Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie Sztuka antyku - Starożytność jakiej nie znacie

5.12.2009
sobota

Rozgościć się w Afganistanie

5 grudnia 2009, sobota,

Żołnierze Forward Operating Base Airborne, położonej niedaleko szosy numer 1, łączącej Kabul i Kandahar, spędzili tegoroczne święto Dziękczynienia daleko od domu. W wielkim, ciemnobrązowym namiocie zawisły kolorowe wycinanki, plakaty ze zdjęciami ze Stanów, lampki. Kiedy wszyscy zasiedli do posiłku, sierżant Kevin Quinone chwycił gitarę i zagrał America the Beautiful. W oczach wielu żołnierzy, którzy przecież niejedno już widzieli patrolując rojące się od Talibów doliny Jalrez i Nerkh, widać było łzy. Prawie jak w domu (fotoreportaż NYT).

Nie oni pierwsi próbują oswoić góry Afganistanu. Cofnijmy się trochę w czasie…

Dawno dawno temu, a dokładniej mówiąc we wczesnych latach sześćdziesiątych, król Zahir Szach wybrał się na polowanie. Przemierzając wyschnięte równiny Afganistanu, monarcha i jego towarzysze zatrzymali się w małej wiosce o tajemniczo brzmiącej nazwieAi Khanoum, co po Uzbecku znaczy „Pani Księżyc”. Oczy króla przykuł dziwaczny kamienny stół, przy którym siedziało kilku starszych mężczyzn. Wyglądał on mniej więcej tak:

Źródło: Wikimedia

Król Zahir był mądrym człowiekiem, więc szybko zdał sobie sprawę, że dziwny stolik jest tak naprawdę wielkim kapitelem kolumny. W porządku korynckim. Tak, dokładnie. Grecka kolumna w Afganistanie. Nie trzeba być geniuszem, żeby zdać sobie sprawę, że to dość niecodzienne odkrycie. Król Zahir kazał więc miejscowym pokazać, skąd wytrzasnęli rzeczony kapitel. Wkrótce ruszyły wykopaliska, kierowane przez Paula Bernarda. Jak się okazało, kolumn takich było dużo więcej. Tak z parę setek więcej.

Co w Afganistanie robili Grecy? Przyciągnął ich tam rzecz jasna Aleksander Wielki. Jak wskazuje jego przydomek, król ten cierpiał na wyjątkowy przerost ambicji. Kiedy już rozłożył na łopatki Persów, nadal mu było mało, więc pchał się nadal na wschód. Po drodze, poza mordowaniem i piciem, zajmował się zakładaniem miast, które zazwyczaj nazywał na swą cześć. Albo swojego konia. Część z nich powstała w Baktrii (starożytna kraina, w której część wchodził dzisiejszy Afganistan), i jednym z nich było zapewne Ai Khanoum.

Greckim osadnikom, którzy wylądowali w Baktrii, nowy dom niespecjalnie się spodobał. Było albo nieznośnie gorąco, albo upiornie zimno, a od morza śródziemnego, które było centrum ich świata, dzieliło ich parę tysięcy kilometrów. Nic dziwnego, że postanowili wrócić. Niestety, okazało się, że Aleksander nie przyjmuje reklamacji. Zbuntowanym osadnikom wyperswadowano, w sposób wyjątkowo brutalny, wszelkie marzenia o przeprowadzce. Miasta w Baktrii były potrzebne – jako centra polityczne, komercyjne i militarne. Greccy osadnicy, czy im się to podobało, czy nie, musieli w Baktrii zostać. Spróbowali się więc tam wygodnie urządzić, ale nie przestali tęsknić za domem.

Tę tęsknotę za domem widać dość wyraźnie w materiale archaeologicznym. Rzućmy na przykład okiem do skarbca pałacu. Poza różnego rodzaju precjozami, których można byłoby się w takim miejscu spodziewać (monety, biżuteria, talerze ze złota i kości słoniowej, itd.), znaleziono w nim nieco bardziej zaskakujące przedmioty.

W jednym z pokojów znajdowały się amfory na wino i oliwę. W innych greckich osiedlach takich amfor znajduje się tysiące, i walają się one dosłownie wszędzie. W Ai Khanoum były one jednak trzymane pod kluczem, traktowane na równi ze sztabami złota. Czemu? Otóż w Afganistanie zimy są zbyt surowe, by hodować drzewa oliwne bądź winorośl. To musiał być prawdziwy cios dla nowoprzybyłych Greków – wino i oliwa były  przedtem podstawowymi składnikami ich diety. Teraz, kiedy trzeba je było sprowadzać z odległych o tysiące kilometrów miast, były na tyle drogie, że mogli nimi raczyć swe podniebienia tylko najbogatsi, a to i tak tylko od święta. To trochę tak, jak gdyby polscy imigranci w Anglii trzymali w sejfach słoiki kwaszeńców i butelkę żytniej…

W następnym pokoju skarbca natrafiono na ślady pałacowego archiwum. Większość papirusów rozleciała się rzecz jasna na proch, pozostały po nich tylko pieczęcie. Kiedy jednak otworzono najniższą warstwę, okazało się że część papirusów odcisnęła się w ziemi.

Większość z nich to różnego rodzaju kontrakty i archiwa, które zainteresują tylko nudziarzy od historii gospodarczej. Jeden z odciśniętych papirusów był zupełnie inny: zawierał fragmenty filozoficznej rozprawy. Znów, skarbiec nie jest miejscem gdzie można by się spodziewać takiego znaleziska. Ale w Ai Khanoum, które leżało tak daleko od reszty greckiego świata, każdy manuskrypt był na wagę złota. Ten filozoficzny traktakt musiał być dla mieszkańców Ai Khanoum równie cenny jak polskie książki dla sienkiewiczowskiego latarnika.

Mieszkańcy Ai Khanoum chcieli mieć dostęp do takich samych rozrywek, jak ich krewni w Atenach czy Pelli. Ich miasto miało własny teatr i gimnazjon, czyli miejsce z salami do ćwiczeń fizycznych, jak i wykładów i lekcji (kiedyś wam napiszę o graffiti uczniów z podstawówki w Priene!). O ile architektura tego miasta wykazuje wiele wchodnich wpływów (choćby w samym pałacu), to charakter miejscowej sztuki był zdecydowanie grecki; co więcej nie trąciła ona prowincjonalizmem, lecz nadążąła za trendami z Grecji. Rzućmy okiem na parę przykładów:

Źródło: Wikimedia. Od lewej do prawej:

stela grobowa; rzeźba twarzy z pałacu/ statuetka Heraklesa, herm z gimnazjonu

Mieszkańcy Ai Khanoum zdobili swoje miasto tak, jak ich pobratymcy mieszkający w Europie, ich miasto również roiło się od rzeźb z brązu (znaleziono dziesiątki ich fragmentów), stawiali nad grobami takie same kamienna stele.

Jednak Grecy z Ai Khanoum nie byli wolni od miejscowych wpływów. Główny religijny budynek miasta, tzw. świątynia Wklęsłych Nisz, nie miała nic wspólnego z tradycjami greckiej architektury, wyglądałą raczej jak gdyby przeniesiono ją żywcem z okolic Babilonu. Co więcej, niektóre ze znalezionych w nich przedmietów sugerują, że religia Greków z Ai Khanoum była pod silnym wpływem miejscowych wierzeń. Widać to wyraźnie na srebrnym talerzu znalezionym we spomnianej świątyni:

Źródło: Wikimedia

Został on wykonany w greckim stylu, i przedstawia boginię Kybele w rydwanie zaprzężonym w lwy i Heliosa. Jest w nim jednak mnóstwo nie-greckich elementów: sługa niosący parasol, z lewej strony, należy do ikonografii perskiej, lwy również wyglądają zdecydowanie nie-grecko i więcej mają wspólnego z tradycją wschodnią. Ale najbardziej uderzająca jest prawa część sceny: kapłan przy irańskim ołtarzu ognia.

O Ai Khanoum mógłbym pisać jeszcze wiele, ale ta notka i tak jest już przydługa. Miejmy tylko nadzieje, że Amerykanie będą w Afganistanie siedzieć krócej niż Grecy…

J. Szamałek

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Ciekawy artykuł, choć pozostawia pewien niedosyt Autor opisując znalezisko archeologiczne a niektóre jego elementy dość szczegółowo nie wspomina o niezwykłym kontekście historycznym Otórz Grecy w Baktrii nie przebywali czasowo jak sugerowałoby ostatnie zdanie tekstu stworzyli oni na tych terenach po rozpadzie monarchii Aleksandra samodzielne państwo, które rozwijało się w izolacji od innych państw hellenistycznych (odległość oraz powstanie na terenie Persji państwa partyjskiego) i o którym tak naprawdę wiemy stosunkowo mało głównie z wykopalisk archeologicznych. Na terenie Bartrii wykształciła się bardzo ciekawa eklektyczna kultura łacząca elementy greckie z perskimi i miejscowymi (ziemie Baktrii przed przybyciem Aleksandra nie stanowiły bynajmniej „ziemi niczyjej” gdyż wchodziły w skład monarchii perskiej) a także z wpływami sztuki hinduskiej Warto przypomnieć choćby znacznie późniejsze posągi Buddy (zniszczone przez Talibów) w których historycy sztuki odnajdują wpływy greckie.

  2. Bardzo bym chciał opanować sztukę powiedzenia wszystkiego co na dany temat jest istotne w 500 słowach, ale mimo szczerych wysiłków na razie mi się ta sztuka nie udaje.

    Jednak obstawałbym przy tym, że Grecy przebywali w Baktrii czasowo – pojawili się tam pod koniec wieku IV-ego, na dobre usadowili się w III, a pod koniec II już ich pewnie całkiem rozgromiono – cóż to jest przy historii Azji?

    Dalej – nie przesadzałbym z izolacją, oczywiście było daleko, ale epigrafia potwierdza, że goście z Grecji wpadali; z Seleukidami baktryjscy Grecy się tłukli, baktryjska monarchia rozwijała się podobnie jak inne monarchie hellenistyczne (vide monety), itd.

    Oczywiście Baktria nie była przed przyjazdem Greków ziemią niczyją, ale też chyba nic podobnego nie sugerowałem?

  3. Rzeczywiście z tą „ziemią niczyją” nieco przeholowałem Rzeczywiście niczego takiego Pan nie sugerował
    A co do czasowości to jeśli przyjmiemy, że mieszkający tam Grecy pozostawali Grekami dopóty zachowywali helleńską tożsamość i elementy kultury a potem gdy te zanikały stopniowo się „rozpływali” w miejscowym żywiole, to można mówić o tymczasowości. I nie mówiłem o braku kontaktów. Jednak będę podtrzymywał tezę o izolacji Kontakty wojenne czy handlowe nie zmieniają faktu, że Baktria funkcjonowała na peryferiach ówczesnego świata hellenistycznego, co z jednej strony stanowiło pewną wadę a z drugiej zaletę, co widać w „pomieszaniu” kulturowym.

  4. Pingback: Sztuka antyku » Archiwum bloga » Łowicki pasiak a macedońska kausia

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php