Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie

12.02.2010
piątek

His Master’s Voice, His Master’s Askos

12 lutego 2010, piątek,

Nipper urodził się w 1884 roku w Bristolu. Źródła są podzielone co do jego rasy. Wedle większości badaczy był foksterierem bądź terrierem odmiany Jack Russel, ale niektórzy przypuszczają, że tak naprawdę był pitbullem. Cóż, jak wiele innych wielkich zagadek historii,  niczym przyczyna śmierci Napoleona, ta kwestia nigdy już chyba nie zostanie w pełni wyjaśniona.

O ile w Polsce o Nipperze mało kto słyszał, to w Anglii i Kanadzie zobaczyć go można na każdym rogu. Ten niepozorny burek figuruje bowiem na logo jednego z największych w tych krajach dystrybutorów albumów muzycznych i filmów – HMV, czyli His Master’s Voice.

Fot. Flickr

Żeby zapobiec wszelkim niedomówieniom, napomknę może, że Nipper nie był psem-samobójcą i nie zagląda do miniaturowej armaty, lecz wsłuchuje się w dźwięki dochodzące z gramofonu. I nie chodzi tu o jakieś polki i fokstroty, czy do czego tam tańczono w latach ’80 XIX wieku, o nie. Nipper nie jest w nastroju na takie rzeczy. On słucha głosu swojego zmarłego pana.

Właściciel Nippera, Mark Barraud, był zafascynowany gramofonami, i często używał ich do nagrywania swojego głosu. Gdy pewnego dnia, już po jego śmierci, brat Marka puścił jedno z takich nagrań, Nipper podszedł do gramofonu i przysłuchiwał mu się w skupieniu, a kiedy płyta się skończyła – zawył z tęsknoty.

Tak się złożyło, że brat Marka, Francis, był malarzem, więc postanowił uwiecznić tę poruszającą scenę. W efekcie powstał obraz pod tytułem Dog Looking At and Listening to a Phonograph.

Źródło: Wikimedia

Niedługo później prawa do obrazu zostały sprzedane firmie produkującej gramofony, i Nipper dołączył do psiego panteonu sław, gdzie zajmuje zaszczytne miejsce obok Reksia, Lessie i psa, który jeździł koleją. Nipper jest też symbolem największej psiej cnoty – wierności. Nawet w wiele lat po śmierci swego pana, jego głos wywołał w nim smutek i tęsknotę.

Psy były też obecne i w starożytności – w literaturze mamy więc trzygłowego Cerbera, psa Odyseusza, który zdycha szczęśliwy, poczuwszy po latach zapach swego pana, i psy Artemidy, a w sztuce – psy na mozaikach z Pompejów, psy na wazach z Aten, figurki psów z terakoty i różnych metali… Wszystkie one jednak bledną przy psie z Aleksandrii, którego chciałbym Wam dziś przedstawić (można go obejrzeć tu i tu).

Pies z Aleksandrii to mozaika. I to nie byle jaka, a z najwyższej półki – została wykonana przy zastosowaniu niezwykle rzadkiej i czasochłonnej techniki, zwanej opus vermiculatum – co w wolnym tłumaczeniu znaczy „na robaczka”. Ten oryginalny termin nawiązuje do malusieńkiego rozmiaru płytek, których użyto do produkcji – podczas gdy normalne mozaiki tworzy się przy użyciu kamyczków o szerokości np. 2-4 centymetrów, to Pies z Aleksandrii został wykonany z kawałków nie większych niż 0.2-0.3 centymetrów! Przypomina to trochę układanie puzzli z klikudziesięciu bądź nawet kilkuset tysięcy tycich fragmencików… Stworzenie takiej mozaiki wymagało ogromnej ilości czasu, talentu i pieniędzy.

Użycie tej techniki pozwala na uzyskanie niesłychanych rezultatów. Pies z Aleksandriijest pełen kolorów, detali, gry światła – zdecydowanie bliżej mu do obrazu niż do innych, kanciastych mozaik. Ale czemu tu się dziwić – Pies właściwie na pewno pochodzi z pałacu Ptolemeuszy, greckich władców Egiptu, których stać było na wszelkie ekstrawagancje. Większość tej królewskiej rezydencji znaduje się dziś albo pod wodą, albo pod warstwami późniejszych budynków, ale czasem, zupełnie przez przypadek, odnaleźć można cudem zachowane skarby świadczące o dawnym jej przepychu.

Mam wrażenie, że ta mozaika nie przedstawia jakiegoś-tam-psa, tylko Psa. Psa, który miał imię, który musiał być kochany tak bardzo, że jego pan postanowił unieśmiertelnić go takim wspaniałym dziełem. Kim był ten jegomość? Może Ptolemeusz I, który wraz z Aleksandrem przeszedł od Macedonii do Indii, widział na własne oczy śniegi Himalajów i pałace Persepolis, którego pewnie uczył sam Arystoteles? A może do jego syna, Ptolemeusza II, który założył bibliotekę aleksandryjską, bądź Ptolemeusza V, który kazał wykuć kamień z Rozety, klucz do hieroglifów? Czy pies umarł pierwszy i tęsknił za nim jego pan, czy może najpierw umarł człowiek, i pies z tęsknotą spoglądał na jego ulubiony biesiadny dzban?

Na żadne z tych pytań nie ma odpowiedzi, i nigdy zapewne ich nie poznamy. Przyjaźń króla i jego psa pochłonęły egipskie wody i piaski, a jedyne co po niej zostało to piękna mozaika…

J. Szamałek

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php