Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie

24.09.2010
piątek

Ramię w ramię, ku świetlanej przyszłości…

24 września 2010, piątek,

Ostatnio dużo się mówi w mediach o pomnikach – komu należy je postawić, gdzie, co powinny wyrażać, i tak dalej – postanowiłem więc poddać się tej modzie i też coś na ten temat napisać.

Oczywiście, zasadniczą rolę pomnika jest wyrażenie jakiegoś przesłania, przy użyciu szeregu różnych środków poza-werbalnej komunikacji: symboliki, języka ciała przedstawianych postaci czy też miejsca, w jakim dany monument się wznosi. Dosłowność takiego przekazu może mieć różne natężenie, od bardzo literalnego po subtelny i wieloznaczny.

Krainą pomników bardzo dosadnych jest zazwyczaj państwo autorytarne, gdzie władzy zależy na dokładnym przekazie, i gdzie nie ma miejsca na żadne domysły czy, nie daj Bóg, niepoprawne interpretacje. Często przekaz takiej rzeźby wypacza rzeczywistość, bądź nawet jej zaprzecza – rzecz jasna w imię jakiegoś celu politycznego.

Ot, weźmy na przykład jeden z najsłynniejszych pomników Sowieckiej Rosji, Robotnika i Kołchoźnicę (1937), autorstwa Wiery Muchiny, który później stał się symbolem wytwórni filmowej Mosfilm.

Źródło: Wikimedia

Przekaz tego dzieła jest tak nachalny, że aż wyciska łzy w oczu. Na kanciastym postumencie – którego forma jest rzecz jasna aluzją do nowoczesności i postępu, co podkreśla też materiał, nierdzewna stal – stoją dwie postaci, kobieta i mężczyzna. Oboje są wyidealizowani – silnie zbudowani, o pięknych twarzach. Ona dzierży sierp, on – młot; razem, jak równy z równym, kroczą przed siebie, z wzrokiem utkwionym na linii horyzontu. Mamy tu więc aktyw robotniczo-chłopski, który poprzez braterską współpracę podąża ku świetlanej przyszłości. Wzniesione narzędzia są niczym pochodnia; tylko pod tym znakiem możliwy jest postęp.

Jak było naprawdę, każdy wie, ale dla przypomnienia – na kilka lat przed ukończeniem tego pomnika, sowieckie władze zagłodziły kilka milionów ukraińskich chłopów, niedługo potem zaczęły się stalinowskie czystki. Sierp i młot nie stały się symbolem wyzwolenia i postępu, lecz represji; robotnicy i kołchoźnice byli tysiącami zsyłani do gułagów, gdzie zmuszano ich do niewolniczej pracy. Sytuacja pozostałych też nie była godna pozazdroszczenia, gdyż średnia płaca w połowie lat trzydziestych wynosiła 1/10 tej z roku 1926.

A teraz przyjrzyjmy się drugiej rzeźbie, tym razem, rzecz jasna, z czasów starożytnych.

Źródło: Wikimedia

Ci dwaj nadzy panowie to rzymska kopia Tyranobójców z V w. p.n.e., autorstwa Kritiasza i Nesiotesa. Upamiętnia ona dwóch Ateńczyków, Harmodiosa (to ten bez brody) i Aristogeitona (brodaty), którzy… No właśnie, czym się zasłużyli?

W opinii Ateńczyków, Harmodios i Aristogeiton byli „wyzwolicielami”, którzy oswobodzili Ateny od złego tyrana, Hipparchosa. Prawda była jednak nieco bardziej skomplikowana… Po pierwsze, Hipparchos nie był tak naprawdę samodzielnym władcą, lecz współrządził ze starszym bratem, Hippiaszem. Po drugie, ci dwaj panowie nie rzucili się na Hipparchosa, by wyzwolić Ateny z niewoli, lecz by zemścić się za osobistą urazę. Po trzecie, w efekcie zabójstwa tyrania wcale nie upadła; Hippiasz utrzymał się u władzy, którą egzekwował dużo brutalniej, niż wcześniej. Wyrzucono go z Aten dopiero cztery lata później, i to tylko dzięki asyście Spartan, którym, jak można się domyślać, nikt pomnika nie postawił.

Dzieło Kritiasza i Nesiotesa jest bardzo dosłowne w przekazie. Obaj mężczyźni są nadzy (heroizacja), doskonale zbudowani (idealizacja), i kroczą przed siebie w obnażonym orężem (gotowość do walki, odwaga). Ta rzeźba, jak i powszechna adoracja, którą otoczono „tyranobójców”, w znacznym stopniu wypaczają prawdę. Pełen sukces polityki historycznej; Ministerstwo Prawdy byłoby dumne.

Dla mnie „Tyranobójcy” są symbolem tego, jak inna była demokracja ateńska od naszej; dużo jej bliżej było do dyktatury mas niż jakiemukolwiek państwu spod znaku czerwonej bandery. Chciałbym wierzyć, że dziś nie udałoby się takie przepisywanie historii, tworzenie bohaterów z próżni i budowanie im pomników… Ale może się mylę?

J. Szamałek

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. oczywiście, że się Pan myli. Wystarczy się rozejrzeć dookoła po pomnikach wystawionych w ostatnim dziesięcioleciu,

  2. Szczerze mówiąc było to pytanie prowokacyjno-retoryczne, i zdaję sobie sprawę, że lepienie bohaterów z niczego nie tylko nie jest Polakom obce, ale wręcz staje się naszą specjalnością…

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php