Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie

4.01.2010
poniedziałek

Pompejusz Swojski i Demetrios Rogaty

4 stycznia 2010, poniedziałek,

Czy Silvio Berlusconi zrobiłby karierę polityczną w Szwecji? Raczej nie. Jego atuty (twarda, granicząca z rasizmem postawa wobec imigrantów, opinia jurnego macho) nie zyskałyby zapewne wielkiego poklasku wśród Skandynawów, a jego wady, na które przymykają oko Włosi (seksistowskie dowcipy i seks-skandale, oskarżenia o korupcję, itd.) wywołałyby w Sztokholmie prawdziwy skandal.

Z drugiej strony, Fredrik Reinfeldt, premier Szwecji, wybrany w ogólnonarodowym plebiscycie „najbardziej podziwianym człowiekiem w kraju”, miałby mizerne szanse na podbicie serc Włochów. Spokojny, opanownay, żonaty, z trójką dzieci… wieje nudą. Gdyby przyjechał na palio w Sienie, protestowałby zapewne przeciwko wykorzystywaniu koni.

Ci dwaj politycy różnią się od siebie drastycznie, bo funkcjonują w odrębnych społeczeństwach, w których odmienne cechy są niezbędne do osiągnięcia sukcesów. Oczywiście Reinfeldt może być tak naprawdę nawet agalmatofilem, ale pozuje na statecznego ojca, bo to się Szwedom podoba. Berlusconi być może w wolnych chwilach recytuję Petrarkę (wątpię), ale w mediach jest macho, bo tego chcą Włosi.

W starożytności nie było rzecz jasna CNN, Corriere della Sierra czy Aftonbladet. Ani nawet konferencji prasowych. Antyczni politycy konstruowali więc swój image przy pomocy obrazów. Rzeźby starożytnych władyków są naładowane informacjami, one wręcz wykrzykują hasła wyborcze. Poniżej przedstawiam dwie takie rzeźby. Zobaczmy, co mają nam do powiedzenia.

Źródło: Wikimedia

Oto, proszę państwa, Pompejusz. I to nie byle jaki, tylko Wielki. Tak, dokładnie, nie dobry wojak Szwejk, tylko Pompejusz. Wielki.

Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zobaczyłem tę rzeźbę, nie mogłem się nadziwić, czemu Pompejusz dał się przedstawić jako wiejski głupek. Małe oczka, niezbyt inteligentny uśmiech, lekka nadwaga… Gdyby któryś ze współczesnych polityków wyszedł tak na zdjęciu, zawołano by zapewne speców od Photoshopa.

No dobrze, ale spróbujmy spojrzeć na tę rzeźbę bez kulturowych uprzedzeń. Ten portret był oficjalnym wizerunkiem Pompejusza, więc musiał mieć przekaz pozytywny. Przyjrzyjmy się raz jeszcze i szukajmy plusów. Realistyczne przedstawienie twarzy, wzrok skierowany bezpośrednio w stronę widza, uśmiech – wszystko to stwarza wrażenie przystępności, swojskości. Zmarszczone czoło było w starożytności symbolem zamyślenia, skupienia lub determinacji. Pompejusz jest więc przedstawiony jako człowiek pochylony nad problemami Rzymu, gotowy do akcji. Lekko zmierzwiona fryzura nawiązuje do portretów władców hellenistycznych (zwłaszcza przedziałek na środku, a la Aleksander), choć włosy są dużo krótsze niż u Greków, no i nie ma diademu. Czyli Pompejusz jest trochę jak król, ale nie do końca; cieszy się prestiżem króla, ale nim nie jest – i dobrze, bo Rzymianie na sam dźwięk słowa rex dostawali wysypki. Obraz, który się tu rysuje, pasuje doskonale do Pompejusza, którego znamy ze źródeł – swój chłop, który doszedł do władzy.

A teraz przedstawiamy kandydata numer dwa. Lubi purpurowe płascze, na randkę zabrałby Cię na galerę wojenną, a jego ulubiona zabawka to wieża oblężnicza. Wachlarz się odsłania, przed Wami Demetrios Poliorketes (do obejrzenia tu i tu)!

Jak widzicie, Demetrios postawił na zgoła inny image niż Pompejusz. Zmierzwione, dynamiczne włosy są typowe dla władcy hellenistycznego. Wzniesione do góry oczy, lekko uchylone usta i przekrzywiona głowa wskazują na stan uniesienia, ekstazy; sprawiają, że Demetrios wygląda nie nieobecnego, niedostępnego. Twarz jest wyidealizowana, przypominająca raczej rzeźby peryklejskich Aten niż portret (choć to może być wina rzymskiego kopisty). Płaszcz, zarzucony na ramiona, jest symbolem wojny, życia w żołnierskim obozie. A najciekawsze zostawiłem na koniec… Widzicie taki mały trójkącik, z lewej strony u góry? To nie szpiczasty loczek, a… róg. Byczka. Z drugiej strony głowy, schowany we włosach, jest drugi. Czemu Demetrios chciał, by przyprawiono mu rogi? Czyżby starożytni Grecy cenili mężczyzn znoszących niewierność partnerek? Oczywiście nie: rogi były symbolem nadludzkości, boskiej aury; widać je na niektórych przedstawieniach Aleksandra i innych królów hellenistycznych. Rogi byka były najczęściej łączone z Dionizosem, bogiem wina i ekstazy. A zatem Demetrios z tej rzeźby to pozujący na półboga szpaner i megaloman, który zna się na wojaczce i lubi się ostro zabawić. Dokładnie tak jest opisywany w źródłach (polecam zwłascza biografię pióra Plutarcha!), które lubują się w opisywaniu jego ekstrawagancji. Widać Grekom (a przynajmniej znacznej ich części) się to podobało.

J. Szamałek

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php