Czytałem niedawno książkę o kobietach w historii sztuki europejskiej. Nie chodziło jednak o kobiety występujące w roli motywu czy inspirujących muz, lecz artystki, które same chwytały za dłuto czy pędzel. Pierwszy rozdział traktował o Włochach epoki renesansu, ostatni – o czasach współczesnych.
Jak nietrudno się domyślić, przez większość czasu kobieta-artystka była ewenementem. Nie wynika to rzecz jasna z nierównego rozłożenia talentów plastycznych, lecz z tego, że kobietom długo wzbraniano dostępu do odpowiedniej edukacji bądź prawa do wykonywania wolnego zawodu. Te nieliczne damy, które odniosły sukces artystyczny jako artystki, były często córkami malarzy bądź rzeźbiarzy – jak choćby Fede Galizia czy Caterina van Hemessen.
Książka była ciekawa – żałuję tylko, że narracja zaczyna się dopiero w XIII-wiecznych Włoszech. W końcu kobiety-artystki pojawiają się na historycznej scenie znacznie wcześniej, w tym, rzecz jasna, w starożytności. Zamiast narzekać, wezmę się za częściowe przynajmniej uzupełnienie tej luki.
O chwytających za pędzle kobietach słyszymy czasem od starożytnych autorów – choćby Pliniusza Starszego, którego magnum opus, Historia Naturalis, zawierała też rozdziały dotyczące historii sztuki. Pliniusz wspomina między innymi niejaką Helenę z Egiptu, której dzieła były szczególnie wysoko cenione, czy Irenę, autorkę słynnego onegdaj portretu Diany, którą opisywał później Boccaccio. Pliniusz zdaję się jednak nie być entuzjastą artystycznej emancypacji – pisząc o kolejnej malarce, Timarecie, stwierdza, że wybierając sztukę „wzgardziła kobiece obowiązki”.
Co ciekawe, większość starożytnych artystek było, tak jak ich koleżanki po fachu z Włoch epoki Renesansu, córkami malarzy. Nie jest to przypadek – odbieranie nauki w domu, z rąk członka własnej rodziny, było zapewne jednym z niewielu sposób na obejście społecznych norm niechętnych twórczym, niezależnym kobietom.
Żadne z dzieł wspomnianych przez Pliniusza malarek nie zachowało się. Niewiele możemy się dowiedzieć na temat kobiet-malarek z materiału archeologicznego – większość starożytnych dzieł nie była podpisywana rzez swoich twórców; wśród nielicznych zachowanych sygnatur na próżno szukać damskich imion. Istnieje jednak jedna waza, która pozwala być może wejrzeć w świat kobiety-malarki.
Źródło: vroma.org
Przedstawione powyżej malowidło zdobi hydrię (naczynie na wodę), wykonaną w Atenach w V w. p.n.e. Widać na nim scenę z warsztatu garncarskiego, albo, jak sądzą niektórzy badacze, metalurgicznego. Rzemieślnicy, w zależności od interpretacji, malują wypalone z gliny naczynia, bądź wykańczają odlane z brązu wazy. Na środku sceny widać Atenę, która lada moment złoży wieniec na głowie jednego z malarzy. Nie jest to motyw wyjątkowy – bogini mądrości często przedstawiana jest jako patronka ateńskich rzemieślników. Poza Ateną widzimy też dwie inne uskrzydlone postaci – są to zapewne jakieś personifikacje, ale ciężko jest ustalić ich tożsamość ponad wszelką wątpliwość.
Bardziej niż boginie interesują mnie w tej scenie śmiertelnicy. Jeden z nich, widoczny z lewej strony, jest zupełnie nagi. Znów, nie jest to wyjątek – istnieją też inne wazy pokazujące rzemieślników w stroju adamowym, jak choćby tak zwany Foundry Cup, pokazujący proces tworzenia brązowej rzeźby. Można przypuszczać, że nie mamy tu do czynienia z nagością heroiczną, lecz praktycznym wyborem, który pozwalał na zdzierżenie bijącego od pieców gorąca.
Postać trzecia od lewej jest wyraźnie mniejsza od pozostałych. W ten sposób malarz chciał zapewne zaznaczyć, że mamy tu do czynienia z młodzieńcem, a nie dorosłym mężczyzną. Potwierdza to świadectwo źródeł pisanych, dzięki którym wiemy, że dzieci zaczynały czasem pracę zarobkową dość wcześnie. Być może jest to niewolnik – tych rzecz jasna zaganiano do pracy tak wcześnie, jak było to tylko możliwe.
Wreszcie, w prawym rogu sceny, natrafiamy na… kobietę! Jej płeć sygnalizuje wyraźnie strój i fryzura. Ewidentnie nie jest to klientka ani przechodzień – siedzi wraz z innym rzemieślnikami w warsztacie; malutkim pędzlem nanosi dekorację na woluty wielkiego krateru (naczynia do mieszania wina).
Jak mamy rozumieć tę scenę? Czy ta kobieta siedziała w jednym pomieszczeniu z nagimi mężczyznami? Czy była niewolnicą, której wystawieniem na nagie męskie ciało nikt się nie przejmował, córką prowadzącego zakład garncarza, a może wolną mieszkanką Aten, która zaciągnęła się do pracy? Nie poznamy odpowiedzi na żadne z tych pytań. Niezależnie od tych zagadnień możemy jednak uznać, że świat ateńskich rzemieślników nie był wyłącznie domeną mężczyzn. Ciekawe, ile zachowanych do naszych czasów waz malowała kobieca ręka?
J. Szamałek











