Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

5.02.2010
piątek

Starożytność w kolorze

5 lutego 2010, piątek,

Zbiory British Museum są tak bogate, że zwiedzający je turyści nie mają szansy zapoznać się ze wszystkimi wystawionymi w nim eksponatami. Ale prawie każdy, kto przekroczy jego dostojne progi, znajduje choć chwilkę by zajrzeć do Duveen Gallery, gdzie znajdują się słynne rzeźby z Partenonu. Większość badaczy antyku doznaje spazmów rozkoszy od samego patrzenia na nie; ja osobiście uważam, że są dość nudne, ale nie o tym dzisiaj będzie…

Źródło: Wikimedia. Duveen Gallery, British Museum

Gdybym miał opisać tę galerię jednym słowem, powiedziałbym – „biała”. Wszystkie zebrane w niej rzeźby są tak jasne i czyste, że mogłyby występować w reklamach farb Śnieżki, albo jakiegoś cudownego proszku do prania. Podejrzane. Można by przypuszczać, że kamienie, które znosiły ponad dwa tysiące lat upałów i deszczy, przeżyły najazdy Gotów, Alanów i innych niezbyt kulturalnych turystów, weneckie ostrzały i tureckie zaniedbanie będą miały trochę inną tonację.

Zajrzyjmy zatem do archiwów. Oto list napisany w 1838, opisujący „konserwację” tych zabytków:

Marmury były zasadniczo bardzo brudne…Przy użyciu nasączonych wodą szmatek i gąbek udało się usunąć najgorsze zabrudzenia…Użyłem też drobnego, twardego pyłu…który usunął co prawda wierzchnią warstwę zanieczyszczeń, ale zostawił część brudu…W końcu zastosowałem kwas azotowy, ale i to nie zadziałało… Zaczynam wątpić, czy kiedykolwiek będzie można wystawić te marmury w British Museum czyste i białe, w ich pierwotnym stanie”.

Oj, pudło. Pierwotny stan tych kamieni był tak daleki od białości, jak to tylko możliwe, one były pstrokate jak kolorowanka przedszkolaka, pisanka daltonisty, garderoba hipisa! I tak nadgorliwy konserwator, goniąc za platoniczną bielą, starł patynę dziejów i resztki farb, które kładł może jeszcze sam Fidiasz et consortes.

No dobrze, ale skąd wiadomo, że starożytne rzeźby faktycznie malowano? Źródeł jest wiele… Tak wiele, że nasi dziewiętnastowieczni praszczurowie musieli praktykować niezłą intelektualną woltyżerkę, żeby przymknąć oczy na taką oczywistość.

Po pierwsze, niektóre z tych rzeźb, które miały szczęście trafić na mniej skrupulatnych konserwatorów, zachowały część pierwotnej dekoracji. Ciężko w to uwierzyć, ale na niektórych statuach wciąż trzyma się farba, po 2500 lat! Poniżej jedna z tzw. korai, czyli archaicznych greckich rzeźb przedstawiających kobiety:

Źródło: Wikimedia

Nie trzeba być Sherlockiem Holmesem, żeby dostrzec tu ślady farb. Nie zawsze jednak jest tak łatwo, czasami resztki pigmentu są widoczne tylko w podczerwieni lub ultrafiolecie (nie pytajcie mnie czemu, jedynym działem fizyki, na którym się jako tako znałem, było wychowanie fizyczne). Czasami, choć po farbie nie ma najmniejszego śladu, dostrzec można nacięcia na kamieniu które służyły malarzowi jako wskazówki. Wszystko to pozwala nam zrozumieć, jak rzeźby były malowane, ale ciężko jest dokładnie zrekonstruować konkretne kolory – zachowane na statuach farby są na to zbyt wyblakłe albo przebarwione.

Ale tu w sukurs przychodzi nam drugi rodzaj świadectw: przedstawienia rzeźb w innych mediach (np. na malowidłach ściennych, wielokolorywch malowanych wazach) bądź przedmioty nimi inspirowane. Do tej kategorii należą np. starożytne odpowiedniki lalek Barbie, czyli tzw. Tanagry. Poniżej jedna z nasłynniejszych z owych statuetek – tak zwana Błękitna Dama z Luwru.

Źródło: Wikimedia

Ta statuetka, podobnie jak karykatura Spinaria z poprzedniego wpisu, została wykonana z wypalonej gliny, na której farba zachowuje się dużo lepiej, niż na kamieniu. Możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa założyć, że rzeźby malowane były w podobny sposób, co Błękitna Dama – żywymi, intensywnymi kolorami.

Kolejnym źródłem wiedzy na temat malowania rzeźb są starożytne teksty. Pauzaniasz, autor pierwszego w dziejach przewodnika turystycznego, wspomina czasem, że rzeźby które widział były malowane. Potwierdza te obserwacje też Pliniusz Starszy, który w jednym z rozdziałów monumentalnej Historii Naturalnej zajmuje się dziejami sztuki.

No dobrze, pogadaliśmy sobie, a teraz pora na gwóźdź programu, czyli rekonstrukcje. Poniżej galeryjka starożytnych rzeźb w kolorach zbliżonych do oryginalnych:

Źródło: Wikimedia

Od lewej do prawej: Tzw. Peplos Kore; Łucznik z frontonu świątyni Afai; cesarz Kaligula

Myślę, że większość z Was zgodziłaby się ze stwierdzeniem, że w swej naturalnej krasie starożytne rzeźby pasowałyby dziś bardziej do gabinetów figur woskowych niż do galerii sztuki. Co ciekawe, u korzeni naszego absmaku leży zabawny paradoks: kolorowe rzeźby wydają nam się nie do zaakcpetowania, gdyż uważamy, że naturalny kolor kamienia jest bardziej dla sztuki stosowny, a ten pogląd wywodzi się z błędnego założenia, że statuy starożytnych były białe…

A zatem, drodzy czytelnicy, kiedy dostaniecie zaproszenie na bal przebierańców i poczujecie ochotę, by na jedną noc stać się Grekiem bądź Rzymianinem, zostawcie proszę prześcieradła w domu i wdziejcie coś bardziej odstrzałowego…

J. Szamałek

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Bardzo ciekawe. Od zawsze byliśmy uczeni (w szkole, poprzez popularne wyobrażenia itd.), że grecka sztuka była bezbarwna. A tu niespodzianka.

    Ale te kolorowe rekonstrukcje rzeczywiście wyglądają nieco tandetnie.

  2. Cóż, jeśli coś jest na tyle stare, że starożytne, to powinno być wzniosłe. Nawet jeżeli swego czasu nie było arcydziełem większym niż ogródkowy krasnalek.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php