Gdyby Kim Dzong Un chciał kiedyś wydrukować sobie wizytówki, musiałby chyba zdecydować się na jakiś nietypowy format. Standardowy kartonik 90 x 50 mm nie mógłby pomieścić jego licznych tytułów: „Wspaniały Przywódca”, „Niezrównany Przywódca”, „Drogi Przywódca”, „Słońce XXI wieku”. Nadal wiele brakuje mu jednak do ojca, Kim Dzong Ila, do którego zwracano się per „Mądry Przywódca”, „Słońce Komunistycznej Przyszłości”, „Dowódca o Żelaznej Woli”, „Wielki Człowiek, Który Przybył z Niebios”, „Najwyższa Inkarnacja Braterskiej Miłości Rewolucyjnej” – i tak dalej. Kim Dzong Un jest jednak młody, można więc żywić nadzieję, że szybko poszerzy skromny na razie repertuar swych godności.
Te bałwochwalcze epitety stoją w przykrym kontraście z życiem poddanych rodziny Kimów. Jak donosi portal Daily NK, w Korei Północnej nawet kiszona kapusta jest niedostępnym frykasem, w obozach „reedeukacyjnych”, do których trafić można m.in. za niewystarczająco energicznie okazywany żal po śmierci poprzedniego Drogiego Przywódcy, żyje w koszmarnych warunkach blisko 200, 000 ludzi, a tortury są stałym elementem przesłuchań.
Czytając te okropieństwa zastanawiałem się, czy starożytne annały znają równie narcystycznych i obłąkanych władców, jak trzej Kimowie. Po dłuższej chwili zdecydowałem się przedstawić Czytelnikom Antiocha I, króla Kommageny. Rzeczony władca nie może co prawda konkurować z klanem Drogich Przywódców w zakresie prześladowań i zbrodni, ale przejawiał uderzająco podobną skłonność do karykaturalnego samouwielbienia.
Najpierw garść faktów. Kommagena to kraina, która leży w dzisiejszej północnej Syrii. Przez większość historii nie stanowiła ona odrębnego organizmu politycznego, lecz część wielkich imperiów. W VIII w.p.n.e. została wcielona do królestwa Asyrii, później znalazła się w granicach Persji, podbitej następnie przez Aleksandra Wielkiego, po śmierci którego władzę nad tymi ziemiami przejęła dynastia Seleukidów. Kiedy państwo tychże władców zaczęło się rozpadać, Kommagena wybiła się na niepodległość (163 p.n.e.), którą cieszyła się jednakże bardzo krótko – wkrótce wpadła w orbitę wpływów Rzymu, a w I w.n.e. stała się jego prowincją.
Nawet w krótkim okresie niepodległości Królestwie Kommageny daleko było do innych super-powers okresu hellenistycznego; była raczej zawodnikiem wagi koguciej. Najwyraźniej inaczej widział to najsłynniejszy władca tego państewka, Antioch I, znany pod skromnym przydomkiem Bóg Sprawiedliwy i Objawiony, Przyjaciel Rzymian i Greków (86-36 p.n.e.).
Starożytni pisarze mają o Antiochu niewiele do powiedzenia (wspominają go głównie przy okazji rzymskiej ekspansji na Bliskim Wschodzie). Mimo to możemy spojrzeć na niego tak, jak chciał być widziany – dzięki kompleksowi rzeźb z góry Nemrut, części łańcucha Taurus (dzisiejsza południowo-wschodnia Turcja; ponad 2000 m wysokości).
Na szczycie góry Antioch zbudował trzy tarasy – północny, wschodni i zachodni. Już to było nie lada przedwsięwzięciem, wymagało bowiem skucia znacznej części wierzchołka Nemrutu. Pośrodku góry zbudowano z kamieni wielki kopiec, pod którym najpewniej znajduje się grób Antiocha, a być może i późniejszych królów Kommageny. Pomimo wielu prób, podejmowanych tak w starożytności, jak i dziś, nie udało się jeszcze odnaleźć komory grobowej, która, jak podaje znaleziona inskrypcja, strzeżona ma być przez groźnego demona.
Wschodni taras zajmują monumentalne (8-10 m wysokości) rzeźby, przedstawiające zasiadające na tronach postaci. Dzięki zachowanym podpisom wiemy, że miały one wyobrażać, kolejno, samego króla Antiocha I, personifikację Kommageny, Zeusa-Oromasdesa (połączenie greckiego i wschodniego bóstwa), Apollona-Mitrę-Heliosa-Hermesa (to nie pomyłka, tak nazywa go inskrypcja) i Heraklesa-Artagnesa-Aresa. W zamierzchłych jeszcze czasach tym kolosom strącono głowy, które dziś leżą u ich stóp.
Źródło: Wikimedia; Fot. Onur Kotacas
Na przeciwko zasiadających na tronach bóstw – i Antiocha, rzecz jasna – stał ołtarz, a za nim platforma, na której ustawiono płaskorzeźby. Choć większość z nich jest poważnie uszkodzona, można poza wszelką wątpliwość ustalić, że stele te przedstawiały przodków Antiocha I – z jednej strony gałąź perska (nasz król utrzymywał, że wywodzi się od Dariusza), a z drugiej – grecka (Antioch był też ponoć spokrewniony z Aleksandrem Wielkim).
Podobny zestaw rzeźb i reliefów znajduje się też na tarasie zachodnim – mamy tu więc znów zajmujące trony kolosy i licznych, sławetnych przodków Antiocha. Jak widać, król Kommageny chciał się upewnić, że wiadomość, którą chce przekazać – wywodzę się od największych władców, jakich zna historia, zasiadam na równi z bogami – zapamięta każdy. Ażeby dodatkowo podkreślić swój nad-ludzki status, Antioch umieścił na zachodnim tarasie kolejną serię płaskorzeźb, na których wita się z kolejnymi mieszkańcami Olimpu: Apollonem, Zeusem i Heraklesem.
Źródło: Wikimedia; Fot. Peter Klaus Simon
Mało tego, Antioch kazał na tylniej stronie zasiadających na tronach bóstw wyryć wyjątkowo długą inskrypcję (oczywiście w dwóch egzemplarzach, na wschodnim jak i na zachodnim tarasie), która łączy w sobie różnorakie fiozoficzne dywagacje, przywodzące na myśl dzieła kalibru Ruhnamy świętej pamięci Turkemnbaszy (np. „Zrozumiałem, że bycie szlachetnym jest nie tylko największą wartością, jaką pozyskać mogą ludzie, ale i największą radością. To przekonanie umożliwiło mi objęcie tronu i owocne rządy. Przez całe życie jawiłem się poddanym jako osoba mająca respekt dla bogów za największą broń… Dlatego udało mi się uniknąć, wbrew oczekiwaniom, największych niebezpieczeństw, okiełznałem nieprzewidywalne wydarzenia niepozostawiające nadziei, i spędziłem wieloletnie życie w szczęściu”), ze szczegółowym opisem religijnych fesitwali, które miały regularnie odbywać się na szczycie góry Nimrut nie tylko za jego czasów, ale i później, uczestniczyć miały w nich bowiem ”…wszystkie ludy i pokolenia, które kiedykolwiek będą władać tymi ziemiami”.
Jak widać, Antioch I, władca efemerycznego państewka, miał na własny temat bardzo wygórowane zdanie, widział w sobie nad-człowieka, filozofa, i wielkiego władcę. Niestety, archeolodzy nie potrafią odpowiedzieć na pytanie, co kommageńczycy myśleli o swym pysznym królu, ani jak długo organizowano przykazane święta ku jego czci…
J. Szamałek
PS. Zdjęcia, plany i rekonstrukcje sanktuarium-cmentarza z góry Nimrut można obejrzeć tu i tu.













