Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

20.08.2012
poniedziałek

Miasto popiołów

20 sierpnia 2012, poniedziałek,

Nazwa „Mirmeki” brzmi swojsko w uszach polskiego archeologa. To w tym małym, założonym przez Greków na wschodnich krańcach półwyspu krymskiego miasteczku profesor Kazimierz Michałowski prowadził swoje pierwsze powojenne wykopaliska, w trakcie których odkryto między innymi pochodzącą z pierwszych wieków naszej ery wytwórnię wina. Obiekty z Mirmeki przedstawiono szerszej publiczności w wystawie w Muzeum Narodowym w 1957, gdzie wiele z nich znajduje się do tej pory.

Mirmeki dziś; fot. Autor

Pomimo wieloletnich badań, kontynuowanych do dziś przez archeologów rosyjskich, Mirmeki pozostaje stanowiskiem pełnym zagadek. Po części wynika to z jego słabego zachowania – do czego walnie przyczyniły się przebiegające tam w czasach II wojny światowej walki – a po części z tego, że niektóre z odkryć stawiają więcej pytań, niż dają odpowiedzi.

Najbardziej intrygującym odkryciem jest bez wątpienia gruba na kilka metrów warstwa popiołu, która zalegała w samym centrum miasteczka, w wykopie „I”. Mimo, że natrafiano na nią po raz pierwszy już w połowie poprzedniego wieku, dopiero niedawno rosyjskim archeologom udało się dokładnie zrekonstruować historię jej powstania i pełne wymiary. Co ciekawe, jej początki zdają się nie być powiązane z żadnym drastycznym wydarzeniem, a jej funkcjonowanie przypada na okres ogólnego rozkwitu miasta.

W najstarszych warstwach wykopu I odkryto skromny, składający się z kilku pomieszczeń budynek powstały ok. 500-450 p.n.e., to jest mniej więcej pięćdziesiąt lat po założeniu samego miasta. Jako, że w jednym z pokoi znaleziono kamienny ołtarz, rosyjscy archeolodzy przyjęli, że odkryta przez nich konstrukcja służyła jako świątynia. Pomiędzy 450 a 400 r. p.n.e. została ona przykryta grubą na 70cm, pokrywającą blisko 130 m2 warstwą popiołu – mimo, że w samej świątyni nie odnaleziono śladów pożaru. W tej warstwie odnaleziono ponad 13, 000 fragmentów ceramiki (głównie amfor transportowych), 800 kawałków kości i blisko 30 lampek – jak również szkielet dużego psa, połówkę amfory wbitą w popiół dokładnie nad ołtarzem, i skorupkę z graffiti z imieniem Afrodyty.

W IV w p.n.e. na tej warstwie wzniesiono kolejny budynek, który jednak niedługo po powstaniu został również pokryty popiołem. Ta nowa warstwa była dużo grubsza – miejscami osiągała nawet 3m grubości – i pokryła jeszcze większą powierzchnię, blisko 500 m2. Znalezione w niej obiekty przypominały charakterem te odkryte w poprzednim złogu popiołu, z tym wyjątkiem, że tym razem pojawiły się wśród również monety. Nie zabrakło też graffiti – odnaleziono dwie skorupy z napisem „hier[os]” („czczony”, „święty”) i jedną z dłuższym tekstem, mówiącym o ofiarze złożonej przez niejakiego Hieraiosa.

Co więcej, w ostatnich latach rosyjscy archeolodzy odkryli kolejne dwa tajemnicze depozyty popiołu – tym razem tuż po dwóch stronach drogi prowadzącej na domniemany akropol miasta. Jeden z nich został poddany badaniom, które pozwoliły ustalić jego ramy czasowe na koniec epoki klasycznej i początek hellenistycznej. I tym razem odkryto wiele fragmentów ceramiki i kości, jak również terakotowe statuetki siedzącej bogini oraz blisko siedemset monet. Najbardziej uderzającymi znaleziskami były jednak pochówek dziecka w amforze oraz szkielet psa.

Interpretacja tych depozytów popiołu jest niełatwa. Ewidentnie nie są one pozostałością po pożarze – nie odkryto bowiem śladów gwałtowanego ognia, ponadto przekrój warstw świadczy jednoznacznie o tym, że narastały one stopniowo. Ciężko również widzieć w nich śmietniki – po pierwsze, nagromadzona ilość popiołu jest tak wielka, że zdaje się on być efektem umyślnej produkcji, a nie tylko skutkie ubocznym. Ponadto – kto by chciał mieć wielki śmietnik w centrum miasta? Na pewno nie przeciętni Grecy, którzy dbali o centra swoich osiedli, stanowiących rdzeń ich życia publicznego.

Jak to zwykle bywa, kiedy archeolodzy nie są w stanie znaleźć logicznego wytłumaczenia dla swoich znalezisk, wysunięto też interpretację o znaczeniu religijnym owych złogów popiołu, w której kluczową rolę odgrywają wspomniane graffiti o wydźwięku religijnym, a także kości psów, które w kontekstach rytualnych pojawiają się również choćby w Eretrii i greckich osadach na Sycylii. Omawiane warstwy mogły być zatem pozostałościami po jakichś religijnych rytuałach bądź nawet centrum kultu.

Nawet jeśli przyjmiemy taką interpretację – problemy się mnożą. Grecy używali co prawda ołtarzy wykonanych z popiołów; starożytni historycy wspominają o nich w opisach Olimpii czy Likajonu a archeolodzy odnaleźli je w sanktuariach w Agios Elias czy Didymie. Warto jednak zauważyć, że wszystkie one pochodzą z terenów poza-miejskich – podczas gdy w Mirmeki popiół usypano w samym centrum miasta – i wznoszono je koło światyń, a nie na nich.

wykopaliska w Mirmeki w XIX wieku; źródło: Wikimedia

Klucz do tej zagadki może znajdować się w osiedlach lokalnych plemion zamieszkująych podówczas stepy dzisiejszej Ukrainy. Okazuje się, że w wielu z nich również znaleziono grube depozyty popiołu (zwane przez Rosjan zol’niki), które często funkcjonowały przez dziesięciolecia bądź nawet stulecia, i w których również znaleziono wiele fragmentów ceramiki i kości. Ich religijny, albo co najmniej poza-praktyczny charakter sugerują szkielety koni, psów a czasem i ludzi znalezione w ich najniższych warstwach, jak i fakt, że czasami usypwano je w kręgach. Podobnie jak w Mirmeki, takie kopce popiołów przykrywały często budynki.

Choć nie sposób być stuprocentowo pewnym, można pokusić się o stwierdzenie, że podobieństwa pomiędzy depozytami popiołu w Mirmeki i lokalnych osadach są zbyt daleko idące, by być przypadkowe. Najprawdopodobniej należy widzieć w nich zatem pośredni bądź bezpośredni wpływ członków miejscowych plemion, których obecność na terenie Mirmeki i całego Królestwa Bosporskiego, sugerują dane epigraficzne i materiały z nekropolii.

Taka interpretacja pociąga za sobą wiele ciekawych konkluzji. Przede wszystkim, pojawienie się obcego w formie rytuału którego elementem było gromadzenie popiołu musiało dramatycznie odmienić charakter Mirmeki. Pokrywająca 500m2, dymiąca warstwa musiała wpłwać na fukcjonowanie tkanki miejskiej, definiowała wygląd, a zapewne także i zapach centrum osiedla. Dla przybysza z innej części greckiego świata złogi popiołu były uderzajcym odstąpieniem od greckich tradycji.
Kopce popiołu z Mirmeki mogą powiedzieć nam na temat interakcji pomiędzy Grekami a lokalną społecznością dużo więcej, niż materiał z pojedyńczych grobów czy domostw. Podczas gdy decyzja o tym, co umieścić w danym pochówku czy budynku należy do jednostki czy grupy jednostek, organizacja przestrzeni publicznej jest w gestii elit bądź szerszej grupy, obejmującej znaczną część społeczeństwa. To, że centrum Mirmeki tak dalece odbiegało od greckich standardów świadczy o tym, że zewnętrzny wpływ dotknął nie tylko pojedyńczych osób, ale był istotnym elementem kultury tego osiedla.

Wykopaliska z Mirmeki, podobnie jak badania w wielu innych podobnych osiedlach od dzisiejszej Hiszpanii do Afganistanu, pokazują, że greccy osadnicy byli dalece bardziej otwarci na wpływ „barbarzyńskich” sąsiadów, niż niegdyś uważano. Wymiana kulturowa w tym okrese nie była jednostronną „Hellenizacją”, która prowadziła do przejęcia zaawansowanej kultury przez prymitywne społeczności, lecz raczej obustronnym procesem, dokładna dynamika którego zmieniała się w zależności od kontekstu.

J. Szamałek

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. A kiedy już uda się wykazać skuteczność obrony antyrakietowej, o której tak marzą polscy politycy i naród(?), i za 1005 lat poziom radioaktywności między Odrą i Bugiem spadnie do znośnego poziomu.. Wtedy skośnoocy archeologowie rozkopując wielometrowe warstwy popiołu znajdą w świątyniach z tamtych czasów ślady wpływów barbarzyńskich oczywiście sąsiadów w postaci zeszkliwionych tabliczek z napisami Carrefour, Jean, Media Markt, Lidl. Analiza ich znaczenia zajmie wiele lat i nie da jednoznacznych wyników bo jednemu z archeologów laserowa łopata omsknie się głębiej i odkryje tabliczkę z napisem „Boh cara chranit”.. Wielka będzie konsternacja i zamieszanie.

    (Tyle na temat ostatniego akapitu. To ogólne uwagi i wpadam w trollowanie.)

  2. To nie trollowanie, tylko postapokaliptyczne science-fiction 😉

  3. Bardzo ciekawy wpis. Uwielbiam to mniej oczywiste i niezbyt popularne oblicze starożytności, opowieści z rubieży antycznego świata i przenikanie się kultur.
    Przypomniał mi się dymiący kopiec popiołu usypany przez ateńskich Scytów z Pana powieści. To właśnie był przykład zol’nika?

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Domyslam sie, ze popiol pochodzenia wulkanicznego zostal wyeliminowany, jak i okresowe pozary stepow.

  6. @ pajon: cieszę się, że wpis się spodobał, mimo, że jego formuła była dla blogu nietypowa. I faktycznie, na takich właśnie kopcach wzorowałem się opisując zachowania Scytów w książce:) (swoją drogą- niedługo druga część;)

    @ magistervetus: jedno i drugie zostalo wyeliminowane.

  7. Nowoczesna archeologia i genialne odkrycia
    Pana artykuł prowokuje mnie do zupełnie innych rozważań na temat ludów ze stepów Ukrainy. Jeśli to niszczy blog, proszę napisać i przestanę.

    Wszyscy znają króla Artura i rycerzy Okrągłego Stołu. Dociekania, czy istniał były dla mnie nudne. Do wczoraj. Młody badacz wpadł na genialny pomysł. Zebrał z przekazów wszystkie znamiona króla Artura i przegonił przez bazy danych obiektów archeologicznych. Wszystkie warunki spełnił tylko obraz wojownika Sarmaty z II w. Sarmaci to lud stepowy z długiej tradycji najazdów na Rzym. Od Teutonów po Hunów. Byli nie do pokonania bo wyprzedzali techniką walki Europę o 1000 lat (Genialne). Wciągali w zasadzkę po czym rozbijali konno Rzymian długimi lancami. Przebijali nimi pancerze piechoty. To technika rycerzy znana dopiero ze Średniowiecza.
    Około 175 rzymski generał pokonał Sarmatów. Nie dał się wciągnąć i stworzył mur z tarcz i dzid. Ale nie wybił Sarmatów tylko (Genialne) wcielił do armii rzymskiej, a ci byli mu wierni na zawsze. Trzy i pół tysiąca z nich wysłano do Brytanii do obrony Limesu w Szkocji. Powodem wierności była religia, a boga przedstawiał miecz wbity w gliniastą stepową ziemię. Nie do wyciągnięcia. No ale generał rzymski ten miecz (jak?) wyciągnął zapewniając sobie pozycję boską.
    Pozostaje jeszcze imię generała, nigdzie nie wymieniane. Tutaj pomocny okazał się nagrobek w Splicie (Genialne), miejscu zamieszkiwania rzymskich prominentów na emeryturze. I brzmi ono Artorius albo Artos.
    Zadziwiające jest jeszcze, o czym była tu mowa: że niewiele później, po odejściu Rzymian mieszkańcy Brytanii byli tak zadowoleni z życia, że do obrony musieli przyjąć Germanów. A król Artur wyszedł z jeziora i zaczął bronić Brytów przed Germanami.
    Wyobrażam sobie tytuły w prasie: Polak-Sarmata zbudował dwór króla Artura.

  8. Vera
    22 sierpnia o godz. 13:58

    Masz o tej wersji legendy nawet film…..

  9. Jakiś czas temu natrafiłem na informację, że wszystkie (większość) dotychczas obowiązujących w USA przepisów przeciwpożarowych – w sensie wskazówek dla strażaków jak się zachowywać w czasie pożaru, jakie są czasy spalania różnych materiałów, czasy wypełniania pomieszczeń dymem, otwierania czy nie otwierania okien, sposobów uciekania ludzi z pomieszczeń, itd. były oparte w dużej mierze na „przekazach ustnych”, czyli na mitach. UL od jakiegoś czasu zajmuje się niczym innym jak tylko budowaniem wielkich makiet domów, garaży i mieszkań, meblowaniem ich, wyposażaniem w realne sprzęty i podpalaniem. Po to aby sfilmować pożar z wielu kamer, pomierzyć czasy, rozpływ gazów, rozkład temperatur, zmiany w wytrzymałości strukturalnej poszczególych elementów konstrukcji, ogólnie zmianę wszystkich tych parametrów pod wpływem np. otwierania i zamykania otworów jak drzwi czy okna albo polewania wodą czy pianą.

    A więc (kosztowny bo kosztowny) ale jednak eksperyment ponad zakorzenione od dawna przekonania bez weryfikowanych źródeł.

    Czy archeolodzy też próbują weryfikować swoje hipotezy za pomocą eksperymentu?
    To może zabrzmieć naiwnie, bo jak zasymulować półtora tysiąca lat rozpadu węgla C14, ale może czegoś się jednak da nauczyć w ten sposób?
    Dorzucę jeszcze garść pytań ignoranta:
    Czy wiadomo jak odróżnić popiół „ruszany” (przesypywany, nasypywany, zniesiony w dane miejsce z innego miejsca) od wytworzonego w tym miejscu? Tzn. czy potrafimy ustalić czy obecnośc piopiołu dowodzi tego, że coś musiało być w danym miejscu spalone czy np. został ten popiół przyniesiony w wiadrze?
    Czy potrafimy powiedzieć co sie spaliło? Np. dom/budynek gospodarski czy stos pogrzebowy? Zarówno na podstawie analizy fizyko-chemicznej jak i innych znalezisk. Np. wyobrażam sobie, że jeżeli belki w domu były łączone metalowymi klamrami, to w „kupie nieruszonego popiołu” powinny być (dajmy na to) cztery klamry ułożone mniej więcej w kwadrat. Drewno zresztą też nie zawsze spala się „do końca” co wie każdy, kto usiłował (w warunkach domowych ;-)) produkować węgiel drzewny (-> proch) Ja wiem, że starożytni mieli wyższe umiejętności i możliwości w zakresie wyrobu węgla drzewnego od dziesięciolatka mieszkającego w bloku, ale może warto „super dokładnie” przyjrzeć się temu „popiołowi”? Mam na mysli najnowocześniejszą aparaturę.

  10. dwa i pół tysiąca lat … p.n.e.

  11. Od dawna nie goscilem na blogu Szanownego Autora, z wielu powodow, lecz przede wszystkim – podrozy nie pozwalajacych mi na napisanie tutaj czegos istotnego, a nawet na przeczytanie z uwaga wpisow Autora.

    Jesli chodzi o „miasto popiolow”, to przypominam sobie dosc dawne opracowanie, postulujace teze kontroli insektow (Hakbijl, T. & M. de Groot (1997). Insect remains from Willem Barents’ 1596 Arctic exploration preserved in „Het Behouden Huys”, Novaya Zemlya – with notes on the medicinal use of Cantharides. In: Quarternary Entomology – An Inordinate Fondness for Insects. Quarternary Proceedings, 5. John Wiley & Sons Ltd., Chichester, pp. 129-134.).

    Byc moze to bledny trop, bo warstwa popiolow znajduje sie w srodku miasta i jest zbyt znaczna, by uzasadnic taki cel, ale rzecz (byc moze) – warta rozpatrzenia.

    Z niecierpliwoscia czekam na druga czesc powiesci. Pierwsza byla swietna, bo napisana zupelnie z innego punktu widzenia. Nie wiem, czy tak mysleli starozytni Grecy, ale wydaje mi sie to bardziej zblizone do rzeczywistosci niz dziela Graves’a, czy Iggulden’a. Co prawda, to o Rzymianach, a nie Grekach, ale w koncu kultura rzymska wyrosla na greckiej.

    Jak zwykle staram sie skracac, wiec oczywiscie moja opinia to telegraficzny skrot.

    @ Vera – 20 sierpnia o godz. 11:53

    Szanowna Pani Vero, czemu jest Pani tak strasznie pesymistyczna? Jaka obrona rakietowa? Jakby sie cala Polska sprezyla, to zestrzeli jedna rakiete – z procy. Polska nie ma technologii aby zbudowac tarcze rakietowa, a nawet – gdyby miala – to nic to nie da. Jako Polacy, jestesmy dalej skazani na laske sasiadow i sojuszy, ktore zadzialaja, badz nie. Nie przejmowalby sie za bardzo, wolalbym aby przyszli archeolodzy znalezli tabliczke z napisem Carrefour, niz Mein ehre ist treue.

    Jakos „Biedronka” brzmi przyjazniej niz klamra pasa z piecioramienna gwiazda, choc niby „Biedronka” tez nalezy do rodziny zukow, ktorej kontrole populacji mialy sluzyc popioly.

    Pozdrawiam.

  12. igrzyska:
    trafiony oszczepem sedzia
    chyli sie ku ziemi

  13. topienie marzanny bylo (energetycznie rzecz biorac) bardziej ekonomiczne
    i dlatego sie przebilo 😉

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php