie na ile i czy na plus.

  2. @ witek_w11

    Wedlug przekazow, w prawej rece mial trzymac wlocznie, a w lewej dlugi sztylet, zwany parazonium. Mial zatem przypominac boska postac Virtusa, uosobienia mestwa i cnot zolnierskich. Byc moze dlatego, ze Tybonianus zwany byl Gallus, a swiatynia Virtusa byla ufundowana niedawno przed dojsciem do wladzy Trybonianusa glownie z lupow uzyskanych z pokonia Gaulow.

    Tylko tak hipoteza…

  3. @ witek_w11: ach, powinienem byl o tych dwoch sprawach wspomniec; pisalem notke po nocy i prosze, jak to sie konczy. W prawym reku Trebonianus na pewno trzymal cos wlocznio-podobnego, a ta szmatka na ramieniu to plaszcz, ktory moze odwolywac sie do sluzby wojskowej, albo ogolnego „bycie w drodze”.

    @ Werbalista: witam serdecznie na blogu! Hipoteza ciekawa, nie slyszalem jeszcze tkaiego tlumaczenia – ale tez pozne imperium to nie moj konik. Pozdrawiam!

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Slicznie dziekuje za przywitanie. Czy mozna – niesmialo – dorzucic pare slow? Posag Trebonianusa zostal odkryty dopiero w XIX wieku, a jego prownienicja jest watpliwa (niepewna). Jest jedyna brazowa rzezba z tego okresu. Specjalisci oceniaja te rzezbe (posag?) jako autentyczna w okolo 3/4. Lewa stopa oceniona jest jako definitywnie pochodzaca z wczesniejszego posagu. Opinia znawcow przychyla sie do stwierdzenia, ze posag przypomina Lizypa, rzezbiarza nadwornego Aleksandra Wielkiego. Problemem tylko jest, ze jedno i drugie dzieli pol milenium. Czy maja ze soba zwiazek?

    Moga miec, bo przerobka rzezb i posagow byla rzecza nagminna w tym czasie. Wskazywalyby na to greckie atrybuty. Trudno powiedziec.

    Ale poruszyl Pan ciekawy temat?

  6. Grecy i Rzymianie widocznie mieli jakieś porywy realizmu w przedstawianiu rzeczywistych ludzi. Podobnie w starożytnym Egipcie sztuka do granic możliwości idealizowała postacie ludzkie. Ale czasem pojawiał się wizerunek pokazujący rzeczywiste cechy człowieka, np faraona Echnatona. Widziałam też kiedyś egipski wizerunek królowej Saaby. Otyła, krępa postać, ogromne pośladki, uroda raczej nienachalna. Nagle Egipcjanie postanowili pokazać, jak naprawdę ta osoba wyglądała. Dlaczego? Zupełnie nie wiadomo.

  7. @ Werbalista: Ciekawe są te informacje techniczne – mogę spytać, skąd pochodzą? Te omówienia rzeźby Trebonianusa, które ja czytałem, nie wchodziły aż w takie szczegóły.

    Trebonianus z MMNY oczywiscie nawiazuje do sztuki hellenistycznej, ale samo to podobienstwo nie jest dowodem na „recycling” wczesniejszych rzezb; cesarze nagminnie korzystali z repertuaru ikonograficznego nastepcow Aleksandra.

    Natomiast wszelkie wysilki, żeby połączyć tę cechę z jakimś konkretnym imieniem wydają mi się ślepym zaułkiem. Lizypa znamy tylko z kopii, niewielu i kiepskich, a do tego marmurowych, podczas gdy orginaly byly z brazu. Ponadto – Pliniusz pisze, ze Lizyp wykonal 1500 rzezb, z tego zbioru kojarzymy – posrednio! – mniej niz 10%. To bardzo kiepska podstawa dla prob arybucji.

    @ Marit: jesli chodzi o sztuke egpiska, jestem ignorantem zupelnym, ale jednego moge byc pewien: zmiana w przedstawieniach wladcy rzadko kiedy wynika z przypadku, raczej trzeba sie zastanowic, co przez taki nowy image chcial monarcha osiagnac?

  8. @ Jakub Szamalek

    Informacje techniczne pochodza glownie stad: http://commons.wikimedia.org/wiki/Category:Statue_of_Trebonianus_Gallus_in_New_York

    Proba polaczenia tego posagu z Lizypem jest istotnie bardzo watpliwa, ale chodzilo raczej o styl rzezb Lizypa, niz o samo autorstwo.

    Natomiast milo mi poinformowac Pana, ze (prawdopodnie) jeden oryginal brazu sie zachowal. Podkreslam, ze autorstwo „przypisywane” jest Lizypowi, jakkolwiek nie jest to pewne. Posag ten zwany „Zwycieskim Mlodziencem” znajduje sie obecnie w Getty Museum w Kalifornii. A tu link do zdjecia:
    http://en.wikipedia.org/wiki/File:Surviving_Greek_Bronze.jpg

    Dziekuje za uwagi i pozdrawiam.

  9. Dziekuje za linki! Zwycieskiego Mlodzienca rzecz jasna kojarze, ale z tego co kojarze propozocyja atrybucji jest oparta li tylko na tym, ze rzezba ma smukle proporcje – znow, to bardzo grzaski grunt…

  10. Wszyscy chcą być piękni i młodzi , większość też woli oglądać piękno jak brzydotę i dlatego zgadzam się z Panem Jakubem ,że mocno trzeba się zastanowić jaki mają cel ci co dają sie przedstawiać w tak naturalnym wyglądzie.

  11. Przepraszam, ze jeszcze osmielam sie odezwac. Opieralem sie glownie na opinii Bernarda Ashmole’a – odnosnie „Mlodzienca…”. Tez nie jestem przkonany, chyba tylko autorytetem. Ale na czyms trzeba sie oprzec.

    Jeszcze raz chcialem podziekowac Panu za podjecie ciekawego tematu. Coraz trudniej o to w dzisiejszych czasach.

    A – jesli wybaczy Pan szpile – to wiem, ze Ashmole byl profesorem w Oksfordzie, trudno zatem uznac go za autorytet w Cambridge.

  12. Aspazja,
    skojarzyło mi się ze współczesnymi gwiazdami sfotografowanymi w czasopismach kolorowych.
    Są one, podobnie jak starożytni władcy, wyidealizowane za pomocą specjalnych programów komputerowych (starożytni rzeźbiarze widocznie też mieli coś podobnego… Ale starożytność ciągle nas zaskakuje). No i tak jak w starożytności od czasu do czasu (ale rzadko) pojawia się gwiazda, która życzy sobie w mediach naturalnego wizerunku. Też nie wiadomo, dlaczego. Taka osoba wypada niekorzystnie na tle innych gwiazd, wyretuszowanych i upiększonych. A publiczka niby wie, że to pic na wodę fotomontaż, ale jakoś podskórnie woli te ładne obrazki i jakoś pokrętnie w nie wierzy.
    Nie ma powodu sądzić, że w dawnym Rzymie było inaczej.

  13. @ Werbalista: ależ proszę tak nie przepraszać, bardzo się cieszę, że na „Sztuce…” pojawił się taki oczytany komentator!

    Jeśli chodzi o szpile, to calkiem lubie takie pojedynki slowne – ale prosze celować lepiej następnym razem! Zanim przeszedłem na Cambridge, ukończyłem dwa kierunki na Oksfordzie, więc nawet gdyby na moim obecnym wydziale uznawano za autorytety tylko osoby z tego samego uniwersytetu (a tak nie jest!), to pierwsze lata studiów by mnie na takie zacietrzewienie uodporniły.

    Poza tym – prosze nie polegać na autorytetach, tylko samemu oceniać sytuację; w nauce nie ma miejsca na święte księgi, ani na proroków! Ponadto Ashmole kończył karierę w latach 70-tych, a od tego czasu wieeele się w archeologii antyku zmieniło i wiele z jegu opinii i pomysłów powędrowało do lamusa…

    @ marit: trafna obserwacja! Czy rzeczywiscie jednak nie sposob stwierdzic, o co chodzi gwiazdom, ktore wybieraja „natural look”? Wiele w tym pozytywnych przekazow: drodzy fani, ja jestem naturalny, nie oklamuje Was, nie kreuje sztucznego wizerunku, a poza tym jestem atrakcyjny bez photoshopa i grubej tapety. A że się jednak takie zabiegi utrzymują… cóż, widać wolimy być okłamywani i myśleć, że celebryci to jacyś wiecznie młodzi nadludzie.

  14. Na mój dusiu! Pod takim wpisem to obowiązkowo trza zbocyć najhyrniejsego grubasa ze syćkik starozytnyk grubasów. Haj 😀

  15. @ Jakub Szamalek

    I znow musz bic sie w piersi, bo szybkie sprawdzenie powiedzialo mi tylko o Pana doktoracie w Cambridge. Na Ashmole powoluje sie, dobrze wiedzac kiedy zszedl ze sceny. Tym niemniej, mimo ciaglych, a rozlicznych badan „Mlodzienca…” nikt nie doszedl do niczego wiecej niz Ashmole. Poniewaz nie obowiazuje mnie naukowa konwencja, wole wierzyc profesorowi, choc sam rowniez nie wierze w swiete ksiegi ani prorokow. No i bardziej podoba mi sie nazwa „Atleta z Fano”, niz „Zwycieski Mlodzieniec”, a w ogole niz „Braz Getty’ego”.

    @ Aspazja i @ merit

    Prosze dobrze przyjrzec sie temu posagowi. Mimo pozorow naturalnosci ma wysokosc prawie 2.5 metra. Mala glowa czyni go jeszcze wiekszym – i to spogladajac z tego samego poziomu. Czy nie sa to „nadludzkie” rozmiary?

  16. Ale wracając do tej otyłości w dzisiejsych czasach to tak sobie myślę że Trebonianus jako celebrant (nieżyjący ale to żadna przeszkoda) mógłby się nadawać do kampanii reklamowej jakiejś sieci fast foodów. We wzniesionej ręce dzierżyłby dumnie chorągiewkę z logo a w drugiej- hamburgery na wynos rzecz jasna. Po niemal dwóch tysiącach lat zdobyłby wreszcie upragnioną harmonię ikonograficzną.

  17. hahaha, makabryczne:) tylko by go trzeba ubrać, żeby klientów nie gorszył…

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php