Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie

10.05.2010
poniedziałek

Łowicki pasiak a macedońska kausia

10 maja 2010, poniedziałek,

Odnoszę wrażenie, że większość Polaków postrzega nasze stroje ludowe jako obciachowe. O ile jeszcze na południu kraju kierpce i serdaki trzymają się mocno, to łowickie pasiaki mają w garderobie już tylko członkowie „Mazowsza”. Co więcej, podczas gdy kluby uczące salsy czy tanga pękają w szwach, ludzi rwących się do nauki oberka jest jak na lekarstwo.

Tak się rysuje sytuacja od Odry po Bug. Jednak nasi rodacy po drugiej stronie Atlantyku, mieszkający na stałe w Chicago, mają zgoła odmienne podejście do folkloru. W trakcie corocznych marszów organizowanych z okazji 3 maja, wiele osób wdziewa stroje ludowe, przebiera się za postaci historyczne, albo przynajmniej zakłada krwistoczerwone podkoszulki z białym orłem.

Źródło: Wikimedia

Z czego wynika ta różnica? Badania antropologów wskazują, że poczucie tożsamości z własnym kręgiem kulturowym wzmacnia się poprzez kontakt z ludźmi do niego nienależącymi. Oczywiście, ten efekt jest silniejszy przy jednoczesnej izolacji, gdy ludzie identyfikujący się z daną kulturą stanowią mniejszość. Wtedy zdajemy sobie sprawę, że nasze poczucie humoru, sposób myślenia, dieta czy wreszcie ocena historii nie są normatywne. Ludzie o innych korzeniach różnią się od nas, czasem do tego stopnia, że przebywanie w ich towarzystwie może prowadzić do poczucia dyskomfortu i budzić nostalgiczną potrzebę wrócenia na własne podwórko. Innymi słowy, polski emigrant przebywający np. we Francji, może mieć dość jedzenia nazbyt aromatycznych serów i dowcipów o Owernii, a z drugiej strony odczuwać potrzebę konsumpcji kaszanki i opowiedzenia żartu o Wąchocku.

Co więcej, mówią nam antropologowie, ludzie lubią znać swoje korzenie. Nie jest jasne, skąd taka potrzeba wynika – może znajomość własnej genealogii pozwala nam myśleć, że nie wzięliśmy się znikąd, że mamy swoje miejsce w kosmosie? – ale przejawia ją większość z nas. Słuchając rodzinnych historii, przeglądając pożółkłe zdjęcia ze strychu czy tworząc drzewa genealogiczne, szukamy kontaktu z ludźmi, których życie umożliwiło istnienie nas samych. Emigrantom ciężej zaspokoić tę potrzebę – nie zobaczą przecież huśtawki, z której spadła prababcia jak miała trzy lata, albo gdzie dziadek chodził na rurki z kremem; te miejsca są już odległe, nieosiągalne. Chyba dlatego Polacy mieszkający z dala od kraju odczuwają taki sentyment dla historii – próbują przekuć ją w utracone rodzinne korzenie.

Ta potrzeba identyfikacji, ekspresji swojego rodowodu widoczna jest na monetach królów Baktrii, greckiego państwa położonego na terenie dzisiejszego Afganistanu, o którym wspomniałem już wcześniej.

Źródło: Wikimedia

Obydwie prezentowane tu monety pochodzą z tego samego okresu, tj. pierwszej połowy II w. p.n.e. Z lewej widnieje awers monety Antiocha VI, króla imperium Seleukidów, które rozciągało się od brzegów Azji Mniejszej po daleki wschód, z prawej zaś – moneta Antimachosa I, władcy Baktrii.

Antioch VI jest wyidealizowany, z twarzą okoloną dziesiątkami precyzyjnie nakreślonych loczków, i przyozdobioną diademem – cienką tasiemką, symbolem władzy królewskiej – z którego wydobywają się promienie, atrybut boga słońca, Heliosa. Młody król postawił na wizerunek nad-człowieka, i choć jego portret wykonano w greckiej tradycji artystycznej, to nie ma w nim żadnych ikonograficznych oznaczników etniczności.

Antimachos I, z drugiej strony, wygląda zupełnie inaczej – jego twarz jest przedstawiona realistycznie, bez żadnych boskich atrybutów. Co więcej, król Baktrii ma na sobie nie tylko diadem, ale również prostą czapkę, znaną jako kausia. Ten element ubioru jest odpowiednikiem naszej konfederatki z pawim piórem, albo góralskiego kapelusika z muszelkami. Pojawia się on często w przedstawieniach ludzi prostych, natomiast na monetach królów innych państw nie występuje. Kausia baktryjskiego króla wykrzykuje: może żyję u stóp Himalajów, może nigdy nie widziałem Morza Śródziemnego, ale jestem Macedończykiem!

J. Szamałek

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 14

Dodaj komentarz »
  1. Czy aby nie noszą tej czapki w Afganistanie do dzisiaj?

  2. cóż, nie znam się na afgańskiej modzie…nawet jeśli mają tam podobne kapelusze, to wątpię, żeby mogło to mieć cokolwiek wspólnego z macedońską kausią.

  3. @ffatman:
    cie choroba, frapujace spostrzezenie,…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Szanowny Panie Redaktorze – mieszkam w USA od 12 lat ale urodzilem sie i dorastalem w Lowiczu (szkole srednia ukonczylem nawet w podlowickiej wsi). W moich wspomnieniach sprzed 20-25 lat lowickie stroje ludowe byly wciaz kultywowane w prywatnych garderobach – zarowno starszej jak i mlodszej generacji. To byl wrecz taki lokalny patriotyzm zeby do kosciola, na procesje Bozego Ciala ale i na szkolne, rodzinne czy lokalne uroczystosci wybrac sie w stroju lowickim. Odwiedzajac czasem Polske wciaz te stroje w Lowiczu i okolicy widze.
    Warto przemyslec kazde slowa przed jego napisaniem – w przypadku Pana artykulu to niegrozny chochlik, ale w wiekszosci przypadkow polskiego (i nie tylko ) dziennikarstwa to bezkarne i grozne w skutkach naduzycie.

  6. A zatem w pewnym sensie jesteśmy krajanami – moja prababcia pochodziła właśnie z okolic Łowicza. W moim domu do tej pory wisi piękny pasiak i chusta, w których przyjechała do Warszawy na początku XX wieku. Nigdy takiego stroju nie widziałem na żywo, choć parę razy w Łowiczu byłem. Oczywiście, nie prowadziłem intensywnych badań terenowych na ten temat, i z tego co Pan pisze w kwestii strojów łowickich się mylę; jeśli uraziłem Pana lokalny patriotyzm, to serdecznie przepraszam.

    Nadal jednak podtrzymuję tezę, że podczas gdy w wielu częściach Polski, a szczególnie w miastach, folklor nie cieszy się popularnością, albo wręcz postrzegany jest jako coś „obciachowego”, Polonia w Chicago ludowe tradycje z chęcią podtrzymuje, a nawet w pewnym stopniu wymyśla (na zdjęciach z ostatniej trzeciomajowej procesji widziałem mężczyzn przebranych za kosynierów – tak się chyba nigdzie w kraju nie paradowało?). Mam nadzieję, że przynajmniej z tą obserwacją się Pan zgadza. Pozdrawiam i zachęcam do dalszych odwiedzin!

  7. Pasiaki i zapaski nadal rzeczywiście nosi się w okolicach Łowicza, ale także w między Rogowem a Rawą Mazowiecką (widuje się je jadąc z Łodzi do Warszawy). Ludowe stroje widywałem także w Opoczyńskim, Kieleckiem i na Śląsku Cieszyńskim (i oczywiście na Podhalu). Głównie jednak na osobach starszych, przy okazji świat i niedzielnych wypraw do kościoła. Nie zmienia to jednak faktu, że większość polskiego społeczeństwa ma do nich stosunek ambiwalentny lub wręcz niechętny. Postrzegane są jako przejaw zacofania, obskurantyzmu, czegoś szalenie nie nowoczesnego i zacofanego. Może nam się to nie podobać, ale tak właśnie jest.
    Ale cóż – zauważyłem w wielu miejscach w sieci, że amerykańska Polonia chętna jest do pouczania Polaków żyjących w kraju o tym jak pielęgnować rodzime tradycje i przejawiać patriotyzm. Śmiem twierdzić, że to efekt przejęcia (pewnie nieświadomego) sposobów ekspresji tożsamości kulturowej i narodowej od środowiska lokalnego. A może to jakiś kompleks?
    Osobiście noszenie ludowych strojów podoba mi się. Jeżdżąc po Europie, zwłaszcza, w Austrii i Niemczech widywałem ludzi noszących stroje ludowe z okazji świąt czy uroczystości kościelnych i nie miałem wrażenia „obciachu” a raczej podziwiałem przywiązanie do lokalnych tradycji. Z tym, że wszystko powinno być robione z głową. Kiedyś pod Wieluniem widziałem „regionalny” zespół folklorystyczny w strojach „ludowych”. Okazało się jednak, że nikt tak na prawdę nie wie, jak w tym miejscu wyglądały stroje ludowe, bo tradycja nie przetrwała. Więc zmodyfikowano nieco „model” z sąsiedniego regionu…

  8. Dziękuję za komentarz; cieszę się, że ktoś się jednak zgadza z moimi wrażeniami nt. pozycji folkloru w Polsce:)

  9. Przypadkiem byłem w moim rodzinnym miasteczu w dniu odpustu na św. Wojciecha, który postrzegałem tak jak kilkadziesiąt lat temu, czyli dzień i uroczysty i do zabawy. Przechadzając się po zamkniętej na tej dzień zwykle ruchliwej ulicy, na której urządzono duży jarmark, zauważyłem spacerujących młodych i starszych ludzi ubranych w regionalne śląskie stroje. Ściągali na siebie tym przebraniem dużą uwagę spacerującego tłumu, a młode dziewczęta patrzyły na rówieśniczki w strojach z nieskrywanym podziwem i zazdrością. Takie stroje są bardzo piękne, jednak zakup jego wszystkich elementów jest niesłychanie kosztowny. Teza, że noszenie ludowego stroju to obciach, jest fałszywa, takie stroje kupują dla swoich dzieci zamożniejsi rodzice, albo są własnością regionalnych zespołów folklorystycznych.

  10. Panie Monteskiuszu,

    Widze, ze poczynil Pan odmienne ode mnie obserwacje – ale chyba za szybko kategorycznie Pan stwierdzil, ze moja teza jest „falszywa”?

    Napisalem, ze przekonanie o „obciachowosci” strojow ludowych podziela wiekszosc Polakow, ale nie wszyscy. Jak Pan pisze, w Pana rodzinnym mieście jest inaczej (ale Ślązacy w ogóle nie mają dużo silniejszego poczucia regionalnej odrębności, niż przeciętny Polak?), ale chyba nie oznacza to od razu, że większość Polaków ceni sobie folklor?

    Na pewno podejście do folkloru różni się w zależności od regionu, pokolenia, itd., nadal będę jednak bronił swoich – przyznaję, niepodpartych żadnymi badaniami – przekonań, że a) kultura ludowa nie cieszy się w Polsce przesadną popularnością b) Polonia, przynajmniej amerykańska, ma do niej dużo bardziej entuzjastyczny stosunek.

    Pozdrawiam!

  11. Dyskusja niepotrzebna. Uproszczę. Takie sentymenty folklorystyczne są tam, gdzie rozwija się marketing turystyczny.

  12. Dyskusja zakończona w sposób godny króla Salomona:)

  13. W kwestii prezentowanych monet: przy tak ostro, tak efektownie i tak pewnym tonem stawianych tezach trzeba być nieco ostrożniejszym w doborze materiału ilustracyjnego. Jeśli spojrzeć tylko na awers monety Antymacha, to wszystko wygląda może i tak, jak opisane w tej notce. Tyle że na rewersie mamy ciekawą legendę: ANTIMACHOU BASILEOS THEOU – czyli „[moneta] Antymacha, króla boga”. Baktryjski realizm przedstawień rzeczywiście jest niezwykły, ale nie niespotykany w innych królestwach hellenistycznych (nawet monety Antiocha IV miewają wizerunki zupełnie odmienne od prezentowanego). Co więcej, wcale nie oznacza on, że królowie baktryjscy nie postrzegali siebie jako deifikowanych władców – legenda rewersu wyraźnie o tym mówi, a wbrew pozorom ta kausia również, bo odnosi się nie tyle do kraju, ile do tradycji królewskiej i do pochodzenia z – jakże by inaczej – boskiego rodu. Więcej takich elementów jest na innych monetach baktryjskich.

  14. Nie do końca rozumiem Pani komentarz. Nigdzie nie piszę, że Antymach nie uważał się za boga – zauważam jedynie, że jego wizerunek na monetach bardzo mocno podkreśla macedońskie korzenie (mimo, że ów władca zapewne nigdy nie widział nawet morza śródziemnego), i że stawia na dużo bardziej realistyczny portret niż Antioch VI, nie ma w nim boskich elementów. Oczywiście, zdarzają się wyjątki, ale wydaje mi się – i nie tylko mnie, opieram się tu na szerokiej literaturze – że można w uproszczeniu powiedzieć, że monety baktryjskie przedstawiają władców w sposób bardziej realistyczny niż seleukidzkie. Gdzie tu błądzę?

    Nie jest to Pani pierwszy komentarz, jeśli dobrze pamiętam – wcześniej pisała Pani, kiedy blog był na domenie blox.pl. Odnoszę wrażenie, że jakąś szczególną przyjemność sprawia Pani wytykanie mi (rzekomych) błędów. Nie do końca rozumiem, gdzie w takim sporcie tkwi frajda; no ale jeśli jest to dobra zabawa to proszę się nie krępować i szukać dalej. Osobiście wolałbym po prostu przyjemną, koleżeńską dyskusję – zwłaszcza, że ewidentnie zna się Pani na rzeczy – no ale co kto lubi.

    Pozdrawiam,

  15. Jeśli chodzi o nakrycia głowy baktryjskich władców, nie do końca utrzymali oni tradycję ludowej kausii. Jeden z nich – Demetrios – portretowany jest ze skórą słonia na głowie. Inny zaś – Eukratides – wdziewał coś na kształt naszego góralskiego kapelusza, choć oczywiście wniosek o wspólnych korzeniach kulturowych baktryjskich Greków i podchalańskich górali wydaje się być niemozliwym do obrony.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php